
Pan Paweł poczuł się źle w pracy. Jego kolega widział, jak ten trzymał się ręką za podbrzusze z lewej strony, zasłabł na korytarzu.
– Posadziłem go na krześle, ale po twarzy było widać, że ma silny ból. Za chwilę pojawiły się wymioty – relacjonuje. Symptomy były na tyle poważne, że mężczyzna nie był w stanie nawet usiedzieć prosto. Tego samego dnia Paweł trafił na SOR Zagłębiowskiego Centrum Onkologii w Dąbrowie Górniczej.
Pacjent zmarł, dyrekcja szpitala odmówiła spotkania z dziennikarzem
Jego ojciec, Jan Hoffman, 15 lipca odebrał SMS od syna, że przebywa na SOR i robią mu badania. Niedługo potem dowiedział się, że wypuścili go do domu, stan się poprawił.
Następnego dnia, 16 lipca, przyszła kolejna wiadomość. Paweł znów czuł się źle. Był już w kolejnej placówce – Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Sosnowcu, gdzie ostatecznie zmarł.
Leszek Dawidowicz, reporter programu „Państwo w Państwie”, przyjechał do Zagłębiowskiego Centrum Onkologii, żeby dowiedzieć się, dlaczego zamiast poważnych problemów kardiologicznych zdiagnozowano u Pawła Hoffmana zatrucie zupką chińską. Dyrekcja szpitala odmówiła spotkania. Kierująca placówką była „zajęta”. Zaskoczony rzecznik przyjął ekipę telewizyjną, ale niechętnie udzielał odpowiedzi przed kamerą.
Na pytanie, dlaczego pacjent, u którego w przeszłości zdiagnozowano problemy z krążeniem, nie był diagnozowany kardiologicznie, odpowiedź była ta sama: tajemnica medyczna.
– Za zgon tego pacjenta odpowiedzialni są lekarze SOR obydwu szpitali. Pacjent już przy pierwszym pobycie, po krótkiej diagnostyce, powinien zostać przekazany do ośrodka naczyniowego. I być może dzisiaj szczęśliwie nie rozmawialibyśmy w tej sprawie – mówi lek. med. Ryszard Frankowicz, ekspert ds. zdarzeń medycznych.
Kardiologa wezwano. Tyle że – jak wynika z dokumentacji – konsultacja odbyła się na 15 minut przed oficjalnym stwierdzeniem zgonu. W 45. minucie reanimacji.
Frankowicz, który zapoznał się z aktami sprawy, jest bezlitosny w ocenie.
– Wypisanie pacjenta z przekonaniem, że to jest jakiś drobny incydent jelitowy, troszeczkę się kłóci z późniejszym jego trafieniem kolejnego dnia na SOR, gdzie obserwowany był aż ponad 30 godzin. Z sekcji wynika, że miał rozległą zmianę w łuku aorty. Nie jest możliwe, aby ona na wykonanym radiogramie nie była widoczna – tłumaczy ekspert.
-
Tragiczny atak funkcjonariusza SOP na rodzinę. Ujawniają nowe informacje
-
Tragiczny finał zabawy w hotelu. Nie żyje 37-latek, wdowa oskarża personel
„Cały czas mi go brakuje”
Rzecznik praw pacjenta, po wszczęciu postępowania wyjaśniającego, stwierdził, że świadczenia udzielone Pawłowi Hoffmanowi nie zostały udzielone zgodnie z należną starannością i wiedzą medyczną. Jan Hoffman, ojciec Pawła, nie może pogodzić się ze stratą syna.
– Cały czas mi go brakuje. Całymi dniami i nocami myślę o nim. Przykra sprawa. Nikomu tego nie życzę – mówi.
Michał Łukasik, zastępca prokuratora rejonowego z Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Północ, poinformował, że po zgromadzeniu całego materiału dowodowego zostanie powołany zespół biegłych, który oceni, czy doszło do błędu diagnostycznego lub błędu w sztuce.
Czy lekarze, którzy przez 30 godzin nie byli w stanie pomóc umierającemu mężczyźnie, poniosą konsekwencje? Czy rodzina 47-letniego mężczyzny doczeka się sprawiedliwości?
Więcej w niedzielnym odcinku programu „Państwo w Państwie” o 19:30 w Polsat News, w którym Przemysław Talkowski porozmawia z zaproszonymi do studia gośćmi, starając się udzielić odpowiedzi na te oraz inne pytania. W programie również cały reportaż Leszka Dawidowicza o tej sprawie.












