
Wszystko to, co zobaczyłeś w internecie to prawda. To zawsze inni dają się oszukać. Przelewają nieznajomym pieniądze, piszą do nieistniejących dziewczyn i wysyłają sobie zmyślone cytaty. Ty nie jesteś zagrożony. Jesteś czujny, a w dodatku posługujesz się smartfonem lepiej niż twoi rodzice.
Merytorycznie też jesteś przygotowany, bo oglądałeś kiedyś shortsa o dezinformacji.
Problem polega na tym, że w wirtualnej ruletce przegrywają głównie ci, którzy nie wiedzą, że w ogóle są w kasynie.
W sieci krążą ostatnio zdjęcia premier Włoch w bieliźnie. Dobre zdjęcia. Twoje też mogą krążyć. Nie masz takich? Giorgia Meloni też nie. Odniosła się przecież do tych fejków. Skąd tylko mamy wiedzieć, czy to naprawdę była ona? W zasadzie obydwie Meloni są wirtualne. Nikt z nas nie miał okazji osobiście jej zagadać w tym temacie.
Myślisz: przecież tylko najwięksi frajerzy mogli się na to nabrać. Wszyscy tak myślimy. Problem w tym, że za każdym razem nie zgadzają się z nami liczby. Miliony ludzi lajkowało i komentowało te zdjęcia. Udostępnienia rosły i zabawa trwała w najlepsze. Kogo interesowałyby prawda, skoro odpowiedzialność jest żadna, a zasięgi można monetyzować. To nie jest wypadek przy pracy, czyjś błąd czy nawet przejściowe problemy z systemem. To jest model biznesowy. Józef Mackiewicz pisał, że ciekawa jest tylko prawda. Na płaszczyźnie filozoficznej zdanie ma wciąż pewną wartość, ale… wynikowo jest nie do obrony.
Ostatnie lata były dla klasycznych mediów bolesną lekcją. Wiele ich przywar zostało brutalnie obnażonych: elitaryzm, zachowania stadne… czy po prostu zwykłe zadęcie. Czasem w grę wchodziła cenzura czy próba myślenia za swoich odbiorców. Chciałbym, żeby ten etap media miały już za sobą. Ostra krytyka, którą przyniosły ostatnie lata, jest najlepszą rzeczą, jaka mogła się mediom przydarzyć. O ile oczywiście wyciągają z tego wnioski.
Bo klasyczne media miały i grzechy, które trzeba było rozliczyć. Wszystko to stało się wręcz rytualne, a one same stały się wygodnym chłopcem do bicia. Wystarczy dodać słowo „mainstremowe” i każda teoria nabiera rumieńców. Jako naczelny Interii i Polsat News jestem każdego dnia oskarżany o ukrywanie czegoś przed społeczeństwem. Każdego dnia zaglądam na nasze strony i oglądam telewizję i widzę, że oskarżenia te są wyssane z palca. Fakty nie przeszkadzają jednak wirtualnemu tłumowi w multiplikowaniu kolejnych kłamstw.
Przy czym warto zaznaczyć jedno: nam też zdarza się pomylić, czy poinformować o czymś za późno. Problem polega na tym, że z obiektywizmu rozliczają nas ci, którzy żyją z powielania manipulacji. I my swoje niedociągnięcia natychmiast poprawiamy, a oni żyją z powielania kłamstw. Bo jedno to zrobić błąd i wziąć za niego odpowiedzialność, a drugie to stworzyć system, który czerpie zyski z dezinformowania czytelników. My też chcemy robić zasięgi, to oczywiste, że nasi autorzy chcą dotrzeć do jak największej grupy odbiorców, ale nie będziemy tego robić za wszelką cenę. Nigdy nie zrezygnujemy z dążenia do prawdy. Nie postawimy na kłamstwo, choć dziś to ono dobrze się klika. Zależy nam na zasięgach, ale nie za wszelką cenę. Jesteśmy dziennikarzami i uważamy, że nasza praca nigdy nie była tak potrzebna, jak teraz.
Zagrożenia związane z dezinformacją łatwo zlekceważyć. Najprościej stwierdzić, że ten problem dotyczy kogoś innego.
W mojej ulubionej piosence Kultu „Oni chcą ciebie” Kazik śpiewa: „uważaj na nich, to nie są głupcy”. Dziś nie wiemy, kto wysyła fałszywe informacje: znani politycy, nasi sąsiedzi czy Rosjanie. Wszystko jednak wskazuje na to, że nie są to głupcy, gdyż cały świat gra w ich grę. Czasem z prozaicznym przyczyn: żaden odbiorca nie znajdzie tyle czasu, by weryfikować każdą informacje w mediach społecznościowych. Każdy jednak podejmuje decyzje o tym, co czyta i podaje dalej.
Drogi Czytelniku Interii: bez Ciebie prawda nie ma żadnych szans. Jako społeczeństwo nauczyliśmy się dbać o środowisko, zdrowie czy własne ciało. Zadbajmy o to, jakie informacje tworzą nasz świat. Nam możesz zaufać.













