
Nie ma alternatywy dla SAFE, która pozwoliłaby równie szybko pozyskać tak duży zastrzyk gotówki na inwestycje w bezpieczeństwo. Chodzi o 226 miliardów złotych do końca tej dekady. To nie jest więc dyskusja o tym, czy lepiej brać pożyczki z UE, USA, czy samodzielnie finansować armię. Nie stać nas na luksus wybrzydzania. Jeśli odrzucimy SAFE, to program modernizacji wojska „zatrze się” już za trzy lata.
– Gdybyśmy chcieli pozyskiwać te pieniądze tak jak dotychczas, czyli przez Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych i z obowiązkiem spłaty tego zadłużenia z budżetu MON (to wymóg Ministerstwa Finansów), to zadusilibyśmy budżet na modernizację Wojska Polskiego już po 2028 roku, kiedy trzeba będzie na dobre zacząć spłacać wcześniejsze kredyty – mówi Gazeta.pl Tomasz Dmitruk, dziennikarz miesięcznika „Nowa Technika Wojskowa” i portalu „Dziennik Zbrojny”.
Ogromne pieniądze i kluczowy zapis w projekcie ustawy
Z tego powodu unijnego programu tanich i długookresowych pożyczek na inwestycje w obronność, w tym szybkie zakupy uzbrojenia z unijnych firm, od kilku lat eksperci wypatrują jako szansę na podtrzymanie tempa modernizacji Wojska Polskiego. Pisaliśmy o tym wielokrotnie w tekstach poświęconych problemom modernizacji i rozbudowy naszego wojska. Podstawowy problem jest taki, że chcemy szybko, dużo i dobrze. Najlepiej gdyby dało się nadrobić 30 lat niskich wydatków na wojsko, jednocześnie dwukrotnie je zwiększyć, a wszystko to na przestrzeni nieco ponad dekady. Pomijając istotne skądinąd pytanie, czy MON oraz Wojsko Polskie byłyby w stanie organizacyjnie udźwignąć tak ogromny projekt, to fundamentalna kwestia jest taka, iż oznaczałoby to znaczne koszty.
Już teraz mamy kontrakty na zakupy sprzętu za około 600 miliardów złotych. Do zapłaty z tego zostało około 500 miliardów i to w perspektywie dekady. Jeśli faktycznie chcemy realizować plany dalszej modernizacji i rozbudowy, to do końca lat 30. trzeba wydać drugie tyle. Przy czym chodzi o same zakupy broni, pomijając koszty ludzi i utrzymania. Dmitruk określał takie plany jako praktycznie nierealne jeszcze w sytuacji, kiedy przyjęcie programu SAFE wydawało się czymś pewnym i naturalnym. Teraz już tak nie jest, bo prawa strona sceny politycznej dokonała wolty. Po latach zaciągania pożyczek, głównie w USA i Korei Południowej, teraz w obliczu szansy, by otrzymać je na niższy procent w UE, PiS i prezydent Karol Nawrocki zgłaszają szereg zastrzeżeń. W mediach trwa zacięta kampania krytyki i nawoływania do odrzucenia programu SAFE. – Szczerze wątpię, aby było możliwe pozyskanie innymi sposobami tak dużej pożyczki na tak korzystnych warunkach, czyli z niskim oprocentowaniem, które wynosi 3 proc. oraz ze spłatą odłożoną w czasie na 10 lat i rozłożoną na długi okres – mówi dziennikarz „NTW”.
Ewentualna utrata tych 226 miliardów złotych (185 miliardów netto plus 41 miliardów podatku VAT, którego od tych pieniędzy nie trzeba płacić, co jest zyskiem MON) byłaby ogromnym problemem dla MON i wojska. Wystarczy porównać tę kwotę z szacowanymi przez Dmitruka koniecznymi zamówieniami na kolejne 500-600 miliardów złotych, żeby zrozumieć, jak potężny będzie to ubytek. Cały budżet MON to aktualnie około 100 miliardów złotych rocznie. Dodatkowo wspierany rocznie kilkudziesięcioma miliardami złotych z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, czyli utworzonego za rządu PiS mechanizmu pożyczania pieniędzy na zakup broni. W 2029 roku kwota zadłużenia funduszu ma sięgnąć około 325 miliardów złotych i samo spłacanie przez MON tych pożyczek będzie wymagało 40-50 miliardów złotych rocznie. W połączeniu z rosnącymi kosztami utrzymania większej i nowocześniejszej armii, oznaczać to będzie praktyczne wyczerpanie wolnych środków na dalsze zakupy sprzętu. Jest to niemal pewna perspektywa kilku najbliższych lat.
Program SAFE jest więc niezwykle istotny, bo daje szansę na chwilowe odwleczenie w czasie tego spotkania ze ścianą w postaci braku funduszy na dalsze duże zakupy broni. Dodatkowo spłacanie pożyczek unijnych jest odłożone w czasie – początek zaplanowano dopiero po 2036 roku – i rozłożone na 45 lat, co tym bardziej uatrakcyjnia program, jeśli pamiętamy o kryzysowej dla budżetu MON najbliższej dekadzie.
Dodatkowo, niezwykle ważnym elementem programu SAFE jest z polskiej perspektywy jeden punkt dodany do ustawy we wtorek przez Senat. Określono w nim, że dług zaciągnięty w jego ramach będzie spłacany spoza budżetu MON. A tak właśnie się dzieje w przypadku starszych pożyczek. Na to idzie wspomniane 40-50 miliardów złotych rocznie, które „przyduszają” budżet wojska. Ministerstwo Finansów od lat sprzeciwiało się przesunięciu spłat poza budżet MON ze względu na napięty budżet państwa. W nowym rozdaniu ten plan mógłby być realizowany, a de facto oznaczałoby to dodatkowe pieniądze na obronność. Nie ma pewności, czy ta poprawka przetrwa do końca prac nad ustawą, ale to kolejny argument za tym, aby jej nie wyrzucać do kosza. – Senacka poprawka ma ogromne znaczenie. Spłacanie kosztów SAFE (kapitału i odsetek) spoza budżetu MON czyni kolosalną różnicę. Choćby ze względu na ten fakt zdecydowanie warto w to wejść. To w praktyce oznacza dodatkowe około 185 mld PLN netto powyżej 3 proc. PKB na obronność w perspektywie wieloletniej, czego nie zapewniają pożyczki z FWSZ – tłumaczy Dmitruk.
Ocena jest jednoznaczna
Nie ma pewności, co oznaczałoby prezydenckie weto i czy definitywnie zablokowałoby pieniądze z UE. – Nie zablokuje możliwości zawarcia umowy pożyczkowej z SAFE, ale prawdopodobnie mogłoby wpłynąć na opóźnienie całego procesu. Do tego oznaczałoby to konieczność rezygnacji z części projektów, na przykład tych przygotowanych przez MSWiA i Ministerstwo Infrastruktury oraz utrudnienie współpracy z Ukrainą – ocenia Dmitruk. Aktualnie procedowana ustawa dotyczy głównie aspektu technicznego zarządzania funduszami z unijnych pożyczek i umożliwia przeznaczenie ich na przykład na projekty infrastrukturalne czy zakładające współpracę z Ukraińcami. W ocenie Dmitruka nie dałoby się tego finansować przez FWSZ.
Tak jak mówi ekspert, weto będzie też oznaczało zamieszanie i opóźnienia w realizacji programu. W tym przypadku czas jest natomiast na wagę złota. Jeden z warunków programu SAFE jest bowiem taki, że finansowane przy jego pomocy umowy mogą być realizowane do 2030 roku, a nasze krajowe kontrakty muszą być zawarte do końca maja tego roku. W założeniu chodzi bowiem o szybkie wzmocnienie obronności UE. Oznacza to jednak bardzo małe okienko czasowe na zawieranie kontraktów i ich realizację. Szczególnie jeśli chodzi o zamówienia bardziej skomplikowanego uzbrojenia, którego produkcja w większych ilościach jest przedsięwzięciem wieloletnim. Każde opóźnienie i komplikacje, które ściągną nasi politycy, będą prowadzić do poważnego ryzyka, że coś się w bardzo napiętych ramach czasowych nie zmieści. Na przykład nieoficjalnie mówi się o zamówieniu około 150 bojowych wozów piechoty Borsuk z Huty Stalowa Wola za pieniądze z SAFE. Opóźnienie podpisania stosownego zamówienia może oznaczać, że ta liczba zmniejszy się o kilkanaście albo kilkadziesiąt sztuk, bo nie uda się wszystkich zaplanowanych pojazdów wyprodukować do końca 2030 roku.
Krótkie terminy są największą bolączką programu SAFE z polskiej perspektywy. Wyłączają bowiem z niego cały szereg ważnych dla nas programów zbrojeniowych i istotnie ograniczają liczbę sprzętu, który możemy w jego ramach zamówić. Naszą polską bolączką programu jest to, że rząd i wojsko postanowiły go utajnić. Nie wiadomo co właściwie ma zostać kupione za unijne pożyczki. Podano jedynie skrajnie ogólnikowe informacje. Choć aktualnie krytyka ze strony opozycji ma taki pozytywny element, że rząd się nieco ugiął i wstępnie deklaruje przygotowanie uproszczonej listy zamówień.
Zdaniem Dmitruka ocena programu SAFE jest jednak oczywista. – Widzę znacznie więcej plusów tego instrumentu niż jego minusów, choć i takie są. Na przykład termin realizacji projektów do końca 2030 roku. Uważam jednak, że korzyści są tak duże, że rezygnacja z programu byłaby niewybaczalnym błędem – stwierdza.











