-
Mateusz Morawiecki zarzucił swoim politycznym przeciwnikom plan przejęcia Prawa i Sprawiedliwości po ewentualnej porażce wyborczej partii i odsunięcia Jarosława Kaczyńskiego od władzy.
-
Były premier opisał działania grupy nazywanej „maślarzami”, która według niego zamierza przejąć kontrolę nad partią i jej finansami, nie dążąc do odbudowy poparcia.
-
Morawiecki wskazał na decyzje podjęte w 2020 roku, takie jak „piątka dla zwierząt” i wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, jako bezpośrednie przyczyny utraty poparcia przez PiS.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Mateusz Morawiecki zapowiedział w poniedziałek w podcaście „Rymanowski Live”, że założy partię najpóźniej 15 października.
Przedstawił również własną wersję wydarzeń, które doprowadziły do rozłamu w Prawie i Sprawiedliwości. Były premier przekonywał, że jego polityczni przeciwnicy od dawna przygotowywali się do przejęcia kontroli nad partią.
Morawiecki stoi obecnie na czele nowego klubu parlamentarnego Rozwój Plus, utworzonego po konflikcie wokół stowarzyszenia działającego pod tą samą nazwą. Rozłam doprowadził do opuszczenia PiS przez byłego premiera oraz kilkudziesięciu związanych z nim parlamentarzystów.
Morawiecki o rozłamie w PiS. „Ukartowana strategia wypchnięcia prezesa”
Były premier twierdzi, że Jarosław Kaczyński wielokrotnie deklarował w partyjnym gronie, iż ustąpi ze stanowiska w przypadku porażki w wyborach parlamentarnych.
– Otóż niestety w wielu miejscach pan prezes podkreślał, że w przypadku przegranych wyborów on ustąpi. Natychmiast ustąpi. Powiedział to na bardzo wielu forach, wobec co najmniej kilkudziesięciu osób, a wiem, że mówił to również w innych okolicznościach – powiedział Morawiecki.
Według polityka właśnie te zapowiedzi miały zachęcić jego przeciwników do przygotowania planu przejęcia partii. Morawiecki przekonywał, że w ich interesie nie leży odbudowa wysokiego poparcia PiS, lecz zachowanie kontroli nad nawet znacznie mniejszym ugrupowaniem.
– Ta grupa, jak to się mówi, „maślarzy”, postanowiła rzeczywiście przejąć partię, ponieważ w ich interesie jest, żeby ta partia była nawet mała. To właśnie oni doprowadzą do wypchnięcia części posłów PiS z Sejmu, gdyż w ich własnym interesie jest przejąć partię, przejąć pieniądze partii – stwierdził.
Morawiecki nawiązał w ten sposób również do trwającego od 2024 roku sporu wokół finansowania PiS. Ministerstwo Finansów rozpoczęło ostatecznie wypłacanie partii pomniejszonej subwencji, po wcześniejszych decyzjach Państwowej Komisji Wyborczej dotyczących nieprawidłowości w finansowaniu kampanii.
Były premier ocenił, że po kolejnych wyborach przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego powołają się na jego wcześniejsze deklaracje i zażądają rezygnacji prezesa.
Bogdan Rymanowski zapytał wprost, czy oznacza to „zamach na prezesa„. – W jakimś sensie tak. Można powiedzieć, że jest to ukartowana strategia wypchnięcia prezesa, ponieważ na koniec przyjdą po jego głowę – odpowiedział Morawiecki.
Kim są „maślarze”?
Określenie „maślarze” odnosi się do grupy polityków skonfliktowanych ze środowiskiem Mateusza Morawieckiego. W jej gronie wymieniani są najczęściej Przemysław Czarnek, Jacek Sasin, Tobiasz Bocheński oraz Patryk Jaki.
Nazwa nawiązuje do wpisu Bocheńskiego, który krytykował podawanie niemieckiego masła w samolocie PLL LOT. Politycy tej frakcji reprezentują bardziej konserwatywne podejście i uważają, że PiS powinno rywalizować przede wszystkim o wyborców obu Konfederacji. Ludzie Morawieckiego przekonują natomiast, że partia musi poszerzać elektorat, łagodzić przekaz i mocniej akcentować kwestie gospodarcze.
Katalizator sporu w PiS. „Ostrzegałem prezesa: nie ruszaj tego”
W dalszej części rozmowy były premier cofnął się do 2020 roku. Wskazał dwa wydarzenia, które – w jego ocenie – rozpoczęły gwałtowny odpływ wyborców od PiS.
– Proszę popatrzeć na moment, w którym mieliśmy w PiS najwyższe poparcie. Regularnie 45 proc. w średnich sondażowych latem 2020 roku, po wielkim zwycięstwie prezydenta Andrzeja Dudy. Do jesieni nastąpiło gwałtowne załamanie – mówił.
Zdaniem Morawieckiego pierwszym błędem było rozpoczęcie prac nad tzw. piątką dla zwierząt. – Jeden działacz PiS przyszedł do prezesa z tzw. piątką dla zwierząt. Wiele osób odradzało to prezesowi, ale ten młody działacz bardzo mocno pchał projekt do przodu, wbrew naszym posłom – relacjonował.
Projekt zakładał między innymi zakaz hodowli zwierząt na futra oraz ograniczenie uboju rytualnego. Wywołał poważny konflikt wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. Po głosowaniu 15 posłów PiS, którzy sprzeciwili się projektowi mimo dyscypliny partyjnej, zostało zawieszonych w prawach członków ugrupowania.
Drugą decyzją, która według Morawieckiego pogłębiła problemy partii, był wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów aborcyjnych.
– „Piątka dla zwierząt” była katalizatorem, triggerem, który spowodował, że grupa konserwatywna u nas rzuciła się prezesowi do gardła, żeby przykryć spadki sondażowe i wymusić wyrok TK w sprawie aborcji – ocenił były premier.
Trybunał 22 października 2020 roku uznał za niezgodną z konstytucją możliwość przerwania ciąży ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu albo nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu. Orzeczenie doprowadziło do masowych protestów w całym kraju.
Morawiecki podkreślił, że mimo swoich konserwatywnych poglądów przestrzegał Kaczyńskiego przed politycznymi konsekwencjami zmiany przepisów.
– Ja, jako przeciwnik aborcji, byłem wtedy zdania, że ona doprowadzi do katastrofy, że dojdzie do tąpnięcia sondażowego. Miałem rację, bo trzeba było się trzymać kompromisu. Ostrzegałem prezesa. Przestrzegałem go wielokrotnie: „Nie ruszaj tego, nie ruszaj tego„. On po fakcie wiele razy przyznawał mi rację – stwierdził.












