Premier Polski w ostatnim czasie wielokrotnie ostrzegał przed zagrożeniem ze strony Rosji. Dla przykładu w czwartek 17 września wygłosił w Sejmie przemówienie w związku z atakami przy granicy z Ukrainą. – W planie rosyjskim – w ocenie wywiadów – są także hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę. O tych możliwościach wspominano już od dłuższego czasu. Dzisiaj te informacje są bardzo spójne i niestety przekonujące. Rosja najprawdopodobniej będzie nadal trzymała się tej strategii, której byliśmy świadkami, a nawet ofiarami w czasie nocy dronów. Czyli te potencjalne możliwe uderzenia będą miały charakter „przypadkowy” tak, aby paraliżować albo przynajmniej osłabiać motywację państw NATO do stosowania przepisów w przypadku agresji na któryś z krajów członkowskich – mówił Donald Tusk. Jak dodał, „według wszystkich źródeł właśnie późna jesień i zima będą najbardziej krytycznym momentem w dotychczasowej wojnie rosyjsko-ukraińskiej”.
Według ustaleń Onetu niezgoda Pałacu Prezydenckiego ma dotyczyć właśnie tego, jak rząd komunikuje potencjalne zagrożenia ze strony Rosji. Jak czytamy, w gabinecie Nawrockiego ma panować przekonanie, że premier próbuje przesadnie straszyć społeczeństwo, wygłasza alarmistyczne oświadczenia, by wywołać tzw. efekt flagi, czyli skupiania się wyborców wokół władzy w obliczu zagrożenia. Według Onetu w Pałacu chcieliby, by rząd pokazywał więcej spokoju i stawiał akcent przede wszystkim na odporność państwa.
Czy raport CIA istnieje?
W parze z tym przekonaniem poszła retoryka, jakoby raport CIA, który od szefa agencji Johna Ratcliffe’a miał dostać Donald Tusk, również miał być narzędziem w ręku rządowych spindoktorów, by pokazać wyborcom powagę i bliskość zagrożenia ze strony Rosji. Jednocześnie miał udowodnić, że to nie chwalący się kontaktem z Donaldem Trumpem prezydent, ale szef rządu ma dostęp do najpilniej strzeżonych tajemnic Amerykanów.
Marcin Przydacz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP, tak komentował to we wpisie na X: „Nie było żadnego tajnego raportu CIA na biurku. Wymyślone kłamstwo, żeby zelektryzować opinię publiczną i przyszpanować. Paski naiwnych mediów grzały dwa dni. Nikt nie sprawdził, nikt nie zweryfikował. Kto mu uwierzy, gdy rzeczywiście coś się będzie miało wydarzyć?”.
Katarzyna Lubnauer (KO): – Cały czas Nawrocki szuka powodu, żeby wytłumaczyć się, czemu zawetował SAFE. Dlatego bagatelizuje zagrożenie. Gdy Donald Tusk dowiedział się, co jest w raportach CIA, to teraz Nawrocki nie chce się przyznać do tego, że Amerykanie nie dzielą się z nim tą wiedzą, że jest bezsilny, jeśli chodzi o kontakt z amerykańskim wywiadem. Prezydent dostaje dokładnie te same materiały, co członkowie rządu – zwraca uwagę.
– Jeśli pałac bagatelizuje zagrożenie ze strony Putina i oczekuje, że my będziemy głaskać Putina po główce, to wystarczy, że oni to robią – mówi mi w Sejmie Marek Sawicki z PSL. I ironizuje: – Nie ma żadnego sporu. Mamy harmonijną współpracę prezydenta i rządu od roku z groszem.
Rzecznik PiS: Sytuacja rozgrywana politycznie przez rząd Donalda Tuska
– To, że Donald Tusk i jego rząd wykorzystują to zagrożenie, żeby lansować swoją siłę i zachęcać obywateli do poparcia Platformy, jest oczywiste – twierdzi Marek Kuchciński, były marszałek Sejmu za rządów PiS.
Wtóruje mu Bartosz Kownacki, wiceminister obrony w rządzie Zjednoczonej Prawicy: – Tusk przesadza. Proszę zobaczyć, co robił prezydent Zełenski, kiedy władze Ukrainy wiedziały już o tym, że będzie wojna. Nie straszył, nie wprowadzał paniki, tylko przygotowywał się do tego zagrożenia. W Polsce jest odwrotnie. Premier Tusk wprowadza panikę. Równocześnie mamy setki podpaleń, setki ataków cybernetycznych, naruszenia infrastruktury kolejowej. I w tych wszystkich wypadkach, jak już przychodzi do konkretów, to rząd jest bezradny. Jest dużo w tej sferze słów i gestów, za to czynów niewiele – dodaje.
Gdy dopytuję go, czy to jednak nie właściwe działanie, gdy premier zwołuje pilne posiedzenie po tym, jak Rosjanie trafiają w pociąg kilka kilometrów od polskiej granicy, odpiera: – Informować tak, ale nie siać paniki. Syreny alarmowe wyją nie wiadomo kiedy. Czasami wyją, gdy nie ma zagrożenia, czasem nie sygnalizują, gdy to zagrożenie jest. Mamy dezorganizację systemu bezpieczeństwa – twierdzi.
Przedstawiciele rządu, z którymi rozmawiam, mówią mi, że doświadczenie ostatnich tygodni nauczyło ich, że lepiej alarmować za często niż za rzadko. Uważają, że o zagrożeniu trzeba mówić już wtedy, gdy rakieta jest kilkaset kilometrów od polskiej granicy, a nie tuż za nią, bo wtedy jest zwyczajnie za późno.
– Szybkość przemieszczania się dronów odrzutowych i rakiet manewrujących jest tak duża, że trudno nie stosować alertu, nawet jeśli jest na wyrost. Jeśli (dron – red.) będzie tuż przy polskiej granicy, to po prostu nie zdążymy. Wiem, że dla mieszkańców województw lubelskiego i podkarpackiego to trudne dni – mówi minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.
Bartosz Kownacki widzi to inaczej. – Wolałbym mieć poczucie, że jesteśmy dobrze przygotowani. Że mamy odpowiednio wyposażone siły zbrojne, że mamy na przykład odpowiednią ilość pocisków do baterii Patriot, zamiast oddawać je Ukrainie – mówi wiceminister obrony w rządzie Zjednoczonej Prawicy.
– Tylko że Ukrainie one już się dawno skończyły – kontruję.
– Koszula bliższa ciału to dla mnie Polska. Chcę, żeby Polska była bezpieczna. Dobrze robili minister Błaszczak czy nawet minister Kosiniak-Kamysz, gdy przekazywali Ukrainie sprzęt niższej jakości, który i tak ma być usuwany z polskiej armii. Ale w momencie, kiedy oddajemy srebro narodowe za nic, to mogę nie czuć się bezpiecznie. I wtedy takie informacje o pociskach spadających na dwa kilometry od naszej granicy są przerażające. Bo ten pocisk równie dobrze mógł spaść w Polsce i polskie siły zbrojne by nie zareagowały. One nie są w stanie zareagować albo, jak już reagują, to strzelają z najdroższych pocisków do czasem nieuzbrojonych obiektów latających – przekonuje Kownacki.
Rzecznik PiS Rafał Bochenek: – Ta sytuacja jest rozgrywana politycznie przez rząd Donalda Tuska. Próbuje odwracać uwagę od tego, co najistotniejsze i tworzy wrażenie, jakby za moment miała wybuchnąć wojna. Ja nie twierdzę, że nie ma zagrożenia ze strony Rosji. Natomiast te tony alarmistyczne, w które uderza Tusk, są mocno na wyrost. Robi to tylko po to, by stworzyć efekt flagi, aby ludzie skupili się wokół rządu – uważa polityk.
„Lekceważą poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski i całego NATO”
Marcin Bosacki, który współtworzy kierunki polskiej polityki zagranicznej, na pytanie, czy obóz prezydencki i PiS lekceważą zagrożenie ze strony Rosji, odpowiada: – Tak. Uważam, że wielu polityków PiS-u i wielu polityków z Kancelarii Prezydenta – celowo mówię „polityków”, bo oni nie zachowują się jak urzędnicy państwowi, tylko jak politycy, w imię jakichś doraźnych zysków politycznych, na które liczą – lekceważy poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski i całego NATO – ocenia.
– Wojna hybrydowa trwa na wielu polach. Jeżeli dla PiS-u to jest bajka, to nie mają tam ludzi, którzy umieliby analizować rzeczywiste zagrożenie ze strony Rosji – komentuje dla nas z kolei Krzysztof Gawkowski, wicepremier i minister cyfryzacji.
Szefowie najbardziej zainteresowanych sprawą resortów podtrzymują, że z ich strony jest duża wola współpracy z Pałacem Prezydenckim. W czwartek 17 września minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak spotkał się z szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartoszem Grodeckim. Przedstawił mu raport ze swojej wrześniowej wizyty w Waszyngtonie, gdzie spotkał się z kluczowymi przedstawicielami amerykańskiego wywiadu, w tym z Ratcliffem oraz wiceszefem Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego (ODNI) Aaronem Lukasem. Ten sam raport dostał wcześniej premier.
– Minister Grodecki poinformował prezydenta. My spotykamy się co kilka tygodni. Jest atmosfera rzetelnej współpracy w sprawach bezpieczeństwa. Ze strony rządu jest poczucie powagi sytuacji, w jakiej się znajdujemy – uważa minister Siemoniak.
Ponadto w piątek (18 września) Kosiniak-Kamysz spotkał się z prezydentem i szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesławem Kukułą. Jak przekazał podczas konferencji w Sejmie Kosiniak-Kamysz, w trakcie spotkania pojawił się temat raportu CIA, ale nie był on przedmiotem sporu.
– Wszystko, co trzeba, zostało omówione w trakcie dzisiejszego spotkania. Jest bardzo dobra wymiana informacji – powiedział w piątek szef MON. Jego zdaniem nie warto psuć tej współpracy wypowiedziami, takimi jak ta autorstwa Przydacza: – Nie warto tego burzyć, warto to pielęgnować – dodaje.













