
-
Władze Rosji całkowicie zablokowały WhatsApp, usuwając go z listy dostępnych domen.
-
Rosjanie omijają kolejne blokady wprowadzane przez Kreml, korzystając z VPN-ów. Obawiają się jednak, że wkrótce i ta furtka może zostać zamknięta.
-
Najwięcej obaw rodzi sukcesywne wprowadzanie tzw. białych list – oznacza to wyłączanie dostępu do witryn nieuznanych przez kremlowski reżim.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W tym tygodniu władze Rosji podjęły próbę całkowitego zablokowania popularnego komunikatora WhatsApp. „Próba odizolowania ponad 100 milionów użytkowników od prywatnej i bezpiecznej komunikacji jest krokiem wstecz i może prowadzić do zmniejszenia bezpieczeństwa ludzi mieszkających w Rosji” – czytamy w oświadczeniu firmy.
Częściowe blokowanie usług WhatsAppa czy Telegrama, z których Rosjanie chętnie korzystają, zaczęło się w październiku. Oficjalnie argumentowano, że obie aplikacje stały się „głównymi usługami używanymi do oszustwa i wyłudzenia pieniędzy, a także do zaangażowania rosyjskich obywateli w działalność sabotażową i terrorystyczną”.
W tym tygodniu Roskomnadzor – czyli organ odpowiadający za kontrolowanie i cenzurowanie rosyjskich mediów – poszedł dalej i usunął WhatsApp z listy nazw domen dostępnych w kraju. Co w praktyce oznacza, że komunikator może być używany wyłącznie za pośrednictwem wirtualnej sieci prywatnej – VPN.
Rosjanie: Kontakty są coraz trudniejsze. Rozwiązaniem VPN
Jak mówią Rosjanie mieszkający w Polsce, to kropka nad „i”, bo problemy z aplikacją trwały od dawna. – Kiedyś kontaktowałam się z przyjaciółkami właśnie na WhatsAppie, ale od jakiegoś czasu, wiadomości przestały przechodzić. Przeszłyśmy na Telegram, bo tam wciąż można pisać, ale zdzwonić się nie udaje – mówi Interii Olga, Rosjanka od ponad 10 lat mieszkająca w Polsce.
Kontakt z bliskimi, którzy zostali w Rosji, staje się w ostatnich miesiącach coraz trudniejszy. – Telegram też atakują, ostatnio zdzwaniałem się ze swoim krewnym i wiadomości dochodziły, a połączenie nie było możliwe, dopiero po włączeniu VPN-a się udało – mówi Nikita, pochodzący z Krasnodarskiego Kraju.
– Po włączeniu VPN-a mogłam z koleżanką z Petersburga połączyć się nawet na FaceTimie – zaznacza Olga.
VPN to dziś w Rosji główny sposób na omijanie blokad nakładanych przez państwo. Technologia wirtualnej sieci prywatnej pozawala stworzyć bezpieczny tunel dla ruchu w internecie, ukryć rzeczywisty adres IP i lokalizację, zapewniając większą prywatność i umożliwiając omijanie blokad geograficznych. Przekierowanie danych przez serwer VPN chroni przed śledzeniem, zwłaszcza w publicznych sieciach Wi-Fi.
Rosjanie włączają więc VPN-y i tak korzystają z YouTuba, Instagrama, komunikatorów, czy niezależnych źródeł informacji. Według niezależnego Centrum Lewady w marcu 2025 r. 36 proc. respondentów korzystało z usługi VPN (wzrost o 11 punktów procentowych rok do roku).
Władze zdają sobie sprawę z wykorzystywania tej furtki i starają blokować VPN-y. Ale jak słyszymy, niezbyt skutecznie. – Za VPN-y też się biorą, ale na razie nie wychodzi im to najlepiej. Choć przyznaję, że wśród moich przyjaciół jest strach, że wkrótce ten „tlen” zostanie odcięty – mówi Michaił, Rosjanin, który opuścił kraj tuż przed atakiem na Ukrainę.
1 września 2025 roku weszła w życie ustawa zakazująca, pod karą grzywny, reklamowania narzędzi umożliwiających obchodzenie blokad. Minister cyfryzacji Maksut Szadajew wprost oznajmił, że propagowanie VPN to celowe działania zachodnich państw mające zdestabilizować sytuację w Rosji.
„Białe listy”, czyli budowa zamkniętego systemu
Jest jeszcze jedna kwestia, która niepokoi Rosjan, pragnących mieć dostęp do zróżnicowanych źródeł informacji i kontaktów z bliskimi mieszkającymi w Europie. – Moi znajomi najbardziej obawiają się tzw. białych list – mówi Michaił.
„Białe listy” to dość nowa metodą rosyjskich władz, stosowana od jesieni ubiegłego roku, polegającą na wyłączaniu wszystkiego z wyjątkiem stron i serwisów internetowych akceptowanych przez reżim Władimira Putina.
Jak wyjaśniają Maria Domańska i Katarzyna Chawryło z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW), na białe listy trafiają zasoby sieciowe uznane przez władze za priorytetowe: podlegające cenzurze serwisy informacyjne, portale rozrywkowe oraz aplikacje pozwalające na skorzystanie z usług publicznych.
Celem „białych list” jest budowa „ekosystemu”, tzw. suwerennego internetu (Runetu), który w razie decyzji Kremla może działać jako zamknięta, krajowa sieć, co jednocześnie odetnie Rosjan od niezależnych źródeł informacji i zwiększy skuteczność inwigilacji.
„Zasadę, że 'wszystko, co niezakazane, jest dostępne’, zastąpiono tym samym inną regułą – dostępne jest tylko to, na co wprost pozwolą władze. System 'białych list’, wdrażany od września w co najmniej 30 regionach, nie pozwala na dostęp do zablokowanych treści nawet za pomocą VPN-ów. Stanowi to pośrednią odpowiedź na rosnącą świadomość cyfrową Rosjan” – wskazują analitycy OSW.
Kreml zachęca do Maxa. „Znajomi rezygnują z tego komunikatora szpiega”
Władze chcą odcinać obywateli od tego co zachodnie, w zamian proponując rodzime rozwiązania, które dają nowe możliwości kontroli. To właśnie w tym celu powstał Max – superaplikacja łącząca funkcje komunikatora i platformy usług publicznych.
Kreml chce, by jak najwięcej Rosjan korzystało z Maxa, który – dzięki algorytmom i pełnej współpracy z rosyjskimi służbami – pozwoli na dokładne śledzenie użytkowników.
Aplikacja nie cieszy się jednak popularnością w kraju. – Praktycznie wszyscy moi znajomi mieszkający w Rosji rezygnują z tego komunikatora-szpiega. Włączają VPN-y i przechodzą na WhatsApp czy Telegram. Czasami jednak blokady są tak silne, że w miastach takich jak Krasnojarsk, Tomsk, Tiumeń w ogóle nie ma internetu – przyznaje Michaił.












