![Przegrana Fideszu na Węgrzech. Jak upadał rząd Viktora Orbana [OPINIA] Przegrana Fideszu na Węgrzech. Jak upadał rząd Viktora Orbana [OPINIA]](https://i.iplsc.com/-/000MN14F1BIOS0KV-C461.jpg)
Po pierwsze dlatego, że demokracja sama w sobie zakłada otwarcie na głos i wybór ludu, więc przymykanie tego głosu i wyboru antyliberalnym konserwatyzmem jest po prostu sprzecznością, która musi prowadzić do autorytaryzmu.
Po drugie dlatego, że ci „charyzmatyczni” autokraci najczęściej bywają po prostu narcyzami nastawionymi na własny zysk: czy to w postaci gratyfikacji finansowej czy symbolicznej. Władza, pieniądze, wpływ. W różnych konfiguracjach. A komponent autorytarny pozbawia społeczeństwo możliwości ich kontroli. I dlatego imperia tych „sług ludu”, „wrogów elit”, jak się często określają sami autokraci, stają się same tak elitarne i tak bardzo odklejone od ludu, jak tylko można.
A dodatkowo prymitywna propaganda serwowana wspomnianemu „ludowi” pokazuje, gdzie rzeczeni autokraci w rzeczy samej mają swoich wyborców. „Ciemny lud to kupi” – mawiał Jacek Kurski i faktycznie – tak wyglądały wiadomości TVP w czasach jego prezesowania. Obrażały inteligencję je oglądających, ale działały: straszyły, tumaniły, czasem śmieszyły.
Dokładnie tak samo, albo jeszcze gorzej, wyglądała kampania wyborcza Viktora Orbana. Jego absurdalne straszenie nie do końca określoną formą agresji Ukrainy na Węgry (kraj NATO), instalowanie obrazów Wołodymyra Zełenskiego, przypominających bardziej diabelską twarz niż ludzkie oblicze (a także w podobnej manierze ujęte twarze Ursuli von der Leyen, George’a Sorosa itd., ale nigdy, na przykład, Putina).
Ponadto demonizowanie ofiary ataku przy jednoczesnym wdzięczeniu się do atakującego przestępcy, tworzenie ciągłej atmosfery zagrożenia i terroru w tym jednym z najspokojniejszych krajów Europy Środkowej – połączone z ostentacyjnym i właściwie już nieukrywanym wykorzystywaniem swoich stanowisk przez orbanowców do bogacenia się poza wszelką miarę (pałace, prywatny ogród zoologiczny Orbana, kaprysy w postaci wielkiego stadionu piłkarskiego we własnej wsi, wyliczać można bez końca).
Po upadku Orbana Budapeszt świętował do samego rana
Wszystko to przy jednoczesnym biednieniu Węgier (upadek poniżej poziomu Rumunii, która tradycyjnie i stereotypowo postrzegana jest na Węgrzech jako symbol biedy) – sprawiły, że po spektakularnym upadku Orbana Budapeszt świętował do białego rana.
Co więcej – nawet policja nie robiła problemów obnoszącym się z alkoholem po ulicach wyborcom Petera Magyara – bowiem nawet gliniarze mieli serdecznie dosyć bycia traktowanymi jako partyjni funkcjonariusze i jako fideszowskie popychadła.
Jeden z nich, Bence Szabo, ujawnił na jednym z wieców Petera Magyara, jak musiał spełniać partyjne nakazy bezprawnego inwigilowania środowiska opozycji, co wzbudziło wielkie oburzenie Węgrów: każdy może bez problemów wyobrazić sobie policję wywalającą drzwi swojego domu i zabierającą wszelkie nośniki danych: od pendrajwów po telefony i komputery.
A w tym samym mniej więcej czasie, gdy wyciekły lizusowskie rozmowy szefa orbanowskiego MSZ, Petera Szijjarto ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem, Orban narzekał, że „Szijjarto nawet nie może do matki zadzwonić, żeby nikt mu nie siedział na telefonie”.
Orban przegrał wybory, „zawalił się pod własnym ciężarem”
Orban przegrał definitywnie. Przegrał dlatego, że stał się tym, przeciwko czemu walczył i gardłował. Straszył zagrożeniem dla Węgier, któremu tylko on może stawić czoła, a to on był największym zagrożeniem, tworząc w kraju atmosferę palpitacji, frustracji i lęku, skłócając Węgry z „ojczystymi” organizacjami, do których przecież Węgry dobrowolnie należą: UE i NATO, pozostawiając kraj na energetycznej łasce i niełasce bardzo kapryśnego imperium, jakim jest Rosja.
Orban obiecywał ludzką perspektywę i zbliżenie do „ludu” i prezentował pogardę dla „elit”, a sam stał się największym elitarystą. Na końcu już zupełnie stracił rozsądek: narzekał publicznie na „obce interwencje w wybory na Węgrzech”, przyjmując jednocześnie za najlepszą monetę obce interwencje, które miały służyć widocznie jemu. Obiecywał poprawę sytuacji ekonomicznej przeciętnego Węgra, a zubożył je.
Orban opowiadał Węgrom, że są przedmurzem Europy przed „islamskimi hordami”, a zbliżał kraj do Rosji i Chin, obiecywał demokrację, a dawał obrażające człowieka i obywatela wulgarne cwaniactwo. Bogacił się jak nabab, wszyscy wiedzieli, jak dorobili się członkowie jego rodziny czy nawet krajanie tacy jak Lorinc Meszarosz, który z burmistrza wsi, w której mieszkała rodzina Orbana, stał się jednym z najbogatszych ludzi na Węgrzech i własnego słupa, na którego zapisywał zyski i biznesy.
Magyar ma szansę stać się kimś jak Orban?
Wszyscy wiedzieli i przez pięć kadencji przymykali oczy, kupując orbanowskie mydlenie oczu jak spleśniałe, lecz potrzebne mydło. W końcu pojawiła się jednak konkurencja: Peter Magyar. Dawny fideszowiec, były mąż skompromitowanej przez aferę minister sprawiedliwości Judith Vargi.
Niektórzy mówią, że sam Magyar również ma szansę stać się kimś w rodzaju Orbana. W końcu przez długi czas nie przeszkadzały mu fideszowskie przekręty i dopiero teraz pełni funkcję anioła w białym garniturze. Zobaczymy.
Orban jednak nie tyle przegrał z Magyarem, co do którego wielu Węgrów, łącznie z tymi, którzy na niego głosowali, ma zasadne wątpliwości. Orban zawalił się pod własnym ciężarem. A Magyar po prostu był obok. I na czas wyszedł z walącego się budynku.
Z Budapesztu dla Interii Ziemowit Szczerek
-
Klęska Orbana w wyborach. Eksperci wskazują przyczyny
-
Co oznacza wynik wyborów na Węgrzech? Zagraniczne media piszą o „rewolucji”











