-
Aleksandar Vučić zrezygnował z funkcji prezydenta i rozpisał przyspieszone wybory parlamentarne, dążąc do objęcia stanowiska premiera Serbii.
-
O władzę w Serbii rywalizują głównie Serbska Partia Postępowa oraz Lista Studencka, ruch polityczny powstały po katastrofie budowlanej na dworcu w Nowym Sadzie.
-
Przedwyborcze sondaże wskazywały na niewielką przewagę Listy Studenckiej nad SNS, a wynik głosowania wpłynie na pozycję Serbii wobec Unii Europejskiej, Rosji oraz Chin.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Interia z Belgradu relacjonuje wybory w Serbii. Na miejscu są nasi korespondenci – Jakub Krzywiecki i Wiktor Kazanecki.
Miłośnicy uchwał krajobrazowych, ustalających przestrzenny ład, byliby wstrząśnięci, spacerując w niedzielę po Belgradzie. Parlamentarna kampania wylała się na ulice stolicy Serbii, do tego w dość agresywnej formie. Także w dniu wyborów ten potop ani nie zamierza spłynąć.
Wystarczą godzina-dwie i odnajdziemy właściwie wszystko, co najbardziej irytuje w Polsce podczas walki o poparcie obywateli. Co więcej, mam wrażenie, że u ujścia Sawy do Dunaju podniesione jest to do sześcianu względem nadwiślańskich „tradycji”.
Serbia wybiera. Aleksandar Vučić chce nadal rządzić
O władzę w Serbii walczą przede wszystkim dwa stronnictwa: Serbska Partia Postępowa (SNS), której liderem de facto jest Aleksandar Vučić, oraz Lista Studencka – Studenci Wygrywają – ruch powstały na bazie protestów przetaczających się przez kraj od niemal dwóch lat, po katastrofie budowlanej na dworcu w Nowym Sadzie.
Vučić niedawno ustąpił z funkcji prezydenta Serbii i zarządził przyspieszone o rok wybory do Zgromadzenia Narodowego, by uzyskać (a właściwie odzyskać po prawie dekadzie) fotel premiera. W ten sposób chciałby utrzymać władzę mimo społecznych niepokojów, bo jego druga kadencja głowy państwa musiałaby być ostatnią.

I w Belgradzie widać jak na tacy, jakich metod się ima, aby dopiąć swego. Przechodnie widzą gigantycznego Vučicia na froncie budynku blisko Nowego Pałacu, czyli siedziby serbskiego prezydenta. Wyświetla się tam na zmianę ze swoim „konkurentem” z innej listy wyborczej, ale przede wszystkim kolegą z rządzącego obozu – Ivicą Dačiciem.
Belgrad tonie w wyborczej kampanii. Nie brakuje brudnych zagrywek
Zdecydowana większość innych świetlnych agitek czy billboardów również promuje SNS, które startuje z listy numer 1. Partia władzy rozlokowała ich wiele obok siebie, w licznych punktach Belgradu. Na nich często pojawia się sam Vučić, w pozie męża stanu, obiecując „lepszą Serbię każdego dnia” i „zjednoczone” państwo.

Do tego drugiego hasła odnoszą się także inne plakaty SNS – ukazujące dłonie w geście porozumienia, z nałożonymi na nie konturami Serbii. Co istotne, w granicach ujęte jest Kosowo, które jednostronnie niecałe 19 lat temu ogłosiło niepodległość, a czego Belgrad nie zaakceptował, nadal traktując te ziemie jako autonomiczną, zbuntowaną prowincję.

Lista Studencka też wywiesiła billboardy, lecz jest ich ewidentnie mniej. Ba, w ich przypadku doszło do bardzo nieczystej zagrywki ze strony zwolenników władzy, ponieważ gros z nich „ozdobiono” napisami oskarżającymi główną siłę opozycji o zdradę Serbii, a niekiedy posądzającymi o to również zwolenników listy z numerem 3.

Studenci, którzy przed wyborami spotykali się z aktami fizycznej agresji oraz niszczeniem ich kampanijnych materiałów, ratują się więc przede wszystkim wlepkami. Obsiadły one belgradzką architekturę – są na murach, słupach, sygnalizatorach, poręczach, kioskach i stojących przy nich lodówkach z napojami czy wnętrzach pojazdów komunikacji miejskiej.

Wybory w Serbii. Nawet „rzeźnik Bośni” stał się orężem
W kampanii pojawia się również wątek wojny w Jugosławii z lat 90. – a dokładniej, jak rywalizujące strony oceniają jej uczestników. Poparcia Liście Studenckiej publicznie udzielili weterani tego konfliktu, zwolennicy obozu Vučicia natomiast zarzucają opozycji, że dla niej generał Ratko Mladić to zbrodniarz wojenny – i to powód, by na nią nie głosować.

Przypomnijmy: Mladicia nazywanego „rzeźnikiem Bośni” uznaje się za odpowiedzialnego za dokonanie masakry w Srebrenicy na muzułmańskich chłopcach i mężczyznach, jak również przeprowadzenie oblężenia Sarajewa. Został skazany przez międzynarodowy trybunał, zmarł w tym roku. W Serbii pod rządami Vučicia pożegnano go z honorami.
Emocje w Belgradzie udzielają się także podczas codziennej rutyny. Na przykład – przechodziłem przez jedno z ważniejszych skrzyżowań, gdzie wisi sporych rozmiarów plakat promujący Dačicia i jego listę numer 2. Z naprzeciwka biegł trenujący mężczyzna i gdy zobaczył wizerunek akolity Vučicia, bez cienia zawahania pokazał mu środkowy palec.

Co dalej z Serbią? Trwają kluczowe wybory parlamentarne
Pomijając takie incydenty, w serbskiej stolicy podczas głosowania panuje względny spokój.
Co jakiś czas ulicami przejeżdżają policyjne kolumny, a okolice Nowego Pałacu są odcięte od reszty miasta przez służby. Gorąco może zrobić się jednak wieczorem, po ogłoszeniu wstępnych wyników.

Przedwyborcze sondaże wskazywały niewielką przewagę Listy Studenckiej nad SNS. Spodziewać się można wysokiej frekwencji, gdyż przed lokalami wyborczymi w Belgradzie widziałem bardzo długie kolejki. Wynik głosowania przesądzi nie tylko o dalszych losach Vučicia oraz protestujących, ale i o pozycji Serbii wobec Unii Europejskiej, Rosji czy Chin.
Z Belgradu Wiktor Kazanecki, Interia













