
-
Pożar w kurorcie Crans-Montana w Szwajcarii został wywołany przez zimne ognie na butelkach szampana niesione przez kelnerów.
-
W wyniku tragedii kilkadziesiąt osób zginęło, a około 100 zostało rannych; na miejscu była straż pożarna i policja.
-
Świadkowie opisują chaos oraz brak drzwi ewakuacyjnych i porównują sytuację do tragedii w rumuńskim klubie” Colectiv”.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Zgodnie z relacjami świadków, „jedna kelnerka stała na ramionach drugiego kelnera„, niosąc butelki szampana z zimnymi ogniami i trzymając je zaledwie kilka centymetrów od sufitu.
– Gdy zapalił się sufit, w ciągu około dziesięciu sekund cały klub nocny stanął w płomieniach – powiedziała jedna z osób obecnych na miejscu, wskazując, że następnie wszyscy wybiegli z kurortu z krzykiem.
Świadkowie zdarzenia, cytowani przez francuską telewizję BFM, wskazali, ze w chwili zdarzenia w lokalu przebywało co najmniej 200 osób. Jak dodali, straż pożarna i policjanci przybyli na miejsce w przeciągu „kilku minut”.
Pożar w szwajcarskim kurorcie. Kelnerki niosły butelki szampana z zimnymi ogniami
Rumuński portal Digi24 poinformował natomiast, że eksplozja w „La Constellation” w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana rozlegała się przez 20 sekund, potem zaś wybuchł ogień.
Świadek katastrofy opisał, że gdy wszedł do środka, przystąpił do ratowania ludzi, ostatecznie pomagając kilkudziesięciu osobom. – Było ich tak dużo. Wiele osób starało się pomóc. Wszyscy byli przerażeni – powiedział, wskazując, że zdarzenie przypominało mu rumuński dramat sprzed dekady.
– To było jak w „Colectiv” (klubie w Bukareszcie, w którym w 2015 roku wybuchł pożar podczas koncertu. Zginęły 64 osoby, 190 odniosło obrażenia – red.). Ludzie tratowali się nawzajem, żeby wydostać się z ognia. Nie było drzwi ewakuacyjnych, które umożliwiłyby ludziom ucieczkę. Tłoczyli się i tratowali – opisał.
Eksplozja w szwajcarskim kurorcie. „Płonęli żywcem”
Sprawę opisał także szwajcarski dziennik „Blick”. Dziennikarze dotarli do świadka, który twierdzi, że ludzie „płonęli żywcem” i ocenił, że ewakuacja wyglądała jak „ucieczka z piekła”.
Jak poinformowała prokurator generalna regionu Beatrice Pilloud, z powodu eksplozji w kurorcie narciarskim zginęło 47 osób, a około 100 zostało rannych. Agencja Reutera poinformowała z kolei, że za zaginionych uznaje się 16 Włochów, którzy zniknęli po tym, jak w obiekcie pojawił się ogień.
Kolejny obywatel Włoch został przetransportowany do szpitala, gdzie przebywa pod opieką medyków. Włoski minister spraw zagranicznych Antonio Tajani skomentował, że „ma nadzieję”, że nie pojawi się informacja o większej liczbie poszkodowanych obywateli tego kraju, jednak „nie można niczego wykluczyć”.
Tragedia w Szwajcarii. Kilkadziesiąt osób nie żyje, setka rannych
Do sprawy odniósł się także rzecznik polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór, który poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych, że „Ambasada RP w Bernie pozostaje w kontakcie z lokalnymi służbami„. Chodzi zarówno o policję oraz ratowników medycznych, jak i placówki konsularne innych państw.
Jak zaznaczył, na tę chwilę polski resort nie posiada informacji, aby wśród poszkodowanych byli obywatele Polski. „Sytuacja jest monitorowana na bieżąco” – zapewnił Wewiór.
Źródła: BFM, Digi24, Blick, Reuters











