
Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: W niedzielę Węgrzy – po szesnastu latach nieprzerwanych rządów Fideszu na czele z premierem Viktorem Orbánem – mogą dokonać historycznej zmiany. Co panu podpowiada intuicja – przełom jest realny?
Lech Wałęsa: Na pewno duża część Węgrów by tego chciała. Boję się, że rządzący oszukają, zmanipulują te wybory i Orbán wygra.
Jednak opozycyjna TISZA Petera Magyara rośnie w siłę w sondażach i w niektórych badaniach znacznie wyprzedza Fidesz.
Liczą się fakty i zobaczy pani, że oni tak zakombinowują, że Fidesz dalej będzie rządził.
Czy dla Węgrów mają znaczenie dyplomatyczne gesty Donalda Trumpa, który ostatnio deklarował, że kocha Viktora Orbána czy też wizyta wiceprezydenta USA J.D. Vance’a w Budapeszcie?
Oczywiście, że mają znaczenie i to ogromne. Ale tylko dla tych, którzy się mniej interesują polityką i szanują Stany Zjednoczone w imię historycznych zasług.
Przy urnach wyborczych nie będzie to jednak miało wpływu na decyzję większości wyborców. Mało kto się nabierze na te amerykańskie gesty.













