
Pożar w barze Le Constellation
Do tragedii doszło w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia w popularnym barze Le Constellation w szwajcarskiej miejscowości Crans-Montana. Około godziny 1.30 zauważono dym wydobywający się z lokalu, w którym nowy rok świętowali turyści – głównie młodzi ludzie. Budynek mógł pomieścić nawet 300-400 osób, a według relacji świadków w środku panował tłok. Gdy pojawił się ogień, sytuacja bardzo szybko wymknęła się spod kontroli.
Ludzie krzyczeli, biegli, nie było czym oddychać
Jedną z ocalałych jest 17-letnia Laetitia. Nastolatka była w barze z grupą przyjaciół. W rozmowie z BFMTV opisała sceny, które – jak przyznaje – wciąż wracają do niej każdej nocy. – Za każdym razem, gdy zamykam oczy, widzę to wszystko od nowa – mówi. – Usłyszałam krzyki: „pożar, pożar”, ludzie zaczęli biec. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko, potem była gęsta, dusząca dymem przestrzeń i nagła eksplozja – opowiada. Dziewczyna podkreśla, że w lokalu było tylko jedno wyjście, przez które próbowały wydostać się dziesiątki osób.
Tragedia przy jedynym wyjściu. „Byłam przygnieciona przez ludzi”
Relacja Laetitii jest jedną z najbardziej wstrząsających. Nastolatka opowiada, że w panice została przewrócona i znalazła się pod innymi uciekającymi. – Byłam przygnieciona przez trzy, cztery osoby. Niektórzy już się palili. Widziałam ludzi martwych obok mnie – relacjonuje. – Nad sobą widziałam dziewczynę, która miała popalone ubrania, włosy, twarz. Patrzyła na mnie z ogromnym strachem w oczach – opowiada dziewczyna. Z opresji uratował ją nieznajomy mężczyzna, który wyciągnął ją na zewnątrz, po czym wrócił pomagać kolejnym osobom.
Zaginieni młodzi ludzie
Laetitia była w barze z około dziesięcioma znajomymi. Jak przyznaje, kontakt urwał się z sześcioma osobami. – Mam nadzieję, że nie mamy jeszcze informacji, bo są w szpitalach, może daleko stąd. Inaczej to byłoby nie do zniesienia – mówi. Rodziny zaginionych apelują o wszelkie informacje, a ambasady różnych krajów próbują ustalić, czy wśród ofiar są ich obywatele.
Identyfikacja ofiar potrwa kilka dni
Władze kantonu Valais informują, że proces identyfikacji ciał już się rozpoczął, ale może potrwać kilka dni, a nawet tygodni. Według ambasadora Włoch w Szwajcarii wciąż 47 ofiar nie zostało zidentyfikowanych. Wiadomo, że wśród poszkodowanych jest co najmniej kilkunastu obywateli Włoch. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że nie ma informacji o poszkodowanych Polakach, a polskie placówki dyplomatyczne pozostają w kontakcie ze szwajcarskimi służbami.
Akcja ratunkowa na ogromną skalę
W akcji brało udział około 30 żandarmów, 60 inspektorów policji, 70 strażaków oraz 150 pracowników służb medycznych. Rannych transportowano do szpitali w całej Szwajcarii, m.in. w Lozannie, Genewie, Bernie i Zurychu. Wykorzystano 42 karetki i 13 śmigłowców. Dla rodzin ofiar uruchomiono specjalną infolinię oraz wsparcie psychologiczne.
Śledztwo trwa
Prokuratura kantonu Valais wszczęła postępowanie karne. Na obecnym etapie śledczy wykluczają zamach terrorystyczny. Jak podano, eksplozja była następstwem samego pożaru. Ulica Rue Centrale w Crans-Montanie pozostaje zamknięta, a nad rejonem tragedii obowiązuje zakaz lotów. Służby apelują także, by nie obciążać szpitalnych oddziałów ratunkowych, które nadal są przeciążone.
Czytaj także: Tragedia w barze w Szwajcarii. Ujawniono nazwisko pierwszej ofiary
Źródła:IAR, BFM TV, polizeiwallis.ch












