Połowa bombowców, 50 myśliwców, wszystkie latające cysterny. Wyciekła lista cięć sił USA do obrony Europy

„NYT” powołuje się na dwóch anonimowych europejskich urzędników, którzy pokazali dziennikarzom fragment oficjalnego pisma przekazanego przez Amerykanów europejskim sojusznikom. Tego z początku miesiąca, o którym już wówczas było wiadomo, że istotnie ogranicza siły wojska USA przeznaczone do wsparcia Europy. Już wtedy media pisały, że wywołało ono duże poruszenie w europejskich stolicach. Teraz wiadomo więcej o tym, dlaczego.

Istotne cięcia sił USA w Europie

Redukcje są bardzo widoczne, kiedy chodzi o wycofywanie do USA kolejnych oddziałów wojsk lądowych oraz wsparcia, stacjonujących w Europie. Czy to na stałe jak na przykład w Niemczech, czy rotacyjnie, jak w Polsce. Kilka czy kilkanaście tysięcy ludzi mniej robi wrażenie. Amerykanie wspierają jednak Europę także w mniej widoczny, ale co najmniej równie ważny sposób. Chodzi o siły lotnicze i morskie, które tylko częściowo są tu na stałe, a częściowo są przyrzeczone jako pozostające w USA, ale gotowe do automatycznego wsparcia Europy zgodnie z zatwierdzonymi planami strategicznymi. I to właśnie te siły Amerykanie tną.

Według dokumentu widzianego przez „NYT” chodzi konkretnie o następujące cięcia:

  • Bombowce strategiczne o połowę, z 2 do 1 grupy;
  • Starsze samoloty wielozadaniowe F-15E i F-16 ze 150 na 100;
  • Morskie samoloty patrolowe z 26 na 15;
  • Latające cysterny z 8 do 0;
  • Atomowy okręt podwodny przenoszący rakiety manewrujące;
  • Grupa bojowa lotniskowca (lotniskowiec atomowy, okręty eskorty i kilkadziesiąt samolotów oraz śmigłowców).

Pentagon nie podał oficjalnie tego rodzaju danych. Nie podał też, kiedy dokładnie planuje zrealizować cięcia. Według „NYT” ma to jednak nastąpić „bardzo szybko” i znacznie wcześniej, niż Europejczycy się na to przygotowują. – Poziom zależności Modelu Sił NATO od sił USA był dotychczas niezdrowy – powiedział na początku czerwca amerykański generał Alexus Grynkewich, szef Dowództwa Europejskiego USA i jednocześnie główny dowódca wojskowy NATO. – Prezydent i sekretarz obrony dali jasno do zrozumienia, że to musi się zmienić i to się zmieni – dodał.

Co to konkretnie oznacza?

Wspomniany przez generała Grynkewicha „Model Sił NATO” został zatwierdzony w 2022 roku. Określa, jakie siły dane państwo Sojuszu wyznacza do liczących 300 tysięcy żołnierzy sił, które mają w pierwszej kolejności reagować na sytuację kryzysową lub wojenną. Zawiera też plany ich przerzutu, a potem dowodzenia jako jednego sojuszniczego zgrupowania. Można się domyślić, że aktualnie cięte przez Amerykanów siły odgrywały istotną rolę w tymże „modelu”. Ich ograniczenie to poważny problem dla Europy, bo europejskie państwa NATO nie mają ich jak zastąpić. Zwłaszcza bombowców.

Jest to jedna z podstawowych słabości europejskich wojsk. Brak strategicznych zdolności, które Amerykanie zbudowali w okresie zimnej wojny i utrzymują do dzisiaj. Żadne państwo europejskie nie ma maszyn porównywalnych do B-1, B-2 i B-52, które są w stanie przenosić dziesiątki ton uzbrojenia w jednym locie, umożliwiając prawdziwie intensywne uderzenia z powietrza.

Trudno przy tym stwierdzić, co ma na myśli „NYT” pisząc o redukcji z 2 do 1 „grupy”. Amerykanie obecnie mają skrzydła bombowe złożone z dywizjonów bombowców. „Grupy” są tylko w siłach rezerwowych, które pozostają w niskiej gotowości, więc raczej nie były wyznaczone do sił szybkiego reagowania NATO. Być może chodziło o dywizjony, bo taka skala wydaje się realna. Każdy liczy kilkanaście maszyn, choć dokładna wartość nie jest stała. Czyli w praktyce oznacza to ograniczenie liczby dostępnych w krótkim terminie do obrony Europy maszyn z 20-30 do 10-20.

Podobnie bolesne jest wycofanie dostępności grupy bojowej lotniskowca i atomowego okrętu podwodnego z rakietami manewrującymi. Europa nie ma czym ich zastąpić. Jej lotniskowce są mniejsze, tak samo okręty podwodne. W tym przypadku musi bowiem chodzić o jeden z czterech przebudowanych strategicznych okrętów podwodnych typu Ohio, który zamiast rakiet z głowicami jądrowymi ma teraz wyrzutnie dla 154 rakiet manewrujących Tomahawk. Razem oznacza to utratę znaczącej siły ognia, zwłaszcza w kontekście starcia na wodach mórz Norweskiego i Barentsa. Także na tym teatrze działań najbardziej zaboli utrata 11 z 26 amerykańskich samolotów patrolowych, co w praktyce może oznaczać tylko P-8 Poseidon. Europejskie państwa NATO mają bardzo małą flotę porównywalnych maszyn, które mają ogromne znaczenie w śledzeniu ruchów zwłaszcza rosyjskich atomowych okrętów podwodnych na północnym Atlantyku.

Z wycofaniem 50 mniejszych samolotów bojowych F-15 i F-16 Europie najłatwiej będzie sobie poradzić. Tego rodzaju porównywalnych maszyn akurat jest tutaj dużo i choć oczywiście to strata, to nie tak bolesna i do częściowego załatania. Zwłaszcza że nie wspomniano o wycofaniu 52 F-35A, które Amerykanie od 2024 roku rozmieszczają w Europie, zastępując właśnie starsze F-15. Na razie nie wycofywano tych drugich, bo trwa wojna w Ukrainie. Jest możliwe, że teraz zostanie to uczynione. Jeśli jednak plan stacjonowania dwóch dywizjonów F-35 w brytyjskiej bazie RAF Lakenhaeth nie zostanie zmieniony, to koniec końców i tak potencjał lotnictwa taktycznego USA w Europie może być wyższy niż jeszcze kilka lat temu.

Europa musi dużo pozmieniać

Nie zmienia to problemu, że europejskie państwa Sojuszu nie mają jak uzupełnić ubytku ciężkiego sprzętu, który Pentagon chce usunąć z listy sił gotowych do szybkiego wsparcia Europy. Oznacza to też konieczność przepisania strategicznych planów Sojuszu na wypadek kryzysu i wojny. Tak zwane regionalne plany obronne są przygotowywane zawczasu i zatwierdzane przez polityków, aby potem mogły być szybko uruchamiane i realizowane. Poszczególne państwa muszą jednak przyrzec i utrzymywać w odpowiedniej gotowości do użycia siły, które są niezbędne do realizowania tychże planów. Tak, żeby w momencie próby nie było zwłoki wynikającej z rozmyślania o tym, co chcemy zrobić i czym. Tylko automatyczna realizacja wcześniej przygotowanych scenariuszy.

Teraz Amerykanie, zabierając istotne siły z puli tych dostępnych do obrony Europy, najpewniej wywracają do góry nogami część aktualnych planów obronnych. Trzeba będzie je zmodyfikować z uwzględnieniem skromniejszych sił dostępnych do ich realizacji. Adekwatnie wpłynie to na ich zakres. Bez kilkunastu amerykańskich bombowców będzie można zdziałać mniej, na przykład w zduszeniu rosyjskiej obrony przeciwlotniczej w obwodzie kaliningradzkim czy rejonie Sankt Petersburga. Nie ma na to żadnego lekarstwa. Państwa Europy nie mają i nie zapowiada się, aby miały w najbliższych dekadach analogiczny ciężki sprzęt.

Oczywiście można powiedzieć, że co to za problem, by w razie zagrożenia ponownie przyrzeknąć gotowość do użycia określonych sił do obrony Europy. Nie jest to jednak tylko deklaracja woli. Idzie za tym na przykład trening działania w określonych warunkach geograficznych, współpracy z sojusznikami, a nawet wykonywania konkretnych misji, zapisanych zawczasu w planach obronnych.

Oznacza to też na przykład rozmieszczenie w europejskich bazach zapasów amunicji czy konieczność przećwiczenia przerzutu do nich techników wraz z częściami zamiennymi i innym sprzętem niezbędnym do funkcjonowania przykładowego skrzydła bombowców. Przyrzekanie sił do wspólnej puli sił do obrony NATO jest więc czymś więcej niż wpisem na listę lub jej usunięciem. Idą za tym konkretne kroki, które wymagają czasu.

Udział