Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Kanclerz Niemiec Friedrich Merz, komentując historyczne zwycięstwo Alternatywy dla Niemiec (AfD) w niedzielnych wyborach w Saksonii-Anhalt, wyznał, że jest zszokowany. Ocenił, że to „największa porażka CDU od dekad”. Jednocześnie ostrzegł, że rosnąca dominacja AfD może doprowadzić do sytuacji, w której w Niemczech zabraknie ludzi do pracy – w restauracjach, szpitalach czy domach opieki. Czy to wizja jedynie rządzących i konkurentów AfD, czy również samych Niemców?
Piotr Buras: To bardzo niebezpieczna perspektywa dla całych Niemiec, a także dla Europy, gdyby AfD miała dalej rozbudowywać pozycję na scenie politycznej i w przyszłości sięgnąć po władzę. Na poziomie federalnym Niemcy zupełnie nie znajdują się jeszcze w tym punkcie, jednak Saksonia-Anhalt, w której najprawdopodobniej powstanie rząd mniejszościowy lub koalicyjny, stanie się dla AfD laboratorium pomysłów politycznych. Należy przygotować się na kontrowersyjne decyzje, zwłaszcza w kwestiach migracyjnych. Friedrich Merz ma tu pełną rację: lokalna gospodarka z pewnością na tym ucierpi. Z jednej strony część obecnych imigrantów obawia się tej polityki i planuje wyjazd z Saksonii-Anhalt, z drugiej – nowe zasady nie przyciągną kolejnych pracowników.
AfD ściągnie tam Niemców, którzy wcześniej opuścili ten land?
To mrzonki. Nie sądzę, by Niemcy nagle chcieli wracać do tego regionu. Tymczasem 50 tys. imigrantów, którzy przybyli tam w ostatnich latach, stanowi absolutny filar gospodarki. Rąk do pracy brakuje, społeczeństwo szybko się starzeje, a kilkadziesiąt tysięcy osób przeszło ostatnio na emeryturę.
Jednocześnie Niemcy borykają się z brakiem poczucia bezpieczeństwa.













