PGE Projekt Warszawa bez medalu. Polska historia ze smutnym zakończeniem – Siatkówka – Sport Wprost


Złośliwe można jednak napisać, że tych kibiców w hali w Turynie nie było aż tak znowu wiele, żeby mówić o widowisku w odpowiedniej oprawie. To już jednak temat na zupełnie inny tekst, co sprawiło, że europejska federacja (CEV) oraz włoscy organizatorzy, nie byli w stanie powtórzyć frekwencyjnego sukcesu z 2023 roku.


Wówczas w finale Ligi Mistrzów zagrały m.in. polskie kluby z Kędzierzyna-Koźla i Jastrzębia-Zdrój (była również batalia Ligi Mistrzyń), a w stolicy Piemontu udało się wypełnić trybuny.


Edycja 2026 to jednak dużo, dużo słabszy wynik pod tym względem.

PGE Projekt Warszawa w historycznym meczu! Pięciosetowy thriller


Zostawiając już z boku uszczypliwości względem organizatorów Final Four Ligi Mistrzów siatkarzy, pierwsze niedzielne (tj. 17 maja) spotkanie, przyniosło dużo grania. Czy dobrego? Wydaje się, że były momenty, w których z pewnością widać było jakość, jaka jest po obu stronach siatki.


Gdyby szukać bardziej rozczarowanego po sobotnich (tj. 16 maja) półfinałach, pewnie trzeba by zerknąć w stronę turecką. Ziraat Bankkart Ankara przyjechał do Turynu, jako posiadacz potrójnej korony na krajowym podwórku. Problem zespołu Tomasza Fornala i spółki polegał jednak na tym, że mieli za sobą właściwie miesiąc bez oficjalnego meczu. W innym położeniu był za to PGE Projekt, który niedawno skończył granie o brązowy medal w PlusLidze. Warszawianie wywalczyli krążek dający przepustkę do gry w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie, a w ramach deseru – pojechali na Półwysep Apeniński.


O ile w półfinale przeciwko broniącej tytułu drużynie z Perugii zespół trenera Kamila Nalepki tylko raz był blisko przeciągnięcia starcia na dłuższy dystans niż trzy sety (końcówka ostatniej partii i piłka setowa w górze przy 24:23), to z tureckim przeciwnikiem było już zupełnie inaczej. Co więcej, PGE Projekt dwukrotnie był na prowadzeniu, najpierw 1:0, a następnie 2:1 w setach.


Koncertowo po stronie warszawskiej grali Kevin Tillie oraz Bartosz Gomułka. Mowa przede wszystkim o ofensywie (choć Francuz też świetnie przyjmował), w przypadku obu zawodników. Świetnie ze swoich obowiązków wywiązywał się też Bartosz Firszt, najmocniej obciążany w elemencie przyjęcia.


Po tureckiej stronie najwięcej wisiało, podobnie jak w przegrany półfinale z Aluronem CMC Wartą Zawiercie (1:3), na barkach holenderskiego atakującego. Nimir Abdel-Aziz już w trakcie tie-breaka przekroczył barierę 30 zdobytych punktów. Choć trzeba przyznać, że całościowo na sporą burę zasługuje Murat Yenipazar. Rozgrywający, który – delikatnie pisząc – nie rozpieszczał swoich kolegów jakością rozegrania. Trener Ziraatu stracił zresztą cierpliwość do tego siatkarza, zmieniając go Hilimiego Sahina w czwartym secie, pozostawiając już swojego rezerwowego na parkiecie do końca rywalizacji.


To był zresztą słuszny ruch, bo choć turecki gigant daleki był od swojego optymalnego grania, to jednak całościowo potrafił wyszarpać brązowy medal LM (pierwszy taki krążek w historii klubu). Tomasz Fornal? Sam siatkarz przyznawał, że zespół nie prezentuje tego, co prezentować by chciał. I ta forma, z miesięcznym balastem, była widoczna również u polskiego asa reprezentacji Polski.


Warszawianie – jako klub PGE Projekt – zagrali w swoim pierwszym Final Four Ligi Mistrzów w historii. Tym razem medalu zdobyć się nie udało, ale z pewnością obecność w czwórce najlepszych drużyn Europy sezonu 2025/26, jest godne pochwały. A kto wie, może w kolejnej kampanii przyjdzie czas na mocniejszy atak na Starym Kontynencie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, ze plany w stolicy i ruchy kadrowe, wydają się na to wskazywać.

Udział