
Marta Kurzyńska, Interia: Sytuacja w partii robi się coraz bardziej napięta. Kto za to odpowiada?
Paulina Hennig- Kloska, minister klimatu i środowiska, Polska 2050: – Przewodnicząca Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zamiast deeskalować postanowiła podnieść temperaturę i doprowadzić do wrzenia. Ubolewam, ale nie ma z jej strony ani woli wypracowania porozumienia, ani chęci deeskalacji sytuacji, a podjęte działania nie przystają do partii, która wchodziła na scenę polityczną z hasłami partii demokratycznej i solidarnej.
Część klubu czuje się rozegrana przez obecne szefostwo? Mówię o przyjętej na Radzie Krajowej uchwale.
– Nie można nazwać tego dokumentu inaczej niż uchwała „kagańcowa” Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Jej celem jest zabetonowanie Pawła Śliza na stanowisku przewodniczącego klubu parlamentarnego, mimo, że utracił zaufanie większości członków klubu. To odebranie podmiotowości i autonomii członkom klubu jest nie do przyjęcia, jest niezgodne z Regulaminem Sejmu i Ustawą o mandacie posła i senatora, jest też niemoralne. Jak rozumiem uchwała ma obowiązywać do zwołanego na marzec Zjazdu Krajowego, by tam wprowadzić trwałe zapisy do statutu partii, które jak mniemam mają zacementować klub parlamentarny na zawsze.
Przewodnicząca Polski 2050 zapłaci za to słony rachunek?
– Koszty mogą być ogromne. To co robi nowa szefowa partii wzbudza w klubie powszechne oburzenie, bo jest to ścieżka wcześniej wydreptana przez Ziobrę. Zapewne kojarzy pani ustawę Ziobry, która na miesiąc przed wyborami w 2023 roku miała cementować sytuację w prokuraturze krajowej i zapewnić poprzedniej władzy bezkarność. Chodzi mi o ustawę z września 2023 roku, która wprowadziła do polskiego prawa zasadę, że Prokuratora Krajowego nie można odwołać bez zgody Prezydenta. Ja z takimi metodami walczyłam 8 lat. Nie potrafię dzisiaj takich metod akceptować we własnej partii. Pani przewodnicząca to samo chce zrobić z klubem. Tym ruchem mówi parlamentarzystom, szanowny klubie, nieważne, że wy macie inne zdanie, nie zmienimy szefa klubu, ja wam na to nie pozwolę. To nie ma nic wspólnego ani z demokratycznym zarządzaniem partią, ani z solidarnym dopuszczaniem do głosu różnych stron o różnych stanowiskach.
Pani widzi jeszcze dla siebie miejsce w takim ugrupowaniu?
– Dokładnie dzisiaj mija pięć lat od czasu, kiedy dołączyłam do Szymona Hołowni. I dla mnie dzisiaj Polska 2050, do której wstępowałam, niestety się skończyła.
Zaczęły się już pierwsze odejścia. Czy to znaczy, że macie gotowy inny plan polityczny?
– Jesteśmy grupą posłanek, posłów i senatorów, którzy ze sobą blisko współpracują. Zapewne w najbliższych dniach podejmiemy decyzję, co zrobimy dalej.
A jaka jest szansa na to, że powstanie nowy klub?
– W obliczu braku przestrzeni do dialogu i współpracy jest to bardzo prawdopodobne.
Wyjdzie kilkanaście osób?
– Poszliśmy dziś na Radę Krajową, żeby podzielić się z innymi członkami Rady naszą oceną sytuacji. Zadeklarowaliśmy chęć współpracy, wolę wypracowania porozumienia, ale nie w taki sposób, by z jednej strony odbierać parlamentarzystom prawo do decydowania o sobie, z drugiej strony stosować rozwiązania siłowe. Grupa osób, która z takim podejściem się nie zgadza, to około 20 parlamentarzystów.
Dwie trzecie klubu. Prosty rachunek pokazuje, że to oznacza, że klub Polska 2050 przestałby istnieć.
– To oczywiście przedkładanie interesów jednostki nad interes partii. Każdy prawdziwy lider w takiej sytuacji szukałby rozwiązania i porozumienia.
Rozumiem, że chcecie rozmawiać, ale z drugiej strony nie ma takiej woli?
– Takiej woli ze strony przewodniczącej Pełczyńskiej-Nałęcz nie było przez cały ten czas, ze strony przewodniczącego Pawła Śliza także. Jesteśmy po tygodniu, w którym odbywało się posiedzenie Sejmu, grupa posłów, zgodnie z regulaminem klubu, złożyła wniosek, by zwołać klub parlamentarny, spotkać się i porozmawiać wewnętrznie o naszych sprawach. Pan przewodniczący Paweł Śliz przez cały tydzień miał bardzo wiele wywiadów i był bardzo aktywny medialnie, rozmawiał z dziennikarzami o wewnętrznych sprawach klubu, a nie znalazł czasu, by zwołać klub i porozmawiać z jego członkami, choć miał taki obowiązek.
Druga strona mówi, że nie chce eskalować napięcia.
– Zabieram głos, bo doszliśmy do ściany. Pan przewodniczący nie zwołał posiedzenia klubu, bo bał się zmierzyć z rzeczywistością, czyli faktem, że nie ma zaufania większości klubu. To z kolei przypomina mi sytuację w Trybunale Stanu i postępowanie Pani Manowskiej, która nie zwołuje posiedzeń Trybunału, bo wie, że większość chce zmienić regulamin, by podjąć właściwe decyzje.
Zmiana na stanowisku szefa klubu by rozwiązała sytuację, czy to jest tylko wierzchołek góry lodowej?
– Według nas uchwała przyjęta przez Radę Krajową nie ma mocy prawnej. Wątpliwe są podstawy przyjęcia takiej regulacji przez Radę Krajową, jak mówiłam jest ona niezgodna z regulaminem Sejmu i ustawą o mandacie posła i senatora. Niemniej jak widać, poza klubem zapadły decyzje, że takiej zmiany nie będzie i kropka. Spodziewam się więc, że na kolejnym klubie dalej nie będą poddawane pod głosowanie żadne zgłaszane w tej sprawie wnioski. To jednak nie jest już tylko historia o stanowisku szefa klubu.
A o czym jest ta historia?
– To jest historia, o tym, jakie wartości nam w polityce towarzyszą. To jest dyskusja o moralności, etyce. Dla mnie prawdziwy szef klubu, który ma charyzmę i charakter, nie musi i nie chowałby się za żadnym regulaminem klubu, za żadną uchwałą kagańcową Rady Krajowej. Tego typu rozwiązania są oznaką słabości, a nie siły w polityce.
Nowa przewodnicząca partii też okazała słabość?
– Jak rozumiem to była wspólna inicjatywa przewodniczącej partii i szefa klubu, który blisko z nią współpracuje.
Będzie pani chciała się spotkać z Katarzyną Pełczyńską- Nałęcz, jeszcze przed ostatecznymi decyzjami?
– Wolę rozmowy zgłaszałam cały czas. Nie eskalowałam sytuacji, nie chodziłam po mediach, nie udzielałam żadnych wywiadów. Skupiłam się na pracy merytorycznej w ministerstwie, gdzie podejmowaliśmy ważne dla Polski decyzje jak np. wsparcie budowy prototypu pasażerskiego pojazdu wodorowego nowej generacji.
Dokąd teraz zmierza lokomotywa Polski 2050?
– Na pewno nie w kierunku, w którym ja planowałam jechać w momencie, kiedy przystąpiłam do tego ugrupowania.
Wysiada pani na najbliższej stacji?
– To bardzo poważna decyzja, tak jak powiedziałam pani wcześniej, będziemy rozmawiać w gronie parlamentarzystów, którzy nie godzą się na takie polityczne „standardy” i w najbliższych dniach podejmiemy dalsze decyzje.
Zakładając, że wyjdziecie, to czy koalicja będzie mogła liczyć dalej na wasze wsparcie i głosy?
– Posłowie, posłanki, senatorowie, którzy ze mną współpracują, są absolutnie ambasadorami koalicji 15 października i nie wyobrażają sobie współpracy z PiS-em.
Niektórzy w waszej partii nie widzą spraw tak czarno-biało.
– To jest kolejny bardzo ważny wątek, który dzieli nasze ugrupowanie. Rozmowy ze środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości na temat przyszłej współpracy i plotki, które krążą po kuluarach sejmowych na ten temat, to kolejny wątek, który stanowi oś podziału w naszym klubie parlamentarnym. Przez 8 lat będąc w opozycji, walczyłam z Prawem i Sprawiedliwością i po tych 8 latach nie widzę, by politycy Prawa i Sprawiedliwości zmienili styl pracy, poddali się refleksji, więc i w moim podejściu nic się nie zmienia.
Rozmawiała Marta Kurzyńska.
-
Ciąg dalszy awantury w Polsce 2050. Padł wniosek, przewodniczący zamknął posiedzenie
-
Polacy nie mają wątpliwości, miażdżący sondaż dla Hołowni. „Porażka”












