-
Rosja zmaga się z niedoborami paliwa po ukraińskich atakach na rafinerie i uzupełnia braki importem benzyny z Indii.
-
Eksperci oceniają, że chociaż sytuacja jest dla Rosji kompromitująca wizerunkowo, obecne ubytki nie wpływają znacząco na gospodarkę kraju.
-
Kryzys paliwowy porównywany jest do stanu podgorączkowego, a bieżące działania służą zarządzaniu sytuacją bez poważniejszych skutków strukturalnych.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
W sieci rozprzestrzenia się kolejne już nagranie Rosjanki opowiadającej o trudnej sytuacji w kraju. Kobieta w prześmiewczy sposób opowiada chociażby o brakach benzyny. Film przypadł do gustu nawet polskiemu ministrowi spraw zagranicznych. Radosław Sikorski „pogratulował” w nim rosyjskiemu resortowi dyplomacji.
Tymczasem Rosjanie znaleźli sposób, by przynajmniej częściowo nadrobić braki w dostawach paliwa. Nadal korzystają ze swojej ropy, ale przerabiają ją i kupują nie u siebie, tylko w Indiach. Kraju, który jest największym importerem rosyjskiego surowca drogą morską.
Eksperci jednak studzą emocje. – Na razie mamy doniesienia o transporcie jednym – dwoma statkami. Na pewno to jest dla Rosji kompromitujące i wstydliwe. Ale czy ma jakiekolwiek znacznie. W tym momencie szczerze wątpię – mówi Interii dr Łukasz Gołota z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.
Wyjaśniamy, dlaczego paliwowy blamaż Moskwy nie przesądza o losach rosyjskiej gospodarki.
Paliwowy kryzys po atakach Ukrainy. Rosja ma „wstydliwe” rozwiązanie
Bezpośrednią przyczyną problemów Rosjan są ukraińskie ataki dronowe. Rosja największe złoża ropy posiada w Zachodniosyberyjskim Zagłębiu Naftowym, na Uralu, Dalekim Wschodzie i na szelfie arktycznym. Złoża są poza zasięgiem dronów, dlatego bezzałogowce uderzają w rafinerie w zachodniej Rosji.
Skutek? Według platformy Kpler, która dostarcza analizy gospodarcze, miesięczna luka w produkcji paliwa to około 600 tys. ton.
Dlatego Rosjanie opracowali plan, który – jak opisuje Reuters – ma częściowo pokryć straty i dać każdego miesiąca około 400 tys. ton paliwa. Nadal za mało, ale jego realizacja pozwoliłaby częściowo uspokoić nastroje społeczne wśród ludzi zmęczonych ograniczeniami na stacjach paliw.
Rosja importuje gotowe paliwo z Białorusi, Kazachstanu i wspomnianych Indii. Kluczową rolę odgrywa tutaj rafineria Nayara Energy w Vadinarze. Fizycznie jest w Indiach, ale jej rzeczywistym właścicielem są Rosjanie. Rosnieft posiada 49 proc. udziałów. Reszta należy do funduszy inwestycyjnych związanych również z Rosjanami.
Indie importują ropę z Rosji. Ta trafia do rafinerii i jest przetwarzana w paliwo, którego Rosja nie może dziś wyprodukować ze względu na ograniczenia w pracy swoich zakładów przetwórczych w kraju. Następnie paliwo trzeba przetransportować do Rosji. Tu pojawia się problem prawny.
Długa droga rosyjskiego paliwa z Indii
Sankcje Unii Europejskiej z 2025 roku sprawiły, że z biznesu z Rosjanami wycofali się sprzedawcy związani z danym państwem, np. Indiami. Minister ds. ropy naftowej i gazu tego kraju oświadczył, że indyjskie firmy nie sprzedają paliwa bezpośrednio do Rosji.
Hardeep Singh Puri zaznaczył jednak, iż możliwe jest, że Rosjanie mogą kupować paliwo z Indii za pośrednictwem handlarzy rynkowych – firm, które skupują surowiec, by zarabiać na zmianach jego ceny.
W ten sposób paliwo z Indii trafia do Rosji. Bez oficjalnej sprzedaży z Indii do Rosji. Ale ze wszelkimi tego konsekwencjami.
– Kupują drogą benzynę, bo na rynkach światowych po światowych cenach. Do tego transport, ubezpieczenie, koszt logistyki, to bardzo drogi biznes. Robią to chwilowo, w ramach zarządzania kryzysowego. Teraz jest lato, paliwa potrzebne są w rolnictwie i turystyce – tłumaczy Łukasz Gołota.
Teraz to jest kryzysowe uzupełnienie. Jest makabryczne wizerunkowo dla mocarstwa surowcowo-energetycznego, ale nie sądzę, że obecne ubytki zasadniczo zmieniają sytuację Rosji
Drogę, jaką przebywa paliwo z Indii, opisały redakcje Reutersa i „Financial Times”. W czerwcu tankowiec Agni został załadowany w porcie przy rafinerii w Vadinarze, przepłynął Kanał Sueski. U wybrzeży Egiptu przepompowano paliwo na kolejny tankowiec. Surowiec pod koniec lipca ma dotrzeć do portu naftowego Vitino w obwodzie murmańskim.
Transport według „FT” obejmuje 42 tys. ton paliwa. Przypomnijmy, miesięczne braki Rosji to 600 tys. ton. Natomiast jak wynika z analizy Reutersa, miesięczne zapotrzebowanie to około 3,3 mln ton benzyny.
– Gdyby taki statek przypływał co tydzień, to mówilibyśmy o katastrofie państwa i jego gospodarki. Natomiast teraz to jest kryzysowe uzupełnienie. Jest makabryczne wizerunkowo dla mocarstwa surowcowo-energetycznego, ale nie sądzę, że obecne ubytki zasadniczo zmieniają sytuację Rosji – komentuje dr Gołota.
„Stan podgorączkowy” Rosji
– Zobaczymy, jak to się dalej potoczy. Jeżeli Ukraińcy będą w stanie systemowo utrzymać presję, mogą spowodować w Rosji problem strukturalny. Ale jesteśmy nauczeni zeszłym rokiem. Rzeczywiście niszczyli infrastrukturę paliwową Rosji. Na koniec roku okazało się, że spadek produkcji paliwa był kilkuprocentowy, w zasadzie nieodczuwalny – mówi dalej nasz rozmówca.
Podkreśla też zdolność Moskwy do odbudowy infrastruktury paliwowej. Reuters powołuje się na swoje źródła, według których bez kolejnych ataków na te same cele, naprawa zdolności rafineryjnych to co najmniej dwa miesiące.
– Odbudowa jest skomplikowana przez sankcje, trwa dłużej. Ale nie jest niemożliwa. To trochę jak z liniami lotniczymi. Po wprowadzeniu sankcji samoloty miały spadać, a trwa piąty rok wojny i nadal latają – mówi dalej.
Wskazuje też na przeprowadzoną w pierwszej połowie 2026 roku sprzedaż złota przez Rosję. Pozbyli się 44 ton, to największa wyprzedaż rosyjskiego kruszcu od 25 lat. – Ale zostało im ponad 2200 ton – zaznacza dr Gołota i podkreśla, że Moskwa wciąż ma zasoby, by funkcjonować.
– To, co się teraz dzieje w Rosji z paliwami, na pewno jest odczuwalne. To kryzys, który można porównać do stanu podgorączkowego. Nie jest to jednak jeszcze strukturalny, strategiczny problem, który prowadzi do dysfunkcji państwa – podsumowuje dr Łukasz Gołota.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na jakub.krzywiecki@firma.interia.pl
-
Poruszenie na Kremlu. Putin zapowiedział atak na większą skalę
-
Kryzys w Rosji odbija się na sojuszniku. „Mamy zapasy na 60 dni”












