25 września 28-letnia pracownica instytutu badawczego w obwodzie irkuckim rozbiła probówkę zawierającą patogen dżumy płucnej. Jak podały rosyjskie media, cztery dni później kobieta została przyjęta do szpitala z objawami ciężkiego zapalenia płuc. Zmarła w nocy z 1 na 2 października. Po jej śmierci władze wprowadziły kwarantannę w kilku placówkach medycznych w regionie i objęły obserwacją medyczną około 200 osób, które miały z nią kontakt.
Donald Trump zaoferował Rosji pomoc. We wtorek (6 października) powiedział, że ma zaplanowaną rozmowę z Władimirem Putinem. Jak dodał, najprawdopodobniej w środę strona amerykańska będzie mogła przekazać więcej informacji w tej sprawie.
Rosja przekazuje zdawkowe informacje
We wtorek sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział, że informacje przekazane przez Moskwę są „wciąż dość ograniczone”.
– Zachęcamy Rosję do przejrzystości i przekazania światu większej ilości informacji, abyśmy wszyscy mogli odpowiednio i właściwie zareagować – zaapelował do Moskwy Rubio. – Być może nic tam się nie dzieje. Być może sprawa jest większa, niż sądziliśmy. Nie wiemy – dodał.
– Bardzo uważnie to monitorujemy, z godziny na godzinę – powiedział szef amerykańskiej dyplomacji. – Śledzi to wiele agencji, nie tylko w USA, ale również na arenie międzynarodowej – zaznaczył.
„WSJ”: USA ostrzegły Rosję
Jak napisał dziennik „Wall Street Journal”, USA ostrzegły Moskwę za pośrednictwem poufnej komunikacji dyplomatycznej, że nieujawnienie szczegółów dotyczących śmierci pracownicy laboratorium jest sprzeczne z jej międzynarodowymi zobowiązaniami w zakresie ochrony zdrowia.
Rosja przekazała USA niewiele informacji na temat incydentu, który wzbudził obawy, że choroba może rozprzestrzenić się w Rosji, a także przedostać się poza jej granice – twierdzą amerykańscy urzędnicy, cytowani przez gazetę.
Rzecznik Departamentu Stanu powiedział, że resort oficjalnie zwrócił się do rosyjskiego rządu o dodatkowe informacje oraz pozostaje w kontakcie z innymi państwami.
„WSJ” zaznaczył, że cztery dni po śmierci kobiety, zidentyfikowanej w lokalnych mediach jako Daria Szipiłowa, rosyjskie władze nadal nie ujawniły dokładnej przyczyny jej zgonu. Poinformowały jedynie, że zmarła na zapalenie płuc.
WHO uspokaja
Zgodnie z międzynarodowymi przepisami dotyczącymi zdrowia publicznego państwa są zobowiązane do powiadomienia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w ciągu 24 godzin o zdarzeniu, które może stać się zagrożeniem dla zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym. Porozumienie wymaga również od sygnatariuszy przekazywania zaktualizowanych danych, w tym wyników badań laboratoryjnych oraz informacji o działaniach podejmowanych w celu ograniczenia zagrożenia.
Moskwa przekazała WHO pewne informacje, jednak nadal nie odpowiedziała na podstawowe pytania dotyczące tego przypadku, w tym na pytanie, jakie badania zostały przeprowadzone.
WHO poinformowała we wtorek, że prowadzi konsultacje z rosyjskimi władzami. Według organizacji ryzyko związane z tym zdarzeniem jest niskie dla Rosji i bardzo niskie dla Europy.
Urzędnicy, na których powołuje się „WSJ”, twierdzą, że nie ma żadnych oznak, by przypadek z Rosji mógł doprowadzić do wybuchu epidemii o skali porównywalnej z pandemią COVID-19.
Dżuma jest ostrą chorobą zakaźną, która występuje w trzech głównych postaciach: dymieniczej, płucnej i septycznej. Ostatni przypadek tej choroby w Rosji został odnotowany w 2016 roku w Kraju Ałtajskim. W Mongolii wciąż występują ogniska dżumy – w 2023 roku zidentyfikowano ich 137 w 17 regionach kraju, w tym w pobliżu granicy z Rosją.
Współautor: Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)


