
-
Tajlandia zbombardowała cele w Kambodży, co oznacza zerwanie kruchego rozejmu wspieranego wcześniej przez Donalda Trumpa.
-
Konflikt dotyczy głównie sporu o kontrolę nad świątynią Preah Vihear. Nasilają go wzajemne oskarżenia o prowokacje na granicy.
-
Obie strony eskalują działania – Tajlandia deklaruje chęć unicestwienia militarnego potencjału Kambodży, a napięcie wpływa na bezpieczeństwo mieszkańców i turystów.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Według tajlandzkich władz to Kambodża zaatakowała pierwsza. Nie do końca jasne, jest w jaki sposób. Władze w Bangkoku podały, że co najmniej jeden żołnierz zginął a kilku zostało rannych. I w odpowiedzi na to Tajlandia poderwała własne myśliwce, które zniszczyły cele w Kambodży. Kambodżański rząd poinformował, że zginęło co najmniej czworo cywilów, a celem ataków były nie tylko obiekty wojskowe.
Tajlandia-Kambodża. Walka o świątynie
Obydwa kraje walczą jednak nie o połacie ziemi, ale dostęp do… świątyń. Głównie do liczącej ponad 900 lat świątyni Preah Vihear. Ta wznosi się na 525-metrowym klifie w kambodżańskich górach Dangrek. Zbudowana za czasów Imperium Khmerów jest miejscem kultu nie tylko dla Kambodżan, ale także dla ich tajskich sąsiadów.
Przyćmione popularnością Angkor Wat miejsce dla Kambodży ma ogromne znaczenie, ale wejście do świątyni znajduje się od strony Tajlandii. Ponad pół wieku temu Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że świątynia należy do Kambodży. Ponad dekadę temu walki podsyciło… UNESCO, wpisując zabytek na Listę Światowego Dziedzictwa jako obiekt należący do Kambodży.

Tajlandia i Kambodża ponownie znalazły się na krawędzi wojny. W ciągu pięciu lipcowych dni tego roku, kiedy konflikt odżył na nowo, sytuacja niebezpiecznie zmierzała w stronę regularnej wymiany ognia. Obydwa kraje wzajemnie wydaliły ambasadorów państwa drugiego, zerwały kanały bieżącej komunikacji i poleciły swoim obywatelom opuszczenie terytorium przeciwnika.
Nie padały jednak deklaracje, które padły dzisiaj. Szef sztabu tajlandzkiej armii generał Chaiyapruek Duangprapat ogłosił, że operacja militarna przeciwko Kambodży nie zakończy się do czasu „sparaliżowania potencjału militarnego” tego kraju. Tak, aby „na długo” zneutralizować zagrożenie. Władze Tajlandii uznały incydenty na granicy za zagrożenie dla suwerenności i integralności terytorialnej Tajlandii.
To jednak walka Dawida z Goliatem
Walki sił zbrojnych Tajlandii przeciwko Kambodży będą jednak jak walka Dawida z Goliatem. Kambodża ma około 120 tys. czynnych żołnierzy. Tajlandia – trzykrotnie więcej, a także ponad czterokrotnie większy budżet na obronę.
Całe siły powietrzne Kambodży to 10 śmigłowców i 10 samolotów transportowych, podczas gdy Tajlandia – uznawana przez USA za ważnego sojusznika NATO – ma m.in.:
-
Black Hawki,
-
F-16
-
i Gripeny.
Tajlandzkie lotnictwo uznawane jest za jedno z najlepszych w Azji Południowo-Wschodniej.
Zestawienie potencjału militarnego obu państw nie pozostawia złudzeń. Wypowiedzi tajlandzkich generałów budzą niepokój, że tym razem walki nie skończą się na jednym tygodniu.
Tajlandia uderzyła w… chińskie rakiety
Jak podały władze w Bangkoku, poniedziałkowe naloty wymierzone były w kambodżańskie obiekty wojskowe. Te, w których znajdują się pociski balistyczne dalekiego zasięgu. Głównie sowieckiej produkcji, ale także i chińskie.
Celem ataku były zatem składy z amunicją z Chin. Tajlandia przekonuje, że ta miała zostać użyta do ostrzału jednego z lokalnych lotnisk a także szpitala po tajlandzkiej stronie granicy.
Tak twierdzą władze Tajlandii. Wcześniej nie sygnalizowały jednak takiego zagrożenia.
Z najnowszych doniesień wynika, że na granicę Kambodży z Tajlandią powróciła regularna wymiana ognia. Po stronie tajlandzkiej znów ewakuowano ponad 300 tys. osób.
W mediach społecznościowych widać sznury aut ciągnące drogami Tajlandii od granicy z Kambodżą. Na przygranicznych terenach słychać regularną wymianę ognia.
Tajlandzkie media informują jednak nie tylko o ataku na składy rakiet. Jak podaje „Bangkok Post”, zniszczono też budynek kasyna wykorzystywanego przez Kambodżę – zdaniem Tajlandii – jako centrum dowodzenia dronami.
Tak jak i wiosną tego roku, tak i teraz konflikt rozpalają wybuchy min. Granica tajlandzko-kambodżańska jest jedną z najbardziej zaminowanych na świecie. Tajlandia twierdzi, że kambodżańska armia pokłada nowe miny przeciwpiechotne. Kambodża – że tajlandzcy żołnierze zapuszczają się coraz bardziej w głąb spornego terytorium. Nie znając terenu.

Deklaracje obu stron konfliktu tym razem mają o wiele bardziej radykalną wojenną retorykę. Jeśli Tajlandia rzeczywiście zrealizuje zapowiedzi unicestwienia potencjału militarnego Kambodży, tej nie pozostanie nic innego jak się bronić. Lub prosić o pomoc.
Na razie z apelem o zwieszenie wymiany ognia wystąpiła przewodnicząca w tym roku pracom Stowarzyszenia Państw Azji Południowo-Wschodniej Malezja. W rozmowy poprzez kanały dyplomatyczne angażują się zarówno Chińczycy jak i Amerykanie. Którzy, jak wiadomo, mają niewiele wspólnych interesów.
Jeśli wybuchy na granicy Kambodży i Tajlandii nie ucichną, ciche mogą pozostać hotele, bary i restauracje w szczycie turystycznego sezonu w obu państwach. Bo choć główne kurorty położone są z dala od terenu walk, to wiele osób podróżujących w tym czasie z dziećmi dwukrotnie zastanowi się, czy święta chce spędzić w kraju, w którym toczą się walki zbrojne.
Z Seulu dla Interii Tomasz Sajewicz
-
Turystyczny kraj zmierza w stronę wojny. Niepokojące słowa premiera
-
Popularny wśród Polaków kraj na skraju wojny. Drastyczna eskalacja












