
-
Sądowniczy absurd. Oskarżony nigdy nie dostał wezwania
-
Rażące naruszenie prawa do obrony. RPO interweniuje
-
Sąd Najwyższy nie miał wątpliwości
-
Co dalej? Sprawa wraca po sześciu latach
Sądowniczy absurd. Oskarżony nigdy nie dostał wezwania
Opisywana sprawa zaczęła się w 2020 roku od zarzutu kradzieży z włamaniem do cukierni. Oskarżony miał zabrać z lokalu pieniądze i czapkę, powodując straty w wysokości 792,29 zł. Sąd Rejonowy w 2020 roku uznał go za winnego i wymierzył karę roku pozbawienia wolności oraz obowiązek zapłaty na rzecz poszkodowanej cukierni.
Problem w tym, że mężczyzna nigdy nie miał szansy stanąć przed sądem. Nie tylko nie mógł złożyć wyjaśnień, ale nie dowiedział się nawet o toczącym się przeciwko niemu postępowaniu. Wezwania wysyłano na adres z prawidłową ulicą, ale błędnym numerem mieszkania. Po podwójnym awizowaniu korespondencja wracała, ale sąd i tak uznał ją za prawidłowo doręczoną.
Skutek był dramatyczny. Na podstawie tego błędu sąd uznał, że oskarżony został powiadomiony, a jego nieobecność to świadoma rezygnacja z udziału w rozprawie. Wyrok ogłoszono bez niego, a uzasadnienia nie sporządzono, bo orzeczenie uprawomocniło się bez odwołania.
Rażące naruszenie prawa do obrony. RPO interweniuje
Do sprawy włączył się zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich Stanisław Trociuk, który uznał, że doszło do rażącego naruszenia przepisów postępowania karnego. Powołał się na art. 117 i 374 k.p.k., wskazując, że prawo do udziału w rozprawie jest fundamentalnym elementem prawa do obrony. Jeżeli nie ma dowodu, że oskarżony został prawidłowo zawiadomiony, sąd nie ma prawa rozpoznawać sprawy pod jego nieobecność.
W tym przypadku procedura została złamana w najbardziej podstawowym punkcie. Zawiadomienie wysłano pod nieistniejący dla oskarżonego adres, więc nie mógł go odebrać. Mimo to uznano doręczenie za skuteczne.
Rzecznik wniósł do Sądu Najwyższego kasację na korzyść skazanego, domagając się uchylenia wyroku i ponownego rozpoznania sprawy.
Sąd Najwyższy nie miał wątpliwości
3 lutego 2026 r. Sąd Najwyższy (sygn. III KK 656/25) uznał kasację RPO za oczywiście zasadną i uchylił wyrok Sądu Rejonowego. Sprawę odesłano do ponownego rozpoznania. SN podkreślił, że błędne doręczenie uniemożliwiło oskarżonemu udział w postępowaniu i całkowicie pozbawiło go prawa do obrony.
Cała procedura, od wezwania po wydanie wyroku, została przeprowadzona z naruszeniem podstawowych standardów procesowych.
Orzeczenie wpisuje się w szerszy problem błędnych doręczeń i ich destrukcyjnych skutków. Sprawę tę wielokrotnie podnosił zarówno Rzecznik Praw Obywatelskich, jak i eksperci prawni. SN już wcześniej wskazywał, że wezwania pod nieaktualny lub nieprawidłowy adres nie mogą stanowić podstawy do wydania wyroku, nawet zaocznego, ponieważ rażąco naruszają prawo do rzetelnego procesu.
Co dalej? Sprawa wraca po sześciu latach
Po uchyleniu wyroku sprawa wróciła do Sądu Rejonowego, który będzie musiał przeprowadzić ją od nowa. Tym razem proces odbędzie się z zachowaniem zasad prawidłowego zawiadomienia i w obecności oskarżonego.
To także sygnał dla wymiaru sprawiedliwości, że automatyczne uznawanie awiz za dowód doręczenia, bez sprawdzenia poprawności adresu, może prowadzić do poważnych naruszeń praw obywatelskich.
Źródło: bip.brpo.gov.pl
-
Średnio o 170 zł więcej na koncie seniorów. ZUS przelicza emerytury
-
Politolog wyjaśnia decyzję PiS. „Uznał, że nie jest jeszcze gotowy”












