Załamuje się niemiecki eksport do Chin, kraju uważanego do niedawna za jeden z głównych rynków zbytu dla przemysłu z Niemiec. Z danych opublikowanych w sierpniu tego roku wynika, że w pierwszej połowie 2026 r. Chińczycy zmniejszyli eksport z Niemiec o ponad 12 proc. Za to ich eksport do najbogatszego kraju Unii wzrósł o prawie 9 proc. Komisja Europejska próbuje zwalczać tę dysproporcję, wskazując głównie na niedozwolone w Unii wsparcie państwa chińskiego dla biznesu. Tyle że chińskie subsydia to niejedyny problem.


Europa dostaje od chińskiej, ale przecież także od amerykańskiej konkurencji lanie z powodu własnej polityki klimatycznej. Wprowadzana uporczywie i energicznie dekarbonizacja europejskiej bazy przemysłowej nie tylko nie poprawia jej konkurencyjności, ale także nie przyczynia się do ograniczenia globalnej emisji CO2.


Mechanizm jest dosyć prosty: wbrew temu, co twierdzą apostołowie zeroemisyjności i obrońcy systemu opłat za emisję zanieczyszczeń ETS, działania UE nie usuwają istoty problemu. Unia po prostu eksportuje emisję poza swoje granice.

Choroba Europy


Z danych Eurostatu wynika, że między 2006 a 2024 r. konsumpcja energii w UE spadła aż o 20 proc. Ma to być koronny dowód na sukcesy w ograniczaniu emisji CO2, wspierane przez oszczędne, rozważne gospodarowanie energią w Europie. Coś w tym na pewno jest.


Nie sposób jednak nie zauważyć, że ten dwudziestoprocentowy spadek konsumpcji energii przypada na okres, w którym drastycznie rozjechały się wskaźniki ekonomiczne USA i UE.

Udział