– Polityczna fikcja – tak o trwających właśnie wyborach do Dumy Państwowej, czyli niższej izby rosyjskiego parlamentu mówi Interii Iwan – Rosjanin od ośmiu lat mieszkający w Warszawie. Dziś nie ma złudzeń, choć nie zawsze tak było.
Rosja. „Przymusili nas do głosowania”
Iwan ostatni raz głosował w Rosji w marcu 2012 roku w wyborach prezydenckich. – Przymusili nas – wspomina.
Był na ostatnim roku studiów, kiedy nagle na zajęciach zjawiła się opiekunka rocznika i poinformowała, że uczelnia podjęła rozporządzenie nakazujące wszystkim studentom udział w wyborach. Żeby dopilnować podopiecznych, zebrała od nich numery telefonów i przekazała swój.
Każdy student po oddaniu głosu miał zadzwonić i potwierdzić, że spełnił obywatelski obowiązek. Na koniec nieoficjalnie zagroziła: „kto się wyłamie, poniesie konsekwencje podczas egzaminów państwowych”.
Dla studentów sprawa była jasna: nie zagłosujesz, nie ukończysz studiów.
Do urny poszli wszyscy.
Potem pili piwo i słuchali piosenki „Wybory, wybory” zespołu Leningrad. Jego frontmen śpiewał, że zachowuje trzeźwość, by iść na wybory, świadomość obywatelska rośnie i trzeba postawić krzyżyk. Cały utwór, w którym wyśpiewywał o ważnym obowiązku, kończył jedną krótką frazą: „wybory, wybory – kandydaci to… (i tu padał wulgaryzm)”.
– Wszyscy wyśpiewywaliśmy to zakończenie. Taki właśnie był nasz stosunek do rosyjskich elit – mówi Iwan.
Liczyli jednak, że w Rosji coś naprawdę może się zmienić.
– Wtedy jeszcze wierzyłem w rewolucję – przyznaje Rosjanin i wspomina „Marsze milionów”, kiedy tysiące Rosjan wychodziły na ulice, protestując przeciwko fałszerstwom wyborczym i kremlowskim elitom. Na ich czele stał m.in. Aleksiej Nawalny.
Władze utrudniały demonstracje i szybko zaostrzyły przepisy dotyczące „zgromadzeń publicznych”, wprowadzając m.in. wysokie kary finansowe, czy przymusowe roboty publiczne.
– Byłem na pierwszym „Marszu milionów” w Moskwie w 2012 roku. Miałem nadzieję, że opozycja tym razem dociśnie władzę. Uważam, że zmarnowano tamtą okazję – mówi Iwan.
Ostatni raz protestował w Rostowie nad Donem w 2017 roku. Miasto ma ponad milion mieszkańców.
– Na demonstrację przyszło około 200 osób. Wtedy zrozumiałem, że nic się nie zmieni i za wszelką cenę muszę opuścić Rosję – przyznaje. I tak wyjechał do Polski.
Wybory do Dumy. Rosjanie tłumaczą, dlaczego nie będą głosować
W obecnych wyborach do Dumy Państwowej, Iwan głosować nie zamierza, choć ojczyzna stwarza mu tę możliwość.
Jak poinformowała ambasada Rosji w Polsce, głos może oddać w jej siedzibie przy ul. Belwederskiej w niedzielę, która jest głównym dniem wyborów.
Na listach oprócz Jednej Rosji znajduje się dziewięć ugrupowań: Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (LDPR), Partia Demokracji Bezpośredniej, Zieloni, Sprawiedliwa Rosja, Ojczyzna (Rodina), Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF), Partia Emerytów, Komuniści Rosji i Nowi Ludzie.
– To będzie wyreżyserowane widowisko. Są różni kandydaci, ale realnie wyboru nie ma – kwituje krótko Iwan. Każde ze stratujących ugrupowań wspiera obecne władze na Kremlu.
W głosowaniu udziału nie weźmie także Michaił. Ostatni raz zrobił to w 2018 roku – „w wyborach, w których wyłaniano Putina”. Celowo nie używa słowa „prezydent”, bo jego zdaniem, wszystko było przesądzone na długo przed otwarciem lokali wyborczych. Dlatego sam oddał nieważny głos. – Zakreśliłem wszystkich – oznajmia.
On także doświadczył nacisków. Kierownik placówki oświatowej, w której wówczas pracował, wymagał, by po wizycie w lokalu wyborczym wysłać mu SMS.
Zdaniem Michaiła w tej kwestii w Rosji do dziś nie zmieniło się nic. Naciski są, zwłaszcza wobec osób pracujących w instytucjach publicznych. Jednak wyborców ściąga się także metodą marchewki.
– W mniejszych miejscowościach czy na wsiach Rosjanie idą do urn, bo przy komisjach organizowane są różne eventy: koncerty, kiermasze itp. – mówi.
Jedyna rosyjska partia sprzeciwiająca się wojnie wykreślona
Na wybory pójdzie za to mieszkająca w Rosji matka Michaiła. – Ona uważa, że istnieje różnica pomiędzy partiami i że warto głosować – mówi.
Michaił różnicy nie widzi, a wybory nazywa farsą.
– Nawet w Korei Północnej oficjalnie istnieją trzy partie, ale wiadomo, kto rządzi wszystkim. Dlatego nie wierzę, by mój głos miał jakiekolwiek znaczenie. Do władzy dochodzą wciąż te same ugrupowania. Jedyna partia, która mogłaby stanowić jakąkolwiek realną opozycję wobec Putina i wojny, została wykluczona – mówi.
Chodzi o partię Jabłoko, jedyną formację polityczną w Rosji otwarcie sprzeciwiająca się wojnie w Ukrainie.
Jabłoko została skreślona z wyborów decyzją Sądu Najwyższego krótko po tym, jak jednego z jej liderów Lwa Szlosberga skazano na ponad 11 lat łagru m.in. za apelowanie o zawarcie rozejmu i „dyskredytowanie sił zbrojnych”.
Na antywojenną narrację nie może być miejsca, bo Kreml traktuje te wybory jako kluczowy sprawdzian poparcia dla „specjalnej operacji wojskowej”.
„W naszym wielkim kraju trwa ważna, pod wieloma względami decydująca kampania wyborcza” – tymi słowami Władimir Putin rozpoczął specjalne orędzie do Rosjan przed wyborami.
„Wasz wybór i wasza wola po raz kolejny pokażą, że za naszymi żołnierzami stoją miliony ludzi, że jesteśmy zjednoczonym narodem, połączonym wspólnymi wartościami, pamięcią historyczną i miłością do ojczyzny; że nikomu nie uda się nas podzielić i zastraszyć ani podważyć naszej państwowości oraz systemu społeczno-politycznego” – podkreślał.
„Udział w wyborach jest naszym wspólnym wkładem w zwycięstwo Rosji” – zakończył.
Duma – „szalona drukarka na usługach Putina i Jednej Rosji”
Ales wraz z żoną nie mieszkają w Warszawie, ale zamierzają pokonać setki kilometrów, by w niedzielę oddać głos. Nie dlatego, że przekonały ich słowa Władimira Putina.
– To kolejne wybory odbywające się w warunkach dyktatury – mówi Rosjanin od czterech lat mieszkający w Polsce.
Rosyjski parlament nazywa „szaloną drukarką” na usługach Jednej Rosji i prezydenta, która uchwala nowe przepisy niemal jednomyślnie. Jego słowa znajdują potwierdzenie w liczbach.
Niezależne rosyjskie media na początku roku wskazywały, że Duma ustanowiła rekord jednomyślności w przyjmowaniu ustaw od czasów Związku Radzieckiego. „Nawet przedstawiciele frakcji opozycyjnych głosowali przeciwko projektom ustaw tylko w 3,7 proc. przypadków. W 92,5 proc. głosowań poparli oni postanowienia zawarte w porządku obrad” – donosił „The Moscow Times”.
Dlaczego więc Ales tak bardzo chce spełnić obywatelski obowiązek?
– Choć sytuacja wydaje się beznadziejna, trzeba pokazać, że nie wszyscy popierają Jedną Rosję – podkreśla.
– Działacze opozycyjni w kraju i za granicą skonsolidowali się i podjęli jednomyślną decyzję, by głosować na kogokolwiek, byle nie na Jedną Rosję. Niezależnie od tego, jak dziwnie będzie wyglądać to, że Rosjanie na przykład w konsulacie w Warszawie zagłosują na komunistów, jest to jedyny sposób, by zamanifestować sprzeciw i pokazać, że nie wszyscy popierają Kreml oraz prowadzoną wojnę – mówi.
W poprzednich wyborach do dumy Rosjanie mieszkający na Zachodzie kierowali się podobną logiką. Wiele głosów zbierała wówczas partia Jabłoko, aktualnie skreślona z listy.
Ales liczy, że ruch Rosjan przeciwnych reżimowi pozbawi Jedną Rosję choć kilku mandatów. Wie, że to jedynie symbol, ale kiedy reżim coraz skuteczniej wybija zęby prawdziwej opozycji, liczy się każdy gest sprzeciwu.
Jolanta Kamińska-Samolej (kontakt do autorki: jolanta.kaminska@firma.interia.pl)
-
Putin myśli 10 lat do przodu. Upiorny plan właśnie się realizuje w niespodziewanym miejscu
-
Szykowanie Rosjan na konflikt z Polakami trwa. Ekspert wylicza


