Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, został zatrzymany.
Według ustaleń mediów zatrzymania dokonali w Warszawie funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Ma ono związek z aferą Zondacrypto.
„Dziś w ramach śledztwa w sprawie Zondacrypto zatrzymany został Radosław P. Prokuratura będzie przekazywała dalsze informacje po zakończeniu czynności z jego udziałem, prowadzonych w Śląskim Wydziale PZ PK” – przekazał po kilkudziesięciu minutach w mediach społecznościowych Waldemar Żurek.
Raś o Piesiewiczu: Od dawna były wątpliwości co do jego etyki
– Po pierwsze, to nie jest zaskakujące – mówi Interii na gorącoIreneusz Raś, wiceminister sportu.
– Już te informacje o tym, w jaki sposób pan Piesiewicz najpierw zdobył przywództwo w Polskim Komitecie Olimpijskim, potem w jaki sposób prowadził komitet olimpijski – to wszystko budziło wątpliwości co do etyki działalności samego pana Piesiewicza – tłumaczy.
Dodaje, że wokół Piesiewicza „od blisko czterech lat były wielkie kontrowersje”.
– To, co się dzisiaj odsłania, pokazuje, że za bardzo namieszał i bierze pełną odpowiedzialność za to, że wykorzystał wizerunek polskiego sportu, polskich mistrzów do uwiarygodnienia pewnej działalności, która, jak wiemy, już z etyką żadną się nie kojarzy. To są dla mnie rzeczy niedopuszczalne – przekonuje Raś.
„Piesiewicz nigdy nie powinien być prezezem PKOl”
Jak przypomina, środowisko sportu niejednokrotnie wzywało Piesiewicza do dymisji.
Działacze apelowali, by zostało zwołane walne zebranie, na którym mogłoby dojść do odwołania Piesiewicza i powołać nowego człowieka. Mimo to prezes nie chciał się na to zgodzić i rządził PKOl-em bez akceptacji środowiska.
– To była osoba, która absolutnie nie powinna nigdy być prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, bo jego postawa i to, po co przyszedł do polskiego sportu, to raczej nie po to, żeby tworzyć klimat wokół instytucji, która w dyplomacji sportowej jest bardzo istotna i ważna, tylko po prostu zaburzył ten autorytet Polskiego Komitetu Olimpijskiego – grzmi Raś.
Wiceminister sportu przekonuje, że Piesiewicz to człowiek, który „nigdy nie powinien stać się prezesem PKOl”.
– Został nim tylko dzięki wpływom w poprzedniej ekipie politycznej, gdzie pieniądze ze spółek Skarbu Państwa, które obiecywał związkom, spowodowały, że został wybrany. Bo to nie była osoba znana w środowisku sportowym, raczej nieznana i taki po prostu „załatwiacz” – uważa Raś.
Piesiewcz zatrzymany, ale pozostaje prezesem PKOl
Polityk w naszej rozmowie cały czas używa czasu przeszłego. Mówi, że Piesiewicz „był prezesem”, że „była to osoba”, która nie chciała się podać do dymisji itp. Tymczasem Piesiewicz został na razie jedynie zatrzymany. Formalnie wciąż pełni funkcję prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
– Czas odbudować autorytet Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Nie wyobrażam sobie, by mógł dalej być prezesem – mówi nam Raś.
– To powinna być osoba apolityczna, która łączy, a nie dzieli. Sport, według mojej opinii, również jako polityka, powinien zostać wyjęty z walki politycznej raz na zawsze. Musimy mieć jakieś części wspólne, narodowe. I tutaj powinniśmy powrócić do człowieka, który ma autorytet w świecie sportowym i w społeczeństwie polskim. To powinno być kryterium wyboru nowego prezesa PKOL – apeluje wiceminister sportu.
– To nie Raś czy jakiś inny polityk powinien wskazywać nowego prezesa. To powinna być osoba z autorytetem w świecie sportu, wśród ludzi sportu, a także z autorytetem społecznym w Polsce, która łączy, a nie dzieli. Takie jest moje stanowisko i mojego środowiska politycznego – dodaje.
Formalnie Piesiewicz wciąż jest prezesem. Jego kadencja kończy się na początku przyszłego roku. Zostało mu więc mniej więcej pół roku urzędowania. Co się wydarzy, jeśli Piesiewicz będzie musiał zostać w areszcie dłużej?
Raś: „Mogą być przyspieszone wybory szefa PKOl”
– W momencie, kiedy prezes nie może pełnić funkcji, wydaje mi się – bo złapał mnie pan na urlopie – jeden z wiceprezesów może przejąć zarządzanie instytucją. Mogą być przyspieszone wybory, jeżeli wiceprezes zwoła walne zgromadzenie. Jest wtedy nadzwyczajna sytuacja i środowisko wybiera nowego prezesa, nowe władze – to może nastąpić według decyzji, które są wpisane w statucie – tłumaczy Raś.
– Wiemy, że pan Piesiewicz, mimo że większość prosiła o takie walne zgromadzenie, gdzie mieli postawić wotum nieufności wobec niego, on tego nie zwoływał i to blokował. Ta sytuacja może być teraz naprawiona – apeluje.
Kto ewentualnie mógłby za jakiś czas zastąpić Piesiewicza?
– Jest wielu potencjalnych następców, ale myślę, że nie możemy iść tą drogą, żeby teraz jakiś polityk wskazywał środowisku sportowemu wybór swojego przedstawiciela. Zawsze tak uważałem i tak uważa moje środowisko polityczne. Po prostu trzeba tę instytucję odbudować – przekonuje.
Łukasz Szpyrka













