
Według organizacji broniących praw imigrantów ofiarą jest 26-letni obywatel Kolumbii. Informację o strzelaninie jako pierwszy podał na Facebooku przewodniczący izby niższej stanowego parlamentu Maine, Ryan Fecteau, pisząc, że w poniedziałek 13 lipca rano w Biddeford doszło do strzelaniny z udziałem ICE, w której zginęła jedna osoba. Biuro Prokuratora Generalnego Maine Aarona Freya poinformowało w komunikacie, że „prowadzi dochodzenie w sprawie użycia śmiertelnej siły, do którego doszło rano w Biddeford z udziałem federalnych organów ścigania. W dochodzeniu pomagają policja z Biddeford, Saco oraz policja stanowa stanu Maine, a także władze federalne”.
Informację o udziale agentów ICE w zdarzeniu potwierdził także senator ze stanu Maine Angus King, którego wypowiedź cytuje CBS News. Jak przekazał polityk podczas konferencji, „mężczyzna, któremu nakazano opuszczenie Stanów Zjednoczonych, został w poniedziałek zastrzelony w swoim samochodzie w stanie Maine przez funkcjonariusza ICE” – czytamy na portalu.
Maine. Strzelanina z udziałem agentów ICE
Świadkowie relacjonowali „Press Herald”, że najpierw usłyszeli odgłosy przypominające fajerwerki. Jeden z mieszkańców opisał, że z okna zobaczył SUV-a próbującego staranować małe białe auto na skrzyżowaniu. Chwilę później funkcjonariusze w kamizelkach zatrzymali pojazd i wyciągnęli z niego kierowcę, który miał krwawić. Według relacji mężczyzna miał po pewnej chwili przestać poruszać nogami, leżąc na ziemi. Inny świadek, cytowany przez lokalny „Biddeford Gazette”, naliczył co najmniej cztery strzały.
Jak przekazuje Biuro Prokuratora Generalnego Maine, „tożsamość mężczyzny (który poniósł śmierć – red.) nie zostanie ujawniona do czasu pozytywnej identyfikacji i powiadomienia członków rodziny”. W oświadczeniu zapewniono także, że funkcjonariusz, który brał udział w zdarzeniu, zostanie odsunięty od pracy, „zgodnie ze standardową procedurą” stosowaną w przypadku strzelanin z udziałem służb.
Krótko po strzelaninie w Biddeford – liczącym ponad 21 tysięcy mieszkańców mieście położonym niedaleko Portland – zaczęły gromadzić się tłumy protestujących.
Rosnąca liczba ofiar działań ICE
Jak wyliczył dziennik „The Guardian”, jeśli potwierdzi się, że to funkcjonariusze federalni zabili mężczyznę w Maine, byłaby to jedenasta osoba zastrzelona przez ICE od czasu objęcia władzy przez Donalda Trumpa w jego drugiej kadencji.
Strzelanina w Maine byłaby także już drugą w ciągu kilku dni śmiertelną interwencją funkcjonariuszy imigracyjnych. W ubiegły wtorek (7 lipca) w Houston w Teksasie zastrzelony został 52-letni Meksykanin Lorenzo Salgado Araujo, mieszkający w USA od 35 lat. W chwili zdarzenia wiózł ekipę pracowników na plac budowy. Departament Bezpieczeństwa Krajowego przekazał, że mężczyzna zignorował polecenia funkcjonariuszy i staranował jednego z nich swoim samochodem, a agent miał otworzyć ogień w obronie własnej.
Sprawa wywołała gwałtowną reakcję polityczną – burmistrz Nowego Jorku Zohran Mamdani napisał na X, że rodzina Salgado Araujo dowiedziała się o jego śmierci z nagrania wideo, zanim ktokolwiek z władz zjawił się pod ich drzwiami. Mamdani ponownie zaapelował o likwidację ICE. W środę wieczorem ulicami Houston przeszły setki demonstrantów.
Osobnym, jeszcze poważniejszym problemem, są zgony w ośrodkach detencyjnych ICE. Według raportu Human Rights Watch i Physicians for Human Rights opublikowanego w czerwcu, w ciągu pierwszych 500 dni drugiej kadencji Trumpa w areszcie ICE miały umrzeć 52 osoby – to najwyższy wskaźnik śmiertelności w tego typu ośrodkach od ponad dekady, ponad dwukrotnie wyższy niż za administracji Joe Bidena.
Głośnym echem odbiła się też w styczniu sprawa 5-letniego Liama Conejo Ramosa z Minnesoty, zatrzymanego wraz z ojcem przez agentów ICE na podjeździe własnego domu i przewiezionego do ośrodka detencyjnego w Teksasie. Zdjęcie chłopca w czapce z uszami królika i plecaku ze Spider-Manem, otoczonego przez funkcjonariuszy, wywołało falę oburzenia w całym kraju.

