-
Jarosław Kaczyński podkreślił, że osoby zaangażowane w rozbicie partii nie otrzymają miejsc na listach Prawa i Sprawiedliwości.
-
Podczas wystąpienia w Sulejowie prezes PiS odrzucił możliwość wspólnej listy z ugrupowaniem Rozwój Plus i nazwał działania wyłączonych polityków zdradą.
-
Politycy skupieni wokół Mateusza Morawieckiego, którzy nie podporządkowali się ultimatum prezesa, zarejestrowali własny klub parlamentarny pod koniec lipca.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Podczas swojego wystąpienia w Sulejowie Jarosław Kaczyński odniósł się do procesów dezintegracji, które dotknęły środowiska prawicy.
Jak mówił, wszyscy, którzy uczestniczą w rozłamie Prawa i Sprawiedliwości, szkodzą nie samej partii, lecz Polsce. W jego opinii dezintegracja może doprowadzić do przegrania wyborów przez prawicę.
– Jeżeli chodzi o tę część, która wyszła z Prawa i Sprawiedliwości, która dzisiaj się nazywa „Rozwojem Plus”, to wiemy, że tam działa taki mechanizm: „nic się nam nie stanie, chociaż te wyniki w tej chwili są skromne, dlatego że będziemy mieli wspólną listę z Prawem i Sprawiedliwością”. Ja chciałem powiedzieć, że dla pewnych ludzi, którzy odegrali bardzo dużą rolę w rozbiciu partii – a przecież my wiemy, kto to – w ogóle nie ma o tym mowy – zaznaczył Kaczyński.
Kaczyński wprost o politykach Rozwoju Plus na listach PiS. „Nie ma o tym mowy”
W opinii prezesa PiS działacze, którzy w trudnej dla Polski sytuacji „robią takie rzeczy”, powinni wypaść z polityki, a przynajmniej z polityki obozu patriotycznego.
– W jaki sposób ja, jako szef partii mam przekonywać moje koleżanki i moich kolegów, żeby ustępowali dobrych miejsc (na listach wyborczych – przyp. red.) tym, którzy zdradzili. Bo to jest zdrada po prostu, najnormalniejsza na świecie zdrada. W jaki sposób kogoś, kto jest lojalny, ciężko pracuje, możemy ustawić na listach wyborczych niżej niż kogoś, kto w pewnym momencie przeszedł na inną stronę? – mówił.
Powstanie Rozwoju Plus wiąże się z kryzysem wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Pod koniec lipca upłynął termin ultimatum Jarosława Kaczyńskiego, który nakazał parlamentarzystom rezygnację z przynależności do zewnętrznych stowarzyszeń politycznych pod groźbą wykluczenia z partii.
Politycy skupieni wokół Mateusza Morawieckiego – ponad 40 osób – w tym Marcin Horała i Krzysztof Lipiec, nie złożyli wymaganych deklaracji, uznając, że nie zrezygnowali z członkostwa w PiS, a jedynie realizują nową inicjatywę społeczną.
Ostatecznie, po skierowaniu spraw do rzecznika dyscypliny, posłowie ci uznali, że nie są już członkami PiS i pod koniec lipca zarejestrowali własny klub parlamentarny.
-
„Grill to dopiero początek”. Morawiecki zapowiada, padła data
-
„Zdradzeusz” i riposta Horały. Politycy spotkali się w studiu













