Sprzedają luksusowe sauny, wzięła się za nich prokuratura. Zajęty majątek wart 2 mln zł

Sprawę firmy ze Słubic, produkującej i sprzedającej sauny ogrodowe pod marką Dreamofwood nagłośniliśmy w lipcu ubiegłego roku w Gazeta.pl. Właścicielami spółki, do której obecnie należy ta marka, są małżonkowie Dominika i Rafał W. Prezeską jest Dominika W. Rozmawialiśmy wtedy z grupą byłych pracowników (biurowych i fizycznych), którzy twierdzili, że nie otrzymali zaległych wypłat. W niektórych wypadkach sumy sięgały kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. – Schemat działania tej firmy jest następujący: zatrudnia się kogoś i ciśnie na jak największe efekty. A potem pracownik słyszy, że pieniądze będą, ale później. Wynagrodzenie jest oddalane w czasie pod pretekstem „przejściowych” trudności finansowych – mówił jeden z naszych rozmówców. 


Zobacz wideo

Prezesi wielkich firm, w tym big techów, są bezkarni

– Usłyszałam, że na pewno zapłacą, ale mają opóźnienia. Mówili, że problemy wynikają z targów w Niemczech, które sporo ich kosztowały. Ostatniego dnia pracy wręczyli mi nawet kwiaty, powiedzieli, że są otwarci na współpracę w przyszłości, że wszystko uregulują. Wierzyłam tym ludziom – opowiadała nam inna osoba. – Zaległej pensji mi nie wypłacono. Łącznie to ok. 12,5 tys. zł za czerwiec i lipiec. Poszedłem do sądu pracy, sąd nakazał wypłatę wynagrodzenia. Sprawa trafiła do komornika. Po miesiącu usłyszałem, że nie jest w stanie ściągnąć tych pieniędzy – relacjonował kolejny z naszych rozmówców.

W lutym ubiegłego roku Sąd Rejonowy w Słubicach orzekł wobec Dominiki W. karę 2,2 tys. zł grzywny. Potwierdzono jednoznacznie, że w spółce zarządzanej przez kobietę doszło w 2024 r. do niewypłacania wynagrodzeń w przypadku kilkunastu pracowników. „Nieterminowe wypłaty wynagrodzeń” stwierdzał też Okręgowy Inspektorat Pracy w Zielonej Górze. 

Dreamofwood. „Cały czas zbierali zamówienia”

Na firmę skarżyli się również klienci. Niektórzy z nich, mimo wpłacanych wysokich zaliczek, nie dostali zamówionych saun albo okazały się wadliwe. Warto wspomnieć, że ceny takich produktów wahały się od kilkudziesięciu do nawet kilkuset tysięcy złotych.

– Cały czas zbierali zamówienia. W pewnym momencie saun było zamówionych na dwa miesiące, dziesiątki zamówień. Było wiadomo, że to na trzy zakłady, że to nie na taką firmę. Odnosiłem wrażenie, jakby to było zupełnie nieprzemyślane, niepoliczone, jakby nikt nie kontrolował kosztów – mówił nam były pracownik.

O niezadowolonych klientach pisała także w ubiegłym roku w obszernym tekście „Gazeta Lubuska”, która rozmawiała z kilkoma z nich. – 2 maja minął rok odkąd nie mam ani mojego zamówienia, ani moich pieniędzy – skarżyła się gazecie jedna z rozmówczyń. 

Dreamofwood. Są zarzuty dla Dominiki i Rafała W. 

Już w połowie ubiegłego roku Prokuratura Rejonowa w Słubicach miała odnotowane 15 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia oszustw na łączną kwotę ponad 860 tys. zł. Były też trzy zawiadomienia od byłych pracowników dotyczące „naruszenia ich praw pracowniczych”. W kolejnych miesiącach wpływały następne. 

Jak ustalił portal Gazeta.pl, pod koniec stycznia Dominice i Rafałowi W. zostały postawione zarzuty dotyczące popełnienia szeregu przestępstw z art. 286 kodeksu karnego (oszustwo). Małżeństwo W. miało też, według prokuratury, złamać przepisy ustawy o rachunkowości i naruszyć prawa pracownicze. Dominika i Rafał W. nie przyznali się do winy, odmówili składania wyjaśnień. 

Prokuratura zastosowała wobec Dominiki i Rafała W. poręczenie majątkowe po 10 tys. zł, a także dozór policji. Zabezpieczono też majątek wart łącznie ok. 2 mln zł, bo tyle miały wynosić straty zgłoszone przez pokrzywdzonych. Jak usłyszeliśmy w Prokuraturze Rejonowej w Słubicach, sprawa jest w toku i w dalszym ciągu gromadzone są dowody. Śledczy apelują do ewentualnych innych pokrzywdzonych o zgłaszanie się.

„Działamy w interesie kontrahentów i klientów”

W lipcu ubiegłego roku zwróciliśmy się do Dominiki i Rafała W. z prośbą o komentarz (pisemny lub telefoniczny). Na naszą prośbę zareagował Rafał W., oczekując wyłącznie osobistego przyjazdu dziennikarza Gazeta.pl do siedziby firmy w Słubicach. Jak stwierdził, tylko rozmowa „twarzą w twarz” pozwoli nam zrozumieć pełen kontekst całej sytuacji i umożliwi zapoznanie się z dokumentami. Powtórzyliśmy, że niezmiennie jesteśmy gotowi przyjąć oświadczenie pisemne, a także odbyć rejestrowaną rozmowę telefoniczną lub wideokonferencję z właścicielami spółki.

Ostatecznie otrzymaliśmy podpisane przez Rafała W. oświadczenie, w którym stwierdził, że „wobec pojawiających się w przestrzeni publicznej nieprawdziwych, szkalujących i potencjalnie inspirowanych treści, Spółka – działając zgodnie z obowiązującym prawem – złożyła zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa”.

Jak przekazał nam wtedy w e-mailu, postępowanie „prowadzone jest m.in. w oparciu o przepisy: ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, kodeksu karnego oraz ustawy o ochronie danych osobowych i tajemnicy przedsiębiorstwa”. W rzeczywistości nie ma ustawy o ochronie danych osobowych i tajemnicy przedsiębiorstwa, jest jedynie ustawa o ochronie danych osobowych. 

„Do momentu zakończenia czynności przez odpowiednie organy, Spółka – respektując zarówno obowiązek ochrony interesu prawnego, jak i obowiązujące przepisy – nie jest uprawniona do przekazywania publicznie szczegółowych informacji dotyczących osób trzecich, relacji handlowych czy rozliczeń” – czytamy.

„Spółka nie uchyla się od wyjaśnień, lecz – jako strona pokrzywdzona – działa zgodnie z obowiązującymi procedurami i w interesie swoich obecnych kontrahentów, klientów oraz reputacji firmy” – podkreślał w ubiegłym roku Rafał W.

Udział