
Pierwszomajowe deklaracje są w polskiej polityce gatunkiem wymagającym ostrożnej interpretacji – łatwo je składać i równie łatwo o nich zapominać.
Tegoroczne Święto Pracy przypada jednak w momencie szczególnym: koalicji 15 października pozostało nieco ponad 18 miesięcy do końca kadencji, a lista nierozliczonych zobowiązań wobec pracujących jest dłuższa, niż sugerowałby optymizm wielu polityków, z Agnieszką Dziemianowicz-Bąk na czele.
Podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego nowelizacja wzmacniająca PIP zamknęła pierwszy, najbardziej widoczny etap sporu o cywilizowanie polskiego rynku pracy.
Jednak bez realnego dofinansowania inspekcji w przyszłorocznym budżecie oraz odbudowy 74 wydziałów pracy w sądach rejonowych, zlikwidowanych w 2011 roku przez rząd Donalda Tuska, nawet ta reforma pozostanie raczej deklaracją niż skutecznym narzędziem. Tymczasem przed rządem stoją jeszcze trudniejsze zadania.
Pierwszym z nich jest projekt emerytur stażowych – 35 lat pracy dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn – od dłuższego czasu zalegający w Sejmie. Nie jest to spór techniczny, lecz pytanie o to, czyją pracę państwo uznaje za szczególnie ważną i wartą docenienia.
Dziś beneficjentem systemu nie jest pracownik fizyczny po 40 latach pracy, lecz raczej osoba dysponująca kapitałem, elastyczną formą zatrudnienia i możliwością optymalizacji podatkowej.
Bez korekty tej asymetrii koalicja, w której skład wchodzi formacja używająca w nazwie słowa „lewica”, będzie miała coraz większy problem z wyjaśnieniem, dlaczego nadal posługuje się pracowniczymi hasłami w swoim programie wyborczym.
2. Absurdalny system podatkowy
Drugim, znacznie poważniejszym wyzwaniem jest system podatkowy. Średnio zarabiający etatowiec wpada dziś w drugi próg podatkowy, podczas gdy największe banki w 2025 roku zaksięgowały blisko 49 miliardów złotych zysku i szykują się do bicia kolejnych rekordów.
Pielęgniarka czy nauczyciel często płacą wyższą efektywną stawkę niż osoba prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą, wystawiająca faktury jednej firmie i wliczająca w koszty samochód, laptop czy wyjścia do restauracji.
To nie jest błąd systemu, lecz jego wewnętrzna logika – ukształtowana w ostatnich dwóch dekadach i konsekwentnie chroniona przez kolejne ekipy rządowe.
Zapowiedź Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, że w najbliższych tygodniach przedstawi założenia reformy na rzecz sprawiedliwych podatków, wpisuje się w szerszy europejski trend powrotu do progresji.
Pytania, na które rząd wciąż nie odpowiada, są jednak bardzo konkretne: gdzie jest podatek od „big techów”, gdzie realne opodatkowanie nadzwyczajnych zysków banków, gdzie podatek katastralny w sytuacji, w której fundusze hurtowo wykupują mieszkania, a młodych Polek i Polaków nie stać na własne lokum?
Tak długo, jak utrzymywane są równolegle dopłaty do jachtów, opowiadanie pracownikom handlu i przemysłu o równym wysiłku składkowym pozostaje politycznie niewiarygodne.
3. Praca platformowa: termin 2 grudnia 2026 roku
Trzecim zadaniem – w dużej mierze odziedziczonym z Brukseli – jest wdrożenie dyrektywy o pracy platformowej. Polska musi zrobić to do 2 grudnia 2026 roku.
Zmiana przewiduje domniemanie stosunku pracy w gospodarce platformowej oraz obowiązek przejrzystości zarządzania algorytmicznego.
Dla setek tysięcy kurierów, kierowców i pracowników gospodarki na żądanie – a coraz częściej także dla zatrudnionych w sektorze IT i firmach technologicznych – może to być jedna z najpoważniejszych zmian na rynku pracy od czasu transformacji.
Doświadczenie reformy PIP pokazało, że premier Donald Tusk zbyt często traktuje regulacje rynku pracy jako koszt polityczny, a nie jako narzędzie modernizacji państwa.
W przypadku dyrektywy platformowej taka postawa może jednak zakończyć się nie tylko sporem koalicyjnym, lecz także konfliktem z Komisją Europejską i wymiernymi karami finansowymi. Cywilizowanie rynku pracy nie jest już opcją. Jest obowiązkiem – podobnie jak w przypadku ustawowego wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy.
Czwartym problemem – wciąż lekceważonym przez debatę głównego nurtu – jest sztuczna inteligencja. Międzynarodowa Organizacja Pracy ostrzega, że generatywna AI może sprawić, iż część zawodów po prostu zniknie, generując strukturalne bezrobocie skoncentrowane między innymi w usługach i administracji.
Pierwszymi cichymi ofiarami tej rewolucji są najmłodsi pracownicy. To właśnie im AI w pierwszej kolejności odbiera zadania wykonywane dotąd na stanowiskach juniorskich – w bankowości, obsłudze klienta, pracy biurowej czy sektorze nowych technologii.
Pięć minut do północy
Każdy z tych czterech obszarów rozstrzygnie się w ciągu nieco ponad roku – w warunkach prezydentury niesprzyjającej ambitnym projektom rządowym oraz w koalicji, w której PSL i część KO traktują regulacje pracownicze jako zagrożenie dla „wolności gospodarczej”.
Tegoroczne Święto Pracy jest więc datą bardziej diagnostyczną niż ceremonialną. Reforma PIP pokazała, że koalicja potrafi przeprowadzić zmianę propracowniczą wbrew oporowi części własnego zaplecza.
Otwarte pozostaje pytanie, czy zechce pójść dalej – w sprawach trudniejszych, politycznie kosztowniejszych i pozbawionych natychmiastowego efektu medialnego.

