Głównym postulatem zgłaszanym przez protestujący personel pozostaje odwołanie szefowej szpitala, Wioletty Kacperskiej. Pracownicy zarzucają dyrekcji autorytarny sposób zarządzania i zapowiadają kroki prawne w związku z zaległościami w wypłatach.

– Na ten moment nie ma żadnego przełomu. Mamy jeden postulat i chcemy go spełnić (…). Stoimy na stanowisku, że nie ma platformy do porozumienia z panią dyrektor – powiedziała dziennikarzom Małgorzata Sawicka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, działającego w szpitalu. – Mam wrażenie, że rozmawialiśmy o niczym – dodała.


Zobacz wideo

Kaczyński przed Trybunałem Konstytucyjnym

Związki rozważają pozwy oraz zawiadomienie prokuratury m.in. w sprawach dotyczących wyrównania wynagrodzeń, niewypłaconych nagród jubileuszowych i odpraw emerytalnych oraz nieodprowadzonych składek.

Protest głodowy w sanockim szpitalu. Władze powiatu bronią dyrekcji i wskazują na długi

Starosta sanocki Robert Pieszczoch oświadczył, że nie widzi podstaw do odwołania dyrektorki, która sprawuje funkcję od końca sierpnia. Wskazał, że kolejna zmiana na stanowisku kierowniczym utrudniłaby proces restrukturyzacji zadłużonej na ponad 220 mln zł placówki, w której od sierpnia pracownicy otrzymują jedynie 70 proc. pensji. W ramach redukcji kosztów władze szpitala zwolniły już 65 osób, a kolejnym 20 wręczyły wypowiedzenia.

Starosta przyznał wprawdzie, że szefowa szpitala popełniła pewne błędy, lecz podkreślił jednocześnie poprawę miesięcznego wyniku finansowego z 4 mln zł do 2,3 mln zł straty. Zarząd powiatu zamierza mimo wszystko szukać zewnętrznego mediatora. 

„Niech to odbywa się według przejrzystego harmonogramu i jasnych zasad”

Protest głodowy rozpoczęło sześć dni temu czworo pracowników. Dołączyło do niego już około 50 osób reprezentujących wszystkie grupy zawodowe placówki.

Pogarszający się stan zdrowia manifestujących sprawił, że kilkoro z nich wymagało podania kroplówek, a jedna osoba z powodu utraty przytomności trafiła bezpośrednio na Szpitalny Oddział Ratunkowy. -Jesteśmy wyczerpani. Nie wiemy, jak długo jeszcze wytrzymamy – przekazali protestujący redakcji Gazety Wyborczej.

Uczestnicy podkreślają, że dążą jedynie do zapewnienia stabilnych i bezpiecznych warunków pracy. Mimo pogarszających się nastrojów i rosnącej liczby głodujących trwające ponad siedem godzin rozmowy nie przyniosły przełomu.

– Nie jesteśmy przeciwko restrukturyzacji, nie jesteśmy przeciwko redukcji zatrudnienia. Ale niech to odbywa się według przejrzystego harmonogramu i jasnych zasad – mówi Sawicka w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

Źródło: PAP

Udział