Wskazują nie tylko na fakt, że to piwo stanowi u nas ponad połowę spożywanego czystego alkoholu, ale przede wszystkim punktują uprzywilejowaną pozycję chmielowego napoju w systemie prawnym. Zwracają przy tym uwagę na ogromne kwoty, które mogłyby zasilać budżet państwa, gdyby piwo było traktowane tak samo, jak inne alkohole.
Alkohol od zawsze był normalizowany, a głównym tego powodem jest jego niezwykle silne zakorzenienie w tradycji. Uroczystości i rytuały społeczne niemal nierozerwalnie kojarzone są z alkoholem, który wciąż postrzegany jest jako element budowania więzi społecznych. Pije się „za zdrowie”, dla rozluźnienia, po porażce i po sukcesie. Odmowa nadal bywa traktowana jak odstępstwo wymagające wyjaśnienia. W takim otoczeniu granica między okazjonalnym piciem a utrwalonym nawykiem może przesuwać się niemal niezauważalnie.
Mimo licznych badań wciąż niewystarczająca jest również wiedza na temat fatalnych skutków spożywania alkoholu dla zdrowia, w tym związku nadmiernego spożycia z chorobami nowotworowymi. Przeciętny dorosły Polak w ostatnich latach, w zależności od źródła, wypija rocznie od 9 do około 11 litrów czystego alkoholu. Autorzy powołują się również na stanowisko WHO, zgodnie z którym alkohol zajmuje trzecie miejsce wśród czynników ryzyka dla zdrowia całej populacji.
Skala problemu nie ogranicza się do osób z rozpoznanym uzależnieniem. W raporcie przywołano szacunki, zgodnie z którymi liczba osób uzależnionych i pijących nadmiernie może wynosić w Polsce od 4 do 5 mln. Około 12 mln osób znajduje się natomiast w zasięgu społecznie negatywnych skutków alkoholizmu.
Piwo od rana
Raport Fundacji Laboratorium Prawa i Gospodarki „Polityka profilaktyki alkoholowej państwa. Analiza obecnej sytuacji prawnej oraz proponowane kierunki działań”, autorstwa dr. Grzegorza Kelera i dr. hab. Krzysztofa Koźmińskiego, prof. ucz. (redaktorzy raportu) oraz Barbary Błaszczak, Joanny Tokarczyk, Anny Chmielewskiej i Michała Walaka, przytacza twarde dane. Mimo społecznego postrzegania najmocniejszych alkoholi jako tych najbardziej ryzykownych, okazuje się, że to nie one stanowią największy problem.
Każdego dnia w Polsce sprzedaje się około 16 mln półlitrowych opakowań piwa. Ponad 2,6 mln z nich kupowanych jest między godziną 5:00 a 12:00 (z czego ponad 400 tys. to piwa o podwyższonej zawartości alkoholu). Dla porównania, tzw. małpek, które od kilku lat są na celowniku ustawodawcy, przed południem sprzedaje się ok. 410 tys.
Według przywołanych w raporcie badań Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU), piwo niezmiennie dominuje w polskiej strukturze spożycia alkoholu, a jego udział w latach 2003–2024 wahał się od 52 do ponad 59 proc. Jednocześnie można zaobserwować malejący udział wina w tej strukturze (spadek z ok. 17 do ok. 7-8 proc. w ostatnich latach) przy jednoczesnym wzroście udziału wyrobów spirytusowych (z ok. 30 do ok. 39 proc.).
KCPU podaje, że w 2024 roku w przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski spożytoi 4,81 litra czystego alkoholu w piwie, a w przypadku wyrobów spirytusowych oraz wina wartość ta wyniosła odpowiednio 3,40 litra oraz 0,72 litra.
Dane te dobitnie pokazują, że najwięcej etanolu trafia do organizmów Polaków nie z kieliszka, lecz z kufla…
Pierwszy łyk
Jest jeszcze jeden niepokojący fakt dotyczący piwa. „Oswajanie” tego alkoholu jest bardzo wyraźne wśród nastolatków. Autorzy raportu przywołują wyniki badań Fundacji GrowSpace, według których dla 46 proc. badanych było ono napojem alkoholowej inicjacji.
Z badań ESPAD (Europejski Program Badań Ankietowych w Szkołach na Temat Używania Alkoholu i Narkotyków) z 2024 roku wynika z kolei, że alkohol przynajmniej raz w życiu spożyło 72,9 proc. uczniów w wieku 15–16 lat oraz 91,3 proc. starszych nastolatków. Odsetki te są na szczęście nieco niższe niż w pierwszych latach, gdy przeprowadzano podobne badania, lecz alkohol nadal pozostaje najczęściej używaną przez młodzież substancją psychoaktywną. Najpopularniejsze jest zaś piwo – postrzegane jako słabsze i mniej „poważne” niż wódka.
Młodzi ludzie dorastają w otoczeniu marek piwnych obecnych w telewizji, internecie, sporcie, na festiwalach i w punktach sprzedaży. Do tego dochodzi promocja wariantów bezalkoholowych, często wykorzystujących niemal identyczne opakowania jak produkty zawierające alkohol. Piwo 0 proc. może być dla dorosłego użyteczną alternatywą, ale twórcy raportu zwracają uwagę na inny aspekt. Jego reklama może równocześnie wzmacniać rozpoznawalność całej marki i oswajać nieletnich z wyglądem oraz społecznym rytuałem picia.
Rachunek strat
Koszty picia ponoszą rodziny, pracodawcy, ochrona zdrowia, policja, sądy, pomoc społeczna i cały system finansów publicznych. W skali kraju są to dziesiątki miliardów złotych.
Autorzy raportu zastrzegają, że wycena tak złożonego zjawiska musi być obarczona mniejszym lub większym marginesem błędu. Niewiele jest też dostępnych opracowań. Za najbardziej znane uznaje się szacunki Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, według których w 2020 roku społeczno-ekonomiczne koszty spożywania alkoholu wyniosły 93,3 mld zł, podczas gdy wpływy z akcyzy od napojów alkoholowych sięgnęły 13,4 mld zł.
Eksperci LPiG oszacowali te koszty dla 2024 roku – w zależności od przyjętego wariantu – na 85 do 135 mld zł. W tym samym roku budżet uzyskał z akcyzy od wszystkich napojów alkoholowych około 14,6 mld zł.
Za tymi miliardami stoją przedwczesne zgony, choroby, nieobecności w pracy, interwencje domowe, wypadki, hospitalizacje i rozbite relacje. Alkohol nie obciąża bowiem wyłącznie osoby pijącej.
Nie oznacza to, że koszty te można zlikwidować podwyżką podatków. Chodzi raczej o takie ułożenie obciążeń, by cena produktu lepiej uwzględniała społeczne skutki jego konsumpcji.
Gram nierówny gramowi
Jednym z ciekawszych wątków poruszonych przez autorów raportu jest niekonsekwencja w sposobie naliczania akcyzy. Polska ustawa o podatku akcyzowym nakazuje obliczać tę daninę w przypadku piwa od tzw. stopni Plato, czyli od zawartości ekstraktu w brzeczce piwnej, a nie – jak w przypadku alkoholu etylowego – od faktycznej zawartości czystego alkoholu w napoju. To rozwiązanie jest dopuszczalne na gruncie unijnej dyrektywy 92/83/EWG, która daje państwom członkowskim wybór między metodą Plato a metodą opartą na rzeczywistej mocy napoju (ABV).
Problem w tym, że metoda Plato systematycznie zaniża obciążenie podatkowe piwa. W efekcie jeden gram czystego alkoholu w piwie jest obciążony dwu- lub nawet trzykrotnie niższą akcyzą niż ten sam gram alkoholu w wyrobie spirytusowym.
Skutki widać w danych budżetowych. Napoje spirytusowe odpowiadają za 37–38 proc. spożywanego alkoholu, ale generują aż 72 proc. wpływów akcyzowych z tej kategorii. Piwo, przy udziale w konsumpcji na poziomie 54–55 proc., przynosi tylko 25 proc. wpływów – i udział ten z roku na rok maleje. W 2024 roku akcyza od alkoholu etylowego stanowiła 11,4 proc. wszystkich wpływów akcyzowych, a od piwa – jedynie 4,1 proc. Autorzy raportu wskazują na błędne utrzymywanie od lat metodologii, która nie nadąża za realną strukturą rynku.
Spośród 27 państw Unii Europejskiej już 14 nalicza akcyzę na piwo od zawartości alkoholu, a do tego dochodzą też państwa spoza Unii, takie jak Norwegia czy Islandia.
Przegapione miliardy
Propozycja Laboratorium Prawa i Gospodarki brzmi więc prosto i logicznie: akcyza na każdy napój alkoholowy powinna być naliczana według ilości zawartego w nim czystego alkoholu. Dla zdrowia publicznego nie ma bowiem znaczenia, czy określona dawka etanolu została wypita w piwie, winie czy wódce.
Raport przedstawia model dochodzenia do jednolitych zasad w latach 2027–2039. Symulację wykonano dla półlitrowego piwa o mocy 5 proc. Przyjęto, że po zmianie metodologii akcyza zawarta w takim piwie wyniosłaby w 2027 roku 1,40 zł, a przeciętna cena detaliczna wzrosłaby z założonych 3,83 zł w 2026 roku do około 4,70 zł. Byłby to najbardziej odczuwalny, jednorazowy skok. Później wzrost miałby być znacznie łagodniejszy, a według zaproponowanego modelu cena dochodziłaby do około 5,69 zł w 2039 roku.
W takim scenariuszu wpływy z akcyzy od piwa wzrosłyby z około 3,7 mld zł w 2024 roku do 6,48 mld zł w roku wprowadzenia reformy, a następnie stopniowo do 9,25 mld zł w 2039 roku. Dla lat 2028–2039 autorzy wyliczają średni poziom rocznych wpływów na około 7,92 mld zł, co daje łącznie około 95 mld zł w całym dwunastoletnim okresie.
To oczywiście tylko prognoza, bo model opiera się między innymi na przyjętej elastyczności cenowej popytu i założeniu, że wzrost podatku zostanie w całości przeniesiony na konsumenta. Nie uwzględnia przy tym np. możliwego rozwoju szarej strefy.
Raport nie sprowadza reformy do jednego hasła „podnieśmy podatki”. Autorzy ostrzegają, że przesadnie restrykcyjna polityka fiskalna może doprowadzić do poważnych problemów. W przypadku alkoholi mocnych autorzy opracowania wskazują, że rynek może zbliżać się do punktu zwrotnego na krzywej Laffera, po przekroczeniu którego kolejne podwyżki mogą ogranizcyć legalną sprzedaż i wyraźnie pobudzają nielegalny handel.
Szara strefa oznacza nie tylko straty dla budżetu państwa, lecz także ryzyko obrotu alkoholem produkowanym bez nadzoru, zatruć oraz dodatkowych kosztów ich leczenia.
Dlatego autorzy raportu zalecają ostrożność przy dalszym zwiększaniu akcyzy na wyroby spirytusowe i wino. Za bardziej racjonalne uznają zmianę logiki opodatkowania piwa: podobna ilość alkoholu powinna oznaczać podobne obciążenie, bez względu na formę napoju.
Spójna polityka
Obok zmiany metodologii akcyzowej autorzy raportu formułują dalsze rekomendacje, spójne ze stanowiskami WHO, Najwyższej Izby Kontroli oraz Rzecznika Praw Obywatelskich. Najważniejsza dotyczy reklamy. Źródeł problemu w tym przypadku należy dopatrywać się w 2001 roku, gdy nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości wprowadziła wyjątek dopuszczający reklamę piwa pod określonymi warunkami, także w telewizji i internecie. Skala tego przywileju robi wrażenie: np. w 2022 roku wyemitowano 2972 godziny reklam piwa. To łącznie 124 doby ciągłej emisji. Na dodatek autorzy raportu zwracają uwagę, że marketing piwa bywa oparty na skojarzeniach z relaksem, mimo że ustawa zabrania budowania takich powiązań w reklamie. Stąd rekomendacja zniesienia wyjątku z 2001 roku i objęcia piwa ogólnym zakazem reklamy, na równi z pozostałymi kategoriami alkoholu.
Drugim krokiem do poprawy sytuacji może być ograniczanie dostępności alkoholu w określonych godzinach – raport przywołuje tu konkretne dane z polskich miast, które już wprowadziły taki zakaz: w Krakowie liczba interwencji policyjnych związanych z alkoholem spadła o 48,5 proc., a w Koninie liczba domowych interwencji zmniejszyła się niemal o 70 proc.
Jednocześnie wskazano przykłady gmin, które po wprowadzeniu nocnej prohibicji z czasem wycofały się z tego pomysłu. Biała Podlaska odnotowała spadek wpływów do budżetu z tytułu zezwoleń na sprzedaż alkoholu, a mieszkańcy zaczęli robić zakupy w sąsiedniej gminie. Z kolei w Kartuzach zauważono, że powstają punkty, w których alkohol sprzedawany jest nielegalnie. Lokalne władze uważają, że nie doszło przy tym spadku ogólnej sprzedaży, gdyż konsumenci zaczęli kupować alkohol na zapas. Dlatego tak ważne jest uwzględnienie przy takich decyzjach lokalnych uwarunkowań.
Twórcy raportu opowiadają się także za ograniczeniem promocji cenowych i pakietowych w rodzaju „12+12”, zakazem loterii, w których nagrodą jest alkohol, oraz skuteczniejszą weryfikacją wieku kupujących. Zwracają uwagę na potrzebę kontroli i realnych konsekwencji dla sprzedawców oraz osób kupujących alkohol nieletnim. Postulują też stałą edukację dotyczącą zdrowotnych i społecznych skutków picia.
Najważniejsza wydaje się w tym wszystkim zmiana sposobu myślenia rządzących. Polska polityka alkoholowa zbyt często reaguje na pojedynczy, nagłośniony medialnie problem: małe opakowania, sprzedaż na stacjach benzynowych czy nowy rodzaj produktu. Takie interwencje nie zastąpią całościowego systemu obejmującego profilaktykę, reklamę, dostępność, egzekwowanie prawa, edukację i podatki.
Raport Laboratorium Prawa i Gospodarki nie jest wezwaniem do prohibicji, lecz argumentem za tym, by państwo przestało traktować poszczególne rodzaje alkoholu tak, jakby powodowały różne szkody tylko dlatego, że sprzedaje się je w innych butelkach i otacza inną reklamową opowieścią.
Ze względu na skalę sprzedaży piwo nie jest jedynie dodatkiem do polskiego problemu alkoholowego – odgrywa w nim kluczową rolę. Pomijanie piwa w nowych regulacjach oznaczałoby ignorowanie znacznej części rzeczywistego problemu.













