
W czwartym roku pełnoskalowego konfliktu granice między linią frontu a głębokim zapleczem niemal całkowicie się zatarły. Obie strony coraz śmielej operują setki kilometrów od strefy walk, wykorzystując do tego nie tylko nowoczesne drony, ale i wyspecjalizowane jednostki sabotażowe.
Tym razem jednak celem nie jest infrastruktura krytyczna, lecz ludzie tworzący trzon rosyjskiego aparatu państwowego i wojskowego.
Wojna w Ukrainie. Generałowie i urzędnicy na celowniku
Z informacji przekazanych przez FSB wynika, że potencjalne uderzenia mają być wymierzone bezpośrednio w urzędników państwowych, kadrę dowódczą Ministerstwa Obrony oraz funkcjonariuszy organów ścigania.
Obawy rosyjskich służb nie są bezpodstawne. Rosjanie pamiętają atak z lutego, którego celem był generał Władimir Aleksiejew, zastępca szefa wywiadu wojskowego GRU.
W bloku mieszkalnym przy Szosie Wołokołamskiej napastnik oddał do niego trzy strzały z pistoletu Makarow wyposażonego w tłumik. Choć Aleksiejew przeżył zamach, zdarzenie to obnażyło luki w systemie ochrony najważniejszych osób w państwie i pokazało, że dywersanci potrafią operować niemal pod oknami Kremla.
Rosja. Służby w stanie podwyższonej gotowości
Obecna mobilizacja służb oznacza nie tylko wzmocnione patrole na ulicach, ale przede wszystkim intensyfikację działań kontrwywiadowczych wewnątrz samej Moskwy.
Rosyjska stolica, będąca dotąd symbolem stabilności i oddalenia od trudów wojny, staje się miastem pod specjalnym nadzorem, gdzie każdy budynek rządowy i węzeł komunikacyjny znajduje się pod nieustanną obserwacją.













