
Ostry spór polityczny, jaki trwa wokół ustawy o SAFE, doskonale pokazuje, jak proces polaryzacji ogarnął kolejny obszar funkcjonowania państwa, czyli politykę obronną.
Niespełna cztery lata temu, 11 marca 2022 r., pod niewątpliwym wpływem wrażenia, jakie wywołała wówczas pełnoskalowa agresja Rosji przeciwko Ukrainie, Sejm przyjął przedstawioną przez rząd Mateusza Morawieckiego ustawę o obronie ojczyzny. Za jej przyjęciem głosowało aż 450 posłów, nikt nie był przeciwny, a wstrzymało się jedynie 5 posłów z Konfederacji.
Na podstawie tej ustawy rząd PiS znacząco zwiększył wydatki Polski na obronność, składając kosztowne zamówienia na różne rodzaje broni w USA i Korei Południowej. Poszczególne kontrakty, podpisywane wówczas gorączkowo przez ministra obrony Mariusza Błaszczaka, były przedmiotem krytyki, ale żaden z liderów partii opozycyjnych nie zapowiadał ich rewizji.
Wydatki na obronność. Ile już kupiliśmy?
Warto przytoczyć kilka liczb, ilustrujących skalę zakupów już dokonanych w czasach rządów PiS. Otóż w latach 2022-23 zamówiliśmy w USA m.in.:
-
48 wyrzutni systemu Patriot za ok. 15 mld USD,
-
ponad 400 wyrzutni rakietowych HIMARS za ok. 10 mld USD
-
oraz 250 nowych i 116 używanych czołgów Abrams za ponad 4 mld USD.
Z kolei z Korei Południowej otrzymamy m.in.:
Wszystko to pochłonie kolejnych kilkanaście miliardów dolarów. Łącznie zatem w tych dwóch państwach wydamy na broń 30-35 mld USD, nie licząc już starszych zamówień w USA, jak np. eskadra samolotów F-35. Niestety tylko w niewielkim zakresie umowy z producentami tego sprzętu przewidują jakąkolwiek kooperację z polskim przemysłem obronnym.
Co dalej, czyli budowa europejskiego przemysłu zbrojeniowego
Po przejęciu władzy w końcu 2023 r. przywódcy obecnej koalicji podtrzymali wszystkie te kontrakty i trudno jest wskazać znaczący przykład wycofania się z decyzji rządu PiS o zakupie broni. Jednak szok, jaki wywołała rosyjska agresja, stopniowo mijał, a w ślad za tym słabło zarówno przekonanie o konieczności wspierania Ukrainy, jak i wstrzemięźliwość polityków wobec wykorzystywania problematyki obronnej do bieżącej rywalizacji.
Sprzyjała też temu wywołana przez Donalda Trumpa destabilizacja wspólnoty transatlantyckiej, która skłoniła Komisję Europejską do podjęcia wyzwania rzuconego przez Waszyngton i przystąpienia do odbudowy europejskiego przemysłu obronnego.
Najważniejszym narzędziem na tym polu ma być właśnie program SAFE, zakładający udzielenie – za pośrednictwem Komisji Europejskiej – niskooprocentowanych kredytów na łączną sumę 150 miliardów euro. Polska miałaby z tego wykorzystać 43,7 mld euro, co oznacza kwotę jeszcze wyższą niż wartość wspomnianych wyżej zakupów w USA i Korei Pd. Zarazem jednak – i to jest podstawowa różnica – istotna część tych pieniędzy ma zostać wydana w Polsce i wesprzeć krajowy przemysł zbrojeniowy.
Politycy prawicy, z tymi z PiS na czele, kwestionują jednak to ostatnie, twierdząc, że większość pieniędzy z polskiego kredytu w ramach SAFE trafi do niemieckiej gospodarki. Dowodów na to nie przedstawili, choć powszechnie wiadomo, że poza niemieckim rozwinięty przemysł obronny w krajach UE mają m.in. Francuzi, Włosi oraz Szwedzi i z wszystkimi tymi państwami można nawiązać współpracę w zakresie rozwoju produkcji poszczególnych rodzajów broni.
Dla każdego, kto ma choć odrobinę orientacji w stanie polskiej zbrojeniówki, jest bowiem jasne, że całkowicie samodzielnie nie będziemy w stanie produkować zbyt wiele, zwłaszcza w krótkim czasie. Tymczasem rozwój przemysłu obronnego jest niezbędny, aby w ciągu kilku najbliższych lat Polska stała się znaczącym eksporterem broni i miała z czego spłacać wspomniane miliardy dolarów za broń amerykańską i koreańską.
Znamienne, że choć program SAFE został uruchomiony przez Komisję Europejską jeszcze w połowie ubiegłego roku, to politycy PiS nie podnosili larum w sprawie jego rzekomo złowrogiego dla Polski charakteru.
Mało tego, czołowy PiS-owski specjalista od spraw armii, czyli wspomniany już były minister obrony Błaszczak, jeszcze pod koniec września 2025 r. przekonywał, że „fundusz SAFE to szansa na rozwój Sił Zbrojnych RP. Nie możemy pozwolić na to, aby te środki zostały zmarnowane lub skierowane do zagranicznego przemysłu zbrojeniowego”.
Teraz on sam i politycy jego partii przekonują, że SAFE – jak to z właściwą sobie subtelnością ujął Jarosław Kaczyński – to „Polska pod niemieckim butem. My ten niemiecki but odrzucamy” i dodał: „Nawet jeżeli byśmy mieli trochę więcej zapłacić, to to jest nieporównanie bardziej opłacalne dla Polski, dla polskich rodzin niż to, co jest nam proponowane”.
To „trochę więcej” to alternatywne kredyty, jakie Polska miałaby zaciągnąć na rynkach finansowych, by pozyskać środki w podobnej wysokości. Sam prezes PiS przyznał, że różnica w oprocentowaniu może sięgnąć poziomu kilkunastu miliardów złotych, ale nie ma to znaczenia, bowiem:
Proszę wybaczyć mi takie sformułowanie, ale idiotą jest ten, kto bierze za dobrą monetę antyniemieckie obsesje Jarosława Kaczyńskiego, które już Polskę kosztowały całkiem sporo, a jeśli uda mu się powrócić do władzy, wówczas cena, jaką za to zapłacimy, może być znacząco wyższa niż te kilkanaście miliardów dodatkowych odsetek.
Przyczyn furiackiego ataku Kaczyńskiego na SAFE szukać trzeba w stanowiącym jego element mechanizmie tzw. warunkowości. Ta zasada została wprowadzona do unijnych procedur na szczycie UE w grudniu 2020 r., na co wyraził wówczas zgodę premier Morawiecki, a prezes Kaczyński przekonywał wówczas kontestujących ją ziobrystów, że: „To porozumienie jest jak szabla, której w razie ataku będziemy mogli użyć”.
Szabla okazała się jednak zbyt tępa, by zapobiec zablokowaniu środków z KPO oraz kolejnym karom, jakie spadły na Polskę ze strony UE wskutek demolowania naszego wymiaru sprawiedliwości przez Zbigniewa Ziobrę i jego ekipę specjalistów od rozwijania mechanizmów korupcji politycznej.
Obecnie jednak Kaczyński, zaniepokojony słabymi notowaniami swojej partii oraz nasilającymi się w niej walkami frakcyjnymi, próbuje gorączkowo znaleźć jakieś hasło, pod którym mógłby na nowo złapać polityczny wiatr w żagle. Rzucając hasło „Precz z SAFE”, postanowił wciągnąć zagadnienia związane z obroną Polski do bieżącej walki o władzę.
Dokładnie tak, jak to w przeszłości wielokrotnie czynił z polityką zagraniczną, która w jego taktyce zawsze pełniła rolę służebną wobec celów w polityce wewnętrznej. Znakomicie pokazał to w 2023 r., gdy zorientował się, że wskutek nieudolnej polityki rządu PiS nasz rynek zalało ukraińskie zboże i ze strachu przed gniewem rolników z dnia na dzień zarządził rewizję proukraińskiej dotąd polityki Polski.
Program SAFE. Co zrobi prezydent?
W tym tygodniu Sejm przyjmie ostateczną wersję ustawy o SAFE i od tej chwili prezydent będzie miał 21 dni na jej podpisanie. Nie sądzę, aby to uczynił, ponieważ oznaczałoby to wejście w otwarty spór nie tylko z partią, która wysunęła go na to stanowisko, ale i z przeciwną SAFE Konfederacją.
Tymczasem Nawrocki widzi się w roli patrona całej polskiej prawicy, z czym podpis pod ustawą zwalczaną przez oba jej skrzydła kłóciłby się w sposób oczywisty. W istocie prezydent już zaczął uzasadniać swoje przyszłe weto, mówiąc, że „polskiej armii są potrzebne tak duże pieniądze, jakie kryje pożyczka SAFE. Wątpliwości budzi jednak aspekt suwerennościowy (…). Na ile program SAFE daje nam możliwość swobodnego wydawania pieniędzy w kontekście zasady warunkowości. Podstawową zasadą budowy bezpieczeństwa jest pewność. Musimy mieć pewność, że te środki nie będą wstrzymane czy zawieszone”.
Ponieważ zaś tej pewności nie może – jak dalej wyjaśnił – zapewnić taki, czy inny kształt polskiej ustawy o SAFE, gdyż zasada warunkowości została wpisana do unijnego rozporządzenia o tym programie z maja 2025 roku, to trudno oczekiwać prezydenckiego podpisu. Karol Nawrocki nie chce bowiem wiązać rąk swoim przyjaciołom ze środowiska ziobrystów, którzy nie mogą się już doczekać, by dokończyć swoją deformę wymiaru sprawiedliwości.
Zacytowane wyżej słowa prezydent wypowiedział w środę, podczas tzw. odprawy rozliczeniowo-zadaniowej kierownictwa resortu obrony narodowej, czyli spotkania z ważną częścią naszej generalicji. To oczywiście nie był przypadek, że Nawrocki wybrał właśnie to forum. Podejrzewam, że będzie to wstęp do cyklu spotkań prezydenta z korpusem oficerskim, w którym cieszy się podobno sporą popularnością, podczas których będzie wyjaśniał motywy swojego weta oraz ustalał, kto powoduje „polityczny zgiełk, którego niestety Polska stała się dzisiaj częścią”.
Ministrowi obrony, wicepremierowi Władysławowi Kosiniak-Kamyszowi sugerowałbym systematyczną obecność na tych spotkaniach, bo – jako zadeklarowany zwolennik udziału Polski w programie SAFE – może się za chwilę okazać współautorem owego zgiełku. Bowiem od konfliktu wokół SAFE prawdopodobnie rozpocznie się walka o realną kontrolę nad siłami zbrojnymi między ośrodkiem rządowym a prezydenckim.
Równolegle zaś – ponieważ przedstawiciele rządu już zapowiedzieli, że Polska weźmie kredyty w ramach SAFE nawet bez wejścia w życie procedowanej ustawy – rozpocznie się polityczna awantura wokół legalności takich działań. I w taki oto sposób, zgodnie z regułą polaryzacyjnej równi pochyłej, na której znajduje się polska polityka, do bieżącej walki partyjnej zostanie wciągnięty już na pełną skalę obszar obrony narodowej. Z wszystkimi tego smutnymi skutkami, które odczujemy. Oby później, niż wcześniej.












