Średnia cena benzyny 95 na stacjach w Polsce wynosi obecnie około 7,86–8,02 zł za litr, a diesla (ON) około 8,84–8,99 zł za litr. Taniej nie będzie, za to może być drożej – liczący 1200 km rurociąg Wschód–Zachód, który przebiega przez cały Półwysep Arabski, został zamknięty po atakach dronów z terenu Iranu. Na pełną naprawę trzeba poczekać kilka tygodni.
Ceny ropy naftowej na świecie gwałtownie wzrosły, przebijając psychologiczną granicę 100 dolarów za baryłkę – do 108 dolarów. Zapowiedź naprawy rurociągu oraz alternatywne drogi przesyłu ropy obniżyły cenę baryłki do 102 dolarów. To wciąż bardzo dużo.
W związku z tymi wydarzeniami, o wyjaśnienie Polakom jak działa niewidzialna ręka rynku paliw w Polsce pokusił się sam prezes koncernu Orlen, Ireneusz Fąfara. Na co można liczyć? Na pewno nie na obniżkę marży.
Orlen przerabia ropę pełną parą, ale to nie wystarcza. Olej jest droższy niż ropa
Najprostrze rozwiązania są najlepsze – to wie każdy, stąd prosty pomysł z obniżką marży na paliwa. Na pewno by zadziałał, gdyby Polska miała własne złoża ropy, lub chociaż gdyby była w stanie przerobić wystarczającą ilość ropy na benzynę i olej napędowy. Ale tak nie jest.
Polskie rafinerie Orlenu są w stanie wyprodukować tylko dwie trzecie oleju napędowego zużywanego w Polsce. I koniec. – Więcej nie są w stanie. To ich maksymalna moc – twierdzi prezes Fąfara. Jedną trzecią gotowego oleju napędowego trzeba kupić za granicą i do Polski przywieźć. Tymczasem ceny diesla na świecie wzrosły dużo bardziej niż cena ropy.
Ropa Brent, z której w Polsce Orlen produkuje się ten diesel, podrożała o niemal 72 proc., ale olej napędowy o 143 proc. Ale nawet gdyby Orlen kupił więcej ropy, to i tak jej nie przerobi, bo brakuje mocy przerobowych. Błędne koło.
To dlaczego Orlen ich nie zwiększa? Bo bierze udział w unijnej transformacji energetycznej, której celem jest ograniczeniem popytu na ten rodzaj paliwa. Mamy się przesiąść do aut elektrycznych, dlatego Orlen inwestuje w farmy wiatrowe, fotowoltaikę i w mikro oraz małe reaktory jądrowe.
Windfall tax – jeszcze jedna próba. Wtedy pakiet CPN wróci
– Jeśli obniżymy ceny w Polsce poniżej światowych poziomów, to importerzy nie będą w stanie dostarczyć paliw z zagranicy. W Polsce zacznie więc brakować około jednej trzeciej potrzebnego nam diesla. A zaraz później dojdzie do eksportu spekulacyjnego. Eksporterzy będą hurtowo kupować tańsze paliwo w Polsce, żeby sprzedać je za granicą. Obniżenie cen produktu doprowadziłoby do braku paliw, tak jak przed wyborami w roku 2023 – tłumaczył na firmowym koncie Orlenu w portalu X Ireneusz Fąfara.
Dlatego – jego zdaniem – najlepszym rozwiązaniem był pakiet Ceny Paliw Niżej (CPN), czyli czasowa obniżka podatku VAT z 23 proc. na 8 proc. oraz redukcja podatku akcyzowego. To jednak oznacza miliardowe straty dla i tak napiętego do granic budżetu państwa.
Pokryć mógłby je podatek od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych (tzw. windfall tax), ale ustawa została skierowana do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej przez prezydenta Karola Nawrockiego i nie weszła w życie. Premier Donald Tusk zapowiedział, że jeżeli prezydent Nawrocki podpisze ponownie przegłosowaną w Sejmie ustawę o windfall tax, to rząd natychmiast zrealizuje kolejny wariant programu Ceny Paliwa Niżej (CPN).
Podatek ma objąć tylko część przychodów koncernów paliwowych. Rząd zapewnia, że „wprowadzenie nowej daniny dokona się bez uszczerbku dla zwykłej rentowności przedsiębiorcy ani nie obciąży zysków wynikających ze standardowego rozwoju działalności”. W skrócie: chodzi o 60 proc. z nadwyżki przychodów w okresie marzec-grudzień 2026 ze sprzedaży paliw ciekłych w porównaniu do sprzedaży z 2025 roku i z powiększeniem o 20 proc.
Premier Tusk podkreślił, że „to nie Polacy odpowiadają za kryzys paliwowy i to nie oni powinni za niego płacić”.


