
-
Andrewsarchus został odkryty na pustyni Gobi w 1923 roku przez Roya Chapmana Andrewsa podczas amerykańskiej wyprawy.
-
Jedyną znaną częścią tego zwierzęcia jest czaszka o długości 83 cm, co wskazuje na ogromne rozmiary drapieżnika, ale nie pozwala określić jego dokładnej budowy ciała.
-
W 1977 roku w Mongolii odnaleziono kolejne zęby, dzięki którym wyróżniono drugi gatunek – Andrewsarchus crassus; poza tym niewiele wiadomo o tym tajemniczym zwierzęciu.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Bestia nazwana Andrewsarchus znana jest jedynie z jednej czaszki odnalezionej przez Roya Chapmana Andrewsa w 1923 r., w czasie jego legendarnej wyprawy na pustynię Gobi na pograniczu Chin i Mongolii.
Legendarnej, gdyż to na bazie tej wyprawy powstała opowieść o Indianie Jonesie. W rzeczywistości był on paleontologiem i nazywał się Roy Chapman Andrews. Szukał skamieniałości, a nie artefaktów.
Ogromna bestia, której czaszkę znalazł w mongolskich piaskach, nazwana została Andrewsarchus na cześć Roya Chapmana Andrewsa, czyli de facto Indiany Jonesa.
Ta wyprawa miała miejsce w bardzo specyficznym okresie, gdy Mongolia przechodziła okres burzliwych zmian. Rok później, w 1924 r., miała się stać drugim drugim komunistycznym państwem po ZSRR.
Wtedy granice zostały zamknięte, ale amerykańska wyprawa Roya Chapmana Andrewsa zdołała jeszcze dotrzeć na Gobi i odkryć bestię, o jakiej świat nie słyszał.
Indiana Jones natrafił na ogromną czaszkę
Wielka czaszka drapieżnego zwierzęcia znajdowała się w pustynnym piasku Gobi i odszukał ją miejscowy przewodnik Kan Chuen-pao. Początkowo uważano, że to czaszka entelodona – czyli dawnego, wielkiego przodka świniowatych.
Z czasem okazało się, że to jednak coś innego i większego. Monstrualna czaszka mierzyła 83 cm długości. To więcej niż czaszka nosorożca białego i prawie tyle, co czaszka słonia afrykańskiego. Musiała należeć do ogromnego zwierzęcia, na dodatek drapieżnego, na co wskazywały zęby.
Nad znaleziskiem pochylił się doświadczony palelontolog Henry Osborn, legenda tej dziedziny nauki. To on nazwał tyranozaura i welociraptora. On także nazwał andrewzarcha, którego z braku reszty szkieletu porównał do znanego już drapieżnika z wczesnego kenozoiku, zwanego Mesonyx. To zwierzę wyewoluowało z kopytnych w kierunku drapieżnictwa i żyło ponad 50 mln lat temu, gdy współczesne grupy ssaków dopiero się formowały. Mesonyx był znacznie mniejszy od andrewzarcha, ale na podstawie podobieństwa czaszki Henry Osborn szacował wielkość nowej bestii. I wyszło mu, że to może być 3,82 metra długości.

To jednak tylko szacunki, a dzisiaj wiemy, że Mesonyx to kiepski trop. Żyjący znacznie później, bo 37 do 32 mln lat temu andrewzarch nie był jego krewnym. W zasadzie nie wiadomo, z kim był spokrewniony.
Łączono o z kopytnymi, ze świniowatymi, porównywano do wilków, niedźwiedzi. Od nich wszystkich andrewzarch był znacznie większy i niektórzy jego rozmiary powiększają do 4, 5, a nawet 6 metrów.
Rozmiary andrewzarcha są trudne do ustalenia
Gdybamy jednak. Dopóki mamy tylko tę jedną czaszkę sprzed stu lat, trudno cokolwiek powiedzieć o tym zwierzęciu, poza tym, że był drapieżnym olbrzymem o wielkiej paszczy i musiał znajdować się na szczycie łańcucha pokarmowego przed ponad 30 mln lat, zdolnym do polowania na wszystko, co się wtedy ruszało. Nie wiadomo jednak, jaką miał budowę ciała – lekką czy ciężką; nie wiadomo, jakie łapy, ogon, przyczepy mięśni. Nic.
Jedynie w 1977 r. udało się znaleźć w Mongolii kolejne zęby tego zwierzęcia, co pozwoliło wyodrębnić drugi gatunek olbrzyma – Andrewsarchus crassus, obok wcześniejszego Andrewsarchus mongoliensis. I to tyle.
Drapieżnik pozostał jednym z najbardziej tajemniczych zwierząt w dziejach, działającym mocno na wyobraźnię jako być może największy drapieżny ssak w dziejach.
Drapieżny, ale być może wszystkożerny albo padlinożerny. Możliwe, że olbrzymie rozmiary czyniły z niego pożeracza zwłok i to nawet wielkich, a nie klasycznego myśliwego. Gdyby ważył tonę albo i dwie, jak się czasem szacuje, trudno byłoby mu schwytać cokolwiek w dawnej Azji. To przecież więcej niż największe niedźwiedzie.

A ponieważ szczątki andrewzarcha znaleziono w miejscu, gdzie bez wątpienia kiedyś był brzeg morza, wysnuto wniosek, że zjadał to, co wyrzucił ocean. To jednak może także być mylące, gdyż mogliśmy mieć do czynienia z sytuacją incydentalną. Ot, drapieżnik akurat w chwili śmierci zawędrował na wybrzeże.
Zwierzę o czaszce trzy razy większej niż u wilka i większej niż u nosorożca, o wadze być może dwukrotnie większej niż u największych niedźwiedzi, istniało na Ziemi krótko. Zmiany zachodzące w Azji, np. po zderzeniu Indii z kontynentem i wypiętrzeniu Himalajów, musiały dokonać rewolucji w jego życiu. Może zmieniły krajobraz, ściągnęły mniejszą i zwinniejszą konkurencję. Andrewzarch musiał też być rzadki, zważywszy na to, że wciąż nie udało się znaleźć więcej szczątków.













