
Ostatni weekend czerwca z pewnością zapisze się, jako jeden z najgorętszych epizodów pogodowych ostatnich lat. Według analizy opublikowanej przez „The Economist” trzydniowa fala upałów mogła przyczynić się nawet do 12 tys. dodatkowych zgonów w Europie. Okazuje się jednak, że o skali zagrożenia nie decyduje wyłącznie temperatura. Równie ważne jest to, jak miasta i budynki radzą sobie z długotrwałym nagrzewaniem. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, czy podobny scenariusz może dotyczyć również Polski.
– Polskie miasta nie są jeszcze w europejskiej czołówce zagrożenia, ale mogą się tam szybko znaleźć, jeśli będą powielać błędy Zachodu – rosnącą gęstość zabudowy, „betonozę” i dominację materiałów magazynujących ciepło – zauważa Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.
Nie najwyższa temperatura, lecz brak przygotowania
Wbrew pozorom najbardziej zagrożone nie są miasta położone na południu Europy. Najwyższy wzrost ryzyka odnotowano w metropoliach, których mieszkańcy i infrastruktura nie są przyzwyczajeni do długotrwałych fal gorąca.
Na czele zestawienia znalazł się Paryż, gdzie model wskazał ponad 300-procentowy wzrost ryzyka zgonu i około 1,5 tys. nadmiarowych zgonów w ciągu zaledwie trzech dni. Wysoko uplasowały się także Londyn, Mediolan i Berlin.
– To przeczy intuicji. Najwyższe ryzyko pojawia się nie tam, gdzie jest najgoręcej, lecz tam, gdzie miasta i mieszkańcy nie są przyzwyczajeni do takich temperatur – tłumaczy Marek Wielgo.
Ekspert zwraca uwagę, że ogromne znaczenie ma także zjawisko miejskiej wyspy ciepła.
– Na to nakłada się efekt miejskiej wyspy ciepła. Beton, asfalt i ciemne dachy akumulują energię słoneczną, ograniczając nocne wychładzanie miasta. To szczególnie groźne, ponieważ wysokie temperatury nocą skracają czas regeneracji organizmu i zwiększają ryzyko zgonów. Problem dotyczy zwłaszcza mieszkań na najwyższych kondygnacjach oraz lokali z dużymi przeszkleniami od południa i zachodu, które podczas wielodniowych upałów nagrzewają się znacznie szybciej niż jeszcze kilkanaście lat temu – zauważa Wielgo.
Polska na razie bez alarmu, ale południe kraju budzi obawy
Choć sytuacja w Polsce pozostaje korzystniejsza niż w wielu krajach Europy Zachodniej, eksperci podkreślają, że nie oznacza to braku zagrożenia. Szczególnie narażone są duże, gęsto zabudowane miasta.
– Nieprzypadkowo najwyższe ryzyko nie dotyczyło miast o najwyższej temperaturze, lecz tych, w których upał był najbardziej nietypowy. Model wskazuje, że podczas ostatniej fali upałów ryzyko zgonu mogło wzrosnąć o kilkanaście do około 50 proc. w większości dużych miast, a tylko lokalnie – głównie na południu kraju – zbliżać się do 70–80 proc. – wyjaśnia Wielgo.
Najbezpieczniej wypadają miasta północnej Polski. W Trójmieście wzrost ryzyka pozostaje stosunkowo niewielki. W Warszawie, Poznaniu, Łodzi czy Wrocławiu mieści się zazwyczaj w przedziale 20–50 proc., natomiast wyraźnie trudniejsza sytuacja dotyczy Krakowa i Katowic.
To właśnie tam zagrożenie zaczyna przypominać poziomy obserwowane w bardziej narażonych częściach Europy. Najbardziej zagrożone pozostają osoby starsze – według danych przytoczonych przez „The Economist” aż 85 proc. ofiar ubiegłorocznych fal upałów miało ponad 65 lat.
Klimatyzacja pomaga, ale nie rozwiąże problemu
Rosnące temperatury sprawiają, że klimatyzacja przestaje być luksusem, a coraz częściej staje się standardowym wyposażeniem mieszkań. Dla wielu osób, zwłaszcza seniorów i przewlekle chorych, może mieć wręcz znaczenie dla zdrowia i życia.
Jednocześnie eksperci portalu Rynek Pierwotny.pl przypominają, że to rozwiązanie ma swoją cenę.
– Problem w tym, że klimatyzator chłodzi mieszkanie, ale ciepło usuwa na zewnątrz. W efekcie wnętrze staje się chłodniejsze, lecz ulica – nieco gorętsza. Gdy takich urządzeń są setki tysięcy, a w przyszłości miliony, przestaje to być problem pojedynczego budynku, a staje się problemem całego miasta – wyjaśnia Wielgo.
Dlatego coraz większego znaczenia nabierają rozwiązania ograniczające nagrzewanie budynków już na etapie projektowania. Co jest potrzebne polskim budynkom? Zdaniem ekspertów przede wszystki:
-
zielone dachy i elewacje, -
jasne pokrycia dachowe odbijające promienie słoneczne, -
większa liczba drzew i terenów zielonych, -
naturalna wentylacja oraz odpowiednie usytuowanie budynków.
– Klimatyzacja będzie coraz częściej ratowała zdrowie i życie mieszkańców podczas fal upałów. Jeśli jednak stanie się jedyną strategią adaptacji, miasta będą potrzebowały jej coraz bardziej. Dlatego przyszłość rozstrzygnie się nie tylko w liczbie montowanych urządzeń, ale przede wszystkim w sposobie projektowania budynków i przestrzeni publicznej – podsumowuje Wielgo.












