
Sprawa dotyczy śmierci 34-letniego Bartosza S., do której doszło 6 sierpnia 2021 r. w Lubinie na Dolnym Śląsku po interwencji policji. Z opublikowanych niedługo po zdarzeniu relacji ratownika wynikało, że zgon pokrzywdzonego stwierdzono już na ul. Traugutta, czyli w miejscu interwencji, i z tego powodu zespół pogotowia nie podejmował żadnych czynności resuscytacyjnych. Policja z kolei utrzymywała, że w chwili, kiedy funkcjonariusze przekazywali 34-latka pod opiekę ratowników, zachowane były jego funkcje życiowe.
Śledztwo w sprawie śmierci 34-latka
Sprawą przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez policjantów oraz nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny zajmowała się Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Jej rzecznik prok. Paweł Jasiak poinformował w czwartek, że interweniujący na miejscu Stefania S. i Paweł P. z pogotowia w Legnicy ocenili stan Bartosza S. na podstawie zbyt małej ilości danych. Swoje wnioski wyciągnęli wyłącznie z badania fizykalnego oraz informacji uzyskanych od funkcjonariuszy policji.
– Po przeniesieniu do ambulansu stwierdzili brak funkcji życiowych pokrzywdzonego i przetransportowali go do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Lubinie, gdzie stwierdzono zgon mężczyzny – wyjaśnił.
Zaznaczył, że biegli z zakresu medycyny ratunkowej uznali postępowanie załogi karetki za nieprawidłowe. Ratownicy nie użyli defibrylatora, żeby potwierdzić zatrzymanie krążenia, nie podjęli akcji ratunkowej i nie rozpoczęli resuscytacji. W opinii dodano też, że dokumentacja medyczna nie odzwierciedla tego, jak w rzeczywistości przebiegała interwencja.
Stefania S., jako kierowniczka zespołu, zdecydowała o rezygnacji z tych działań i kazała przewieźć pokrzywdzonego na SOR. Z kolei Paweł P., choć widział błędy swojej przełożonej, nie zareagował. – Ratownicy medyczni mieli obowiązek ratować pacjenta w stanie nagłego zagrożenia zdrowia, zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i należytą starannością. To na Stefanii S., jako kierującej akcją, spoczywał obowiązek podejmowania decyzji, które zapewniłyby mężczyźnie właściwą pomoc – podkreślił prok. Jasiak.
Takie zachowanie, według prokuratury, naraziło pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Zakwalifikowano je jako czyn z art. 160 par. 1 i 2 kodeksu karnego, zagrożony karą do pięciu lat więzienia. Proces będzie toczył się przed Sądem Rejonowym w Lubinie.
W toku śledztwa rozważany jest też wątek funkcjonariuszy policji. Został on wyłączony do odrębnego rozpoznania i w tym zakresie nie zapadły jeszcze decyzje.
34-latek był pod wpływem narkotyków
Początek zdarzenia miał miejsce, gdy policję wezwała matka 34-latka, twierdząc, że syn zachowuje się agresywnie i jest pod wpływem narkotyków. Policjanci wezwali na miejsce posiłki oraz karetkę pogotowia; obezwładnili mężczyznę, używając kajdanek i chwytów obezwładniających.
Film z interwencji na ul. Traugutta trafił później do internetu. Na kilkuminutowym nagraniu widać, jak policjanci próbują obezwładnić mężczyznę, m.in. przyciskając go do ziemi. Ten próbuje się wyrywać, krzyczy i wzywa pomocy. W pewnym momencie traci przytomność.
Prokuratura Rejonowa w Lubinie wszczęła śledztwo pod kątem przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji oraz nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonego; na wniosek Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu, aby uniknąć zarzutu braku bezstronności, śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Jeszcze w 2021 r. łódzka prokuratura opublikowała opinię biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, którzy zbadali materiał pobrany ze zwłok zmarłego Bartosza S. Badanie wykazało obecność metamfetaminy i amfetaminy w stężeniach toksycznych. Zdaniem biegłych mogły one spowodować zaburzenia rytmu serca; również takie, które prowadzą do zaburzenia krążenia i zgonu. Ponadto w materiale stwierdzono obecność wielu leków psychotropowych.

