
-
Na świecie wytwarza się coraz więcej śmieci, a do 2050 roku ich ilość wzrośnie o około 50 proc., przy czym setki milionów ton pozostaną źle zagospodarowane.
-
Najwięcej śmieci produkuje region Azji Wschodniej i Pacyfiku, a odpady są często spalane na otwartym powietrzu, co prowadzi do emisji toksyn i problemów zdrowotnych.
-
Odpady są znaczącym źródłem emisji metanu, a globalny koszt gospodarki odpadami przekroczył już 250 mld dolarów rocznie i będzie dalej rosnąć.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Świat produkuje coraz więcej śmieci i coraz słabiej nadąża z ich odbiorem, sortowaniem i bezpiecznym zagospodarowaniem. Najnowsze dane z raportu Banku Światowego What a Waste 3.0 pokazują, że w 2022 r. globalnie wytworzono 2,56 mld ton odpadów komunalnych, a do 2050 r. liczba ta wzrośnie do 3,86 mld ton. To wzrost o około 50 proc.
Na pierwszy rzut oka można znaleźć tu odrobinę optymizmu. Udział źle zarządzanych odpadów ma spaść z około 30 do 20 proc. Problem w tym, że procenty łatwo mylą. W liczbach bezwzględnych skala katastrofy prawie się nie zmienia. Ilość źle zagospodarowanych odpadów ma utrzymać się w okolicach 760 mln ton rocznie.
To oznacza, że nawet za ćwierć wieku ogromne ilości śmieci nadal będą porzucane, spalane na otwartym powietrzu albo pozostawiane bez żadnej kontroli. I właśnie to jest sednem problemu.
Ile śmieci produkuje świat i gdzie problem jest największy
Bank Światowy zebrał najnowsze publicznie dostępne dane dla 217 krajów i gospodarek oraz 262 miast. Z tego obrazu wynika, że poprawa systemów odpadowych w części państw jest po prostu zjadana przez wzrost ilości odpadów.
Najwięcej śmieci wytwarza dziś region Azji Wschodniej i Pacyfiku, który odpowiada za 33 proc. globalnej masy odpadów. Kraje o wysokich dochodach, choć stanowią tylko 16 proc. światowej populacji, odpowiadają za 29 proc. światowych odpadów. Z kolei kraje o niskich dochodach produkują tylko 4 proc. globalnej masy, ale to właśnie tam systemy odbioru i bezpiecznego zagospodarowania działają najsłabiej.
Różnice widać szczególnie wyraźnie przy samym odbiorze śmieci. W krajach bogatych zbieranych jest praktycznie wszystko. W krajach o niskich dochodach formalny system odbiera średnio tylko 28 proc. odpadów. Reszta zostaje tam, gdzie została wyrzucona.
Według autorów artykułu oznacza to, że około 2 mld ludzi na świecie nie ma dostępu do regularnego odbioru odpadów. Jeśli śmieci nie zabiera miasto, ludzie próbują radzić sobie sami.
Najgorszy scenariusz? Otwarty ogień
W wielu miejscach świata odpady nie trafiają do sortowni ani na kontrolowane składowiska. Trafiają do przydrożnego dołu, na nielegalne wysypisko albo do ognia.
To właśnie otwarte spalanie jest jednym z najbardziej niedocenianych problemów związanych ze śmieciami. Mieszane odpady, zawierające resztki organiczne, plastik, papier i różne odpady syntetyczne, spalają się w niskiej i niestabilnej temperaturze. Efekt to nie „pozbywanie się śmieci”, tylko emisja toksycznej mieszanki zanieczyszczeń. A to oznacza większe ryzyko chorób, gorszą jakość powietrza i dodatkowe skażenie gleby oraz wody.
Globalnie tylko 21 proc. odpadów trafia do odzysku materiałowego, czyli do recyklingu, kompostowania albo fermentacji beztlenowej. Tymczasem 30 proc. światowych odpadów jest nadal porzucanych lub w ogóle nieodbieranych.
Śmieci to nie tylko plastik. Najwięcej jest resztek jedzenia
W debacie publicznej problem odpadów najczęściej kojarzy się z plastikiem. I słusznie, bo to on najczęściej trafia do rzek i oceanów. Ale z globalnego punktu widzenia najważniejszą frakcją wciąż są odpady organiczne. Według raportu Banku Światowego żywność i odpady zielone stanowią największą część odpadów komunalnych na świecie, odpowiadając za około 38 proc. całości. W krajach o niskich dochodach ten udział jest jeszcze większy i sięga 52 proc.
Odpady organiczne pozostawione bez kontroli emitują metan, czyli gaz cieplarniany znacznie silniejszy od dwutlenku węgla w krótszym horyzoncie czasowym. Z tego powodu śmieci są nie tylko problemem sanitarnym i urbanistycznym, ale też klimatycznym.
Raport szacuje, że w 2022 r. gospodarka odpadami odpowiadała globalnie za około 1,28 mld ton ekwiwalentu CO2, z czego zdecydowaną większość stanowił właśnie metan. Jeśli nic się nie zmieni, do 2050 r. emisje z tego sektora wzrosną do 1,84 mld ton CO2e.
Powód, dla którego problem trwa od dekad, jest brutalnie prosty: usuwanie śmieci kosztuje. W krajach o niskich dochodach to co najmniej 40-45 dolarów za tonę, w krajach o średnich dochodach około 70-80 dolarów, a w krajach bogatych koszty mogą przekraczać 200 dolarów za tonę.

W praktyce oznacza to, że wiele państw po prostu nie inwestuje tyle, ile trzeba. Bank Światowy szacuje, że aby zapewnić podstawowy, powszechny system odbioru i bezpiecznego zarządzania odpadami, kraje o niskich dochodach musiałyby przeznaczać na ten cel nawet blisko 0,8 proc. PKB, a kraje o średnich dochodach około 0,3-0,5 proc. PKB. Tymczasem rzeczywiste wydatki są zazwyczaj znacznie niższe.
Efekt jest łatwy do przewidzenia: śmieci nie są odbierane regularnie, brakuje infrastruktury, a ludzie i samorządy przesuwają koszt problemu gdzie indziej.
Nie oszczędzamy. Po prostu płacimy gdzie indziej
Jeśli odpady nie trafiają do sprawnego systemu, koszt i tak wraca. Tyle że nie w budżecie komunalnym, lecz w postaci chorób, smogu, skażonych rzek, zalewanych ulic, niższej wartości gruntów, strat w turystyce, rybołówstwie czy rolnictwie.
Świat nie tyle oszczędza na gospodarce odpadami, ile przerzuca koszt na zdrowie publiczne, środowisko i przyszłe pokolenia. To trafne ujęcie. Bo jeśli co roku setki milionów ton śmieci pozostają poza systemem, to rachunek i tak przychodzi. Tyle że później, drożej i zwykle do tych, którzy najmniej mogą się przed nim bronić.
Raport Banku Światowego szacuje, że globalny koszt gospodarki odpadami przekroczył już 250 mld dolarów rocznie, a przy obecnym kursie do 2050 r. wzrośnie do 426 mld dolarów rocznie. To już nie jest kwestia estetyki miasta ani „segregacji dla ambitnych”. To jeden z podstawowych testów tego, czy współczesne państwa są jeszcze w stanie utrzymać elementarną infrastrukturę cywilizacyjną. A problem ze śmieciami to problem globalny, który nie ogranicza się tylko do regionu, w którym śmieci powstały czy tego, do którego zostały „podrzucone”.












