
-
Szop pracz jest uznawany w Europie za gatunek inwazyjny, a debata nad kontrolą jego populacji pozostaje złożona i wielowątkowa.
-
Obecność szopa w Europie wynika głównie z działalności człowieka, w tym hodowli futrzarskich, celowych introdukcji i ucieczek z ferm, szczególnie w Niemczech i innych krajach Europy Środkowej.
-
W dyskusji dotyczącej zarządzania populacją szopa pojawiają się różne poglądy, m.in. odstrzał, ochrona siedlisk oraz alternatywne metody, jednak nie ma jednolitego stanowiska wśród naukowców ani decydentów.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Szopy czują się jak u siebie w każdym krajobrazie. Dobrze odnajdują się na skalistych klifach, w gęstych lasach, na obszarach wodnych, na polach uprawnych, ugorach i w miastach. Jeśli już się gdzieś zadomowią, trudno się ich pozbyć. Problem w tym, że w Europie już się zadomowiły.
Czy polowania na szopa pracza są skuteczne? W Niemczech są już ich ponad 2 mln
Część leśników czy myśliwych uważa, że konieczne jest zdecydowane ograniczanie populacji szopów poprzez odstrzał. Przyrodnicy zaś stoją na stanowisku, że większe znaczenie dla zachowania rodzimych gatunków ma ochrona i odbudowa siedlisk niż masowe polowania, bo całkowite pozbycie się szopów ze środowiska Europy jest już niemożliwe.
Ich obecność w Europie jest bez wątpienia skutkiem działalności człowieka. Gatunek pochodzi z Ameryki Północnej i już na początku XX w. był sprowadzany do Europy na potrzeby przemysłu futrzarskiego lub dla „wzbogacania” środowisk. Fermy hodowlane powstawały m.in. w Niemczech, Rosji i krajach Europy Środkowej. To właśnie hodowla zwierząt na futra stworzyła warunki do późniejszych ucieczek oraz celowych introdukcji.
W Niemczech za symboliczny początek ekspansji gatunku uznaje się dwa wydarzenia. W 1934 r. kilka osobników wypuszczono w okolicach jeziora Edersee w Hesji z myślą o „wzbogaceniu” łowisk. Drugim ważnym źródłem populacji była ucieczka ok. 25 szopów z fermy futrzarskiej w Brandenburgii pod koniec II wojny światowej. Obecnie szacuje się, że w Niemczech żyją ponad dwa miliony szopów praczy, a gatunek zasiedlił praktycznie cały kraj.
Niedawne badania prowadzone w ramach projektu ZOWIAC (Zoonotische und wildtierökologische Auswirkungen invasiver Carnivoren) pokazują, że największe zagęszczenie szopów występuje obecnie w północnej Hesji oraz północno-wschodniej Brandenburgii, gdzie populacje osiągnęły względną stabilność.
Na południowym zachodzie Niemiec gatunek nadal intensywnie zwiększa swój zasięg. „Dalsze rozprzestrzenianie się szopa w Europie jest wysoce prawdopodobne – modele rozmieszczenia wskazują na przyszłe rozprzestrzenianie się aż do granic wiecznej zmarzliny” – przewiduje ZOWIAC.
Duże kontrowersje, zarówno w Polsce, jak i w Niemczech budzi wpływ szopów praczy na rodzimą faunę. Gatunek stanowi poważne zagrożenie dla wielu chronionych zwierząt. Szopy są bowiem wszystkożernymi i bardzo sprawnymi wspinaczami, dlatego łatwo rabują gniazda ptaków, penetrują budki lęgowe oraz polują na płazy, gady i nietoperze. W niektórych lokalizacjach obserwowano znaczną presję drapieżniczą na kolonie lęgowe ptaków oraz stanowiska rzadkich płazów, np. żółwi.
W erze globalizacji i stale rosnącej gęstości populacji i zaludnienia, gatunki inwazyjne i zagęszczenia populacji zyskują coraz większe znaczenie również w miastach
Wpływ szopów na przyrodę nie jest wszędzie taki sam
Jednocześnie niektórzy badacze zwracają uwagę, że wpływ szopa pracza nie jest jednakowy we wszystkich regionach. Analizy diety pokazują, że zwierzęta są tzw. oportunistami pokarmowymi – większość ich pożywienia stanowią bezkręgowce i pokarm roślinny, natomiast kręgowce stanowią jedynie część jadłospisu.
O skali zagrożenia decydują przede wszystkim lokalne warunki środowiskowe oraz stan siedlisk, a nie sama obecność gatunku – podaje niemiecka organizacja NABU. Jej eksperci nie negują, że szopy mogą lokalnie zagrażać szczególnie wrażliwym gatunkom ptaków czy płazów, jednak uważają, że skuteczniejszym rozwiązaniem jest ochrona cennych siedlisk, zabezpieczanie miejsc lęgowych oraz prowadzenie działań tam, gdzie rzeczywiście dochodzi do szkód zamiast prowadzenia powszechnego odstrzału.
Alternatywą dla odstrzału ma być np. pilotażowy program realizowany w Kassel, zakładający odławianie, sterylizację i ponowne wypuszczanie zwierząt. Rozwiązanie to wzbudza jednak wątpliwości prawne. Władze federalne analizują obecnie, czy taka forma postępowania jest zgodna z obowiązującymi regulacjami UE.
Norki, szopy i jenoty w Europie. Co zrobić z inwazyjnymi zwierzętami?
Polskie środowisko naukowe też nie prezentuje jednolitego stanowiska ws. szopów. Część specjalistów zajmujących się ochroną przyrody wskazuje, że jako gatunek znajdujący się na unijnej liście gatunków inwazyjnych szop pracz powinien być konsekwentnie eliminowany wszędzie tam, gdzie zagraża rodzimym gatunkom.
Inni badacze zauważają jednak, że po osiągnięciu wysokiej liczebności, całkowite usunięcie populacji jest praktycznie niemożliwe i niezwykle kosztowne. Szopy mogą otrzymać dożywotnie schronienie w specjalnych ośrodkach, z których nigdy nie wyjdą na wolność – o ile nie znajdą drogi ucieczki.
Szop to niejedyne takie inwazyjne zwierzę w Europie. Podobnie rozprzestrzeniły się inne gatunki ssaków, np. norki amerykańskie czy jenoty, które także uciekały z ferm lub zostały introdukowane w celach myśliwskich.
Przedstawiciele branży futrzarskiej twierdzą, że współczesne fermy stosują znacznie bardziej rygorystyczne zabezpieczenia niż kilkadziesiąt lat temu, a obecne populacje dziko żyjących zwierząt są przede wszystkim następstwem historycznych wydarzeń sprzed wielu dekad. Odpowiedzialność hodowców za wprowadzenie tych gatunków do europejskich ekosystemów pozostaje jednak bezsporna.

