-
Nawłoć kanadyjska jest rośliną inwazyjną, której szybka ekspansja ogranicza rozwój rodzimych gatunków w Warszawie.
-
Na terenie miasta prowadzone są akcje usuwania nawłoci przez wolontariuszy, aktywistów i służby miejskie.
-
Regularne działania takie jak wyrywanie roślin i usuwanie kłączy mają na celu ograniczenie dalszego rozprzestrzeniania się tego gatunku.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W Warszawie wolontariusze i aktywiści walczą z nawłocią, która coraz częściej pojawia się na terenach zielonych i tworzy zwarte, trudne do usunięcia skupiska. Wyrywanie roślin nie jest jednak zwykłym porządkowaniem miejskiej zieleni. Chodzi o ograniczenie ekspansji gatunków, które mogą wypierać rodzime rośliny i zmieniać charakter całych siedlisk. Jak podkreślają przyrodnicy, skuteczna walka z nawłocią wymaga systematyczności, ponieważ pojedyncze usunięcie roślin nie zawsze wystarcza. W Warszawie takie działania prowadzone są w kilku miejscach, a ich uczestnicy usuwają przede wszystkim nawłoć kanadyjską i nawłoć późną.
Gdzie w Warszawie walczono z nawłocią?
Jedna z tegorocznych akcji odbyła się przy Moście Grota-Roweckiego. Wolontariusze zajęli się tam usuwaniem nawłoci, która porastała teren i tworzyła zwarte skupiska. Kolejnym miejscem była Spółdzielcza Farma „Most” na Siekierkach. To właśnie w tych dwóch lokalizacjach prowadzono działania w ramach akcji „Nazłość”.
Nazwa akcji nie jest przypadkowa. „Nazłość” wykorzystywała wyrywanie nawłoci nie tylko jako sposób na ochronę bioróżnorodności, lecz także jako nietypowy sposób rozładowania nagromadzonych emocji. Jak wyjaśniała w rozmowie z TVN24 edukatorka przyrodnicza Anna Albin, usuwanie ekspansywnej rośliny może więc łączyć działanie na rzecz środowiska z aktywnością, która pozwala spożytkować złość i frustrację.
Z nawłocią walczono również w Dzikim Zakątku w Parku Pole Mokotowskie. W działania zaangażowali się wolontariusze Zarządu Zieleni, których wsparli pracownicy Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Podobne akcje organizowane są także przez Zarząd Zieleni, Kampinoski Park Narodowy oraz Greenpeace Polska.
Celem takich działań jest ograniczenie rozprzestrzeniania się nawłoci i ochrona miejsc, w których mogłyby rozwijać się rodzime rośliny. Problem jest szczególnie widoczny tam, gdzie gatunek może szybko stworzyć rozległe, niemal jednolite płaty.
Dlaczego nawłoć kanadyjska jest problemem?
Nawłoć kanadyjska (Solidago canadensis) pochodzi ze wschodniej części Ameryki Północnej. W Europie pojawiła się już w pierwszej połowie XVII wieku. Początkowo była sprowadzana celowo jako roślina ozdobna, ponieważ wyróżniała się efektownymi żółtymi kwiatostanami i stosunkowo łatwą uprawą. Z czasem zaczęła wydostawać się poza ogrody i parki, a następnie zadomowiła się w środowisku naturalnym.
Do Polski nawłoć kanadyjska trafiła prawdopodobnie wraz z importem towarów rolnych. GDOŚ podaje, że pierwsze udokumentowane stanowiska poza uprawą pochodzą z 1872 roku i znajdowały się w okolicach Lublina oraz Krakowa. Obecnie gatunek jest szeroko rozpowszechniony w Polsce.
Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska określa nawłoć kanadyjską jako średnio inwazyjny gatunek obcy. Roślina znajduje się również na prowadzonej przez GDOŚ liście obcych gatunków roślin. Warto przy tym podkreślić, że określenie „inwazyjny gatunek obcy” nie oznacza, że roślina jest trująca dla człowieka. Chodzi przede wszystkim o jej wpływ na środowisko i zdolność do ekspansywnego zajmowania siedlisk.
Nawłoć tworzy gęste łany i wypiera inne rośliny
Nawłoć kanadyjska ma kilka cech, które pomagają jej skutecznie zdobywać nowe tereny. Roślina może rozmnażać się za pomocą nasion, ale bardzo ważną rolę odgrywają także kłącza. Jej nasiona są lekkie i mogą być przenoszone przez wiatr, natomiast pod ziemią rozwija się rozbudowana sieć kłączy, dzięki której roślina może zajmować coraz większą powierzchnię.
Problemem jest także liczba nasion. Gdy roślina zadomowi się w danym miejscu, może następnie intensywnie rozrastać się wegetatywnie. Dodatkowo nawłoć wydziela do gleby związki allelopatyczne, które mogą utrudniać wzrost innych roślin.
GDOŚ wskazuje, że nawłoć kanadyjska tworzy gęste i zwarte płaty, które ograniczają kiełkowanie oraz wzrost innych gatunków. W efekcie może dochodzić do spadku różnorodności biologicznej roślin naczyniowych. Roślina konkuruje także o zapylacze z rodzimymi gatunkami łąkowymi.

Jak wygląda nawłoć kanadyjska?
Nawłoć kanadyjska może osiągać około 150 cm wysokości, choć w warunkach sprzyjających rozwojowi gatunki inwazyjnych nawłoci mogą dorastać nawet do około dwóch metrów. Jej łodyga jest zielona, a szczególnie w górnej części szorstko i odstająco owłosiona. Liście są lancetowate, ostro zakończone i ząbkowane, a od spodu można zauważyć owłosienie wzdłuż nerwów.
Najłatwiej rozpoznać ją podczas kwitnienia. Drobne, intensywnie żółte kwiaty tworzą liczne koszyczki, które układają się w duże, rozgałęzione wiechy. Nawłoć kanadyjska kwitnie od lipca nawet do października, przy czym najbardziej intensywne kwitnienie przypada na okres od połowy sierpnia do końca września.
Jej wygląd może być jednak mylący. Żółte kwiaty kojarzą się z jesienią i często są postrzegane jako element typowego polskiego krajobrazu. Właśnie dlatego nie każdy zdaje sobie sprawę, że część spotykanych na łąkach, nieużytkach czy terenach miejskich nawłoci to gatunki obce.
Nie każda nawłoć jest inwazyjna
To bardzo ważne rozróżnienie. W Polsce występuje również rodzima nawłoć pospolita, która nie jest gatunkiem obcym i nie należy jej automatycznie traktować tak samo jak nawłoci kanadyjskiej czy późnej. Nawłoć pospolita jest niższa, zwykle osiąga około metra wysokości, a jej kwiaty są większe i występują w mniejszej liczbie.
Rodzima nawłoć od dawna znajduje zastosowanie w ziołolecznictwie. Wykorzystywana jest między innymi do przygotowywania naparów i innych preparatów roślinnych. To właśnie ją często określa się mianem polskiej mimozy, co wiąże się z popularnym wierszem Juliana Tuwima „Mimozami jesień się zaczyna”. Nie należy jednak mylić jej z prawdziwą mimozą, czyli egzotyczną rośliną reagującą na dotyk.
Rozpoznanie konkretnego gatunku może nie być łatwe, szczególnie bez doświadczenia. Dlatego samo zobaczenie żółtych kwiatów nie powinno być powodem do wyrywania każdej napotkanej nawłoci. W przypadku działań na terenach miejskich i przyrodniczych istotne jest prawidłowe rozpoznanie rośliny.
Nawet 90 procent obszaru zajęte przez nawłoć
Problem nawłoci kanadyjskiej opisywaliśmy już wcześniej. Zwracaliśmy uwagę na to, że mimo efektownego wyglądu i szerokiego występowania w Polsce roślina jest gatunkiem inwazyjnym, który może tworzyć rozległe skupiska i ograniczać rozwój innych gatunków.
Opisaliśmy także tempo rozprzestrzeniania się nawłoci kanadyjskiej. Wyniki badań PAN wskazują na to, że w ciągu pięciu lat powierzchnia zajęta przez tę roślinę może wzrosnąć z 3 do nawet 90 procent danego obszaru. Takie skupiska określane są jako nawłociowiska i mogą przyjmować charakter niemal jednogatunkowych zbiorowisk.
To pokazuje, dlaczego warszawskie akcje usuwania nawłoci nie są wyłącznie jednorazowym zabiegiem pielęgnacyjnym. Jeśli roślina ma zostać ograniczona, konieczne jest konsekwentne powracanie w te same miejsca.

Jak skutecznie usuwać nawłoć?
Walka z nawłocią kanadyjską nie jest łatwa, ale przy systematycznych działaniach może przynosić efekty. Anna Albin zwraca uwagę, że samo jednorazowe usunięcie roślin może nie wystarczyć. Konieczne jest regularne powtarzanie zabiegów, a koszenie najlepiej wykonywać przed kwitnieniem.
W przypadku niewielkich skupisk skuteczną metodą może być ręczne wyrywanie roślin wraz z możliwie dużą częścią podziemnych kłączy. Jeszcze dokładniejsze przekopanie podłoża i ręczne usunięcie kłączy wymaga większego nakładu pracy, ale ogranicza możliwość ponownego odrastania. Według edukatorki przyrodniczej nawłoć najlepiej usuwać nawet dwa razy w roku.
Warszawskie akcje pokazują więc, że walka z inwazyjnymi gatunkami może być prowadzona również oddolnie. Wolontariusze, aktywiści, organizacje przyrodnicze i miejskie służby wspólnie próbują ograniczać ekspansję rośliny, która z ozdobnej byliny stała się poważnym wyzwaniem dla ochrony rodzimej bioróżnorodności. Nawłoć kanadyjska nadal będzie pojawiać się w polskim krajobrazie, ale regularne usuwanie jej skupisk może ograniczać dalsze zajmowanie przez nią kolejnych terenów.












