USA zaoferowały pomoc. Warunek był jasny: wygrać wybory parlamentarne w październiku. I Milei to zrobił

Milei to zjawisko ekonomiczne i polityczne. W historycznie dwupartyjnym systemie politycznym Argentyny, zdominowanym przez peronizm i radykalizm (z przerwami w okresach dyktatury), to absolutna nowość. – Bardzo trudno było wyłonić postaci spoza tego systemu – mówi Sebastián Mauro, profesor Uniwersytetu w Buenos Aires i badacz Narodowej Rady Badań Naukowych i Technicznych (CONICET), w rozmowie z Gazeta.pl.

Pierwszy był Mauricio Macri, były prezydent i twórca centroprawicowej Propozycji Republikańskiej (PRO). Macri miał jednak doświadczenie polityczne. Wcześniej przez dwie kadencje pełnił funkcję burmistrza stolicy, Buenos Aires. Jego rządy (2015-2019) zakończyły się fiaskiem. – Inflacja się podwoiła, PKB spadł, bezrobocie i ubóstwo wzrosły – dodaje Mauro.

Władza przeszła w ręce peronistów. Ale następca Macriego, Alberto Fernández, nie zdołał rozwiązać kryzysu gospodarczego. Sytuacja uległa pogorszeniu, wywołując rozczarowanie klasy robotniczej, z której pochodziła znaczna część głosów peronistów.

– Pandemia zaostrzyła wszystko – była bardzo ważnym katalizatorem – mówi Juan Bautista Lucca, profesor Uniwersytetu Narodowego w Rosario i badacz w CONICET, w rozmowie z Gazeta.pl. Obie partie poniosły porażkę i spotkały się z silnym odrzuceniem, ale nie było innych opcji – podkreśla Lucca.

W lipcu 2021 roku na scenę wszedł Javier Milei, znany z telewizji kontrowersyjny komentator ekonomiczny. Założył partię libertariańską La Libertad Avanza (LLA – Wolność idzie do przodu) i uzyskał mandat do Izby Deputowanych z okręgu Buenos Aires.

W wyborach prezydenckich 2023 roku kandydował pod hasłem: «Inna Argentyna jest niemożliwa z tymi samymi starymi politykami. Zacznijmy od nowa». – W demokratycznej historii Argentyny był to ewenement – wyjaśnia Mauro, przekonując, że Milei wygrał, bo potrafił wykorzystać zmęczenie ludzi tradycyjnymi partiami. Zerwał z ustalonym porządkiem, odpowiedzialność za 12 lat kryzysu zrzucił na «establishment». – Nie jest tak, że wszyscy Argentyńczycy stali się nagle libertarianami, ludzie głosowali na Milei, jednocześnie dystansując się od poprzednich opcji politycznych i protestując przeciwko pandemii – zaznacza Lucca.

W drugiej turze wyborów, Milei zmierzył się z peronistą Sergio Massą, ówczesnym ministrem gospodarki. – Jego zwycięstwo było ponadpartyjne. Bez protestu przeciwko tradycyjnej polityce, trudno byłoby mu dojść do władzy – mówi Hernán Toppi, profesor Uniwersytetu w Buenos Aires i Uniwersytetu Salvadoru oraz współpracownik Argentine Society of Political Analysis (SAAP), w rozmowie z Gazeta.pl.

A Marcelo Capello, profesor Uniwersytetu Narodowego w Kordobie i wiceprezes The Institute for Studies on the Argentine and Latin American Reality (IERAL), przypomina, że Milei przejął władzę w kraju o bardzo wysokim deficycie budżetowym, gromnym zadłużeniu i hiperinflacji. Kraju niewypłacalnym, w którym wskaźnik ubóstwa wynosił ponad 40 proc.

Trzeba partii, żeby rządzić

Milei doszedł do władzy nie mając za sobą silnej partii ani własnych gubernatorów prowincji (jest ich w sumie 24). – To nie jest błaha sprawa. W kraju o strukturze federacyjnej gubernatorzy mają duży wpływ na ustawodawców, którzy odpowiadają przed ich partią – mówi Toppi. Od razu pojawiło się pytanie: – Jak będzie rządził jako mniejszość?

Pierwszy flagowy projekt, Ley de Bases – pakiet reform strukturalnych, którego celem było przyznanie prezydentowi nadzwyczajnych uprawnień w sprawach administracyjnych, gospodarczych, finansowych i energetycznych przepadł w trakcie debaty w Kongresie z powodu braku poparcia. W odpowiedzi Milei przyjął dwutorową strategię. – Utrzymywał agresywny, często szokujący dyskurs – mówi Toppi, nazywając nawet Kongres „gniazdem szczurów”. Ale stosował też pragmatyczną realpolitik. Negocjował konkretne porozumienia, tymczasowe kompromisy. W ten sposób udało mu się uchwalić znowelizowaną ustawę Ley de Bases i podtrzymać weta na projekty większościowej opozycji.

– Wykorzystał weto jak żaden inny prezydent przed nim – mówi Lucca, zmuszając opozycję do współpracy z prezydentem w celu ich uchylenia. Przedkładał utrzymanie władzy nad budowanie stabilnej większości. Wysłał jasny komunikat: – Jeśli ja nie będę mógł rządził, nikt nie będzie mógł – dodaje Lucca.

Jego taktyka pozwoliła mu, z pozycji mniejszości budować siłę polityczną własnej partii. Wzorował się tu na Juanie Domingo Peronie, trzykrotnym prezydencie, mężu słynnej Evity i jednym z najważniejszych polityków w historii Argentyny, który uformował swój ruch będąc już na urzędzie.

Piła łańcuchowa 

Po dekadach rządów, które wydawały więcej niż pobierały, Milei skupił się na wyeliminowaniu deficytu budżetowego. – Zrobił to praktycznie z dnia na dzień. Deficyt spadł z ponad trzech procent PKB do zera – mówi Capello. Wykorzystał symboliczną piłę łańcuchową, aby ciąć wydatki, wyeliminować subsydia i zmniejszyć administrację. W rezultacie Argentyna osiągnęła nadwyżkę budżetową – ewenement w jej niedawnej historii.

Od pierwszego miesiąca urzędowania Milei drastycznie ograniczył drukowanie pieniędzy: inflacja spadła z 25 proc. miesięcznie w grudniu 2023 r. do 1,9 proc. w sierpniu 2025 r. Aktywność gospodarcza, płace i poziom ubóstwa zaczęły się poprawiać. Kurs walutowy ustabilizował się po początkowej dewaluacji. Wielu ekonomistów mówiło o „argentyńskim cudzie”. Ale w 2025 roku sytuacja znów się skomplikowała: gospodarka uległa stagnacji, a płace przestały rosnąć. Eksport produktów rolnych i energii nie wystarczał, by zgromadzić rezerwy walutowe – niezbędne, aby spłacić zobowiązania wynikające z długu zagranicznego. Argentyna zmuszona była zwrócić się do MFW o pożyczkę w wysokości 20 miliardów dolarów. Zniesiono niemal całkowicie restrykcje i kontrolę wymiany walut – cepo cambiario.

Niepewność wzrosła po porażce Milei w wyborach prowincjonalnych w Buenos Aires we wrześniu tego roku. Ludzie, podmioty gospodarcze i firmy starali się chronić swoje interesy, skupując walutę i dodatkowo wzmagając popyt na dolary. – Rząd musiał zacząć sprzedawać dolary zaoszczędzone w skarbie państwa – mówi Capello. Słabość Banku Centralnego podsycała obawy kryzysu walutowego.

Pomocna dłoń Ameryki

W tym kontekście sekretarz skarbu USA, Scott Bessent, oświadczył w mediach społecznościowych, że jego kraj „jest gotowy zrobić wszystko, co konieczne”, aby wesprzeć Argentynę i zapobiec powstaniu kolejnego „upadłego państwa” w regionie. Stany Zjednoczone zaoferowały pomoc w wysokości 40 mld dolarów (146 mld zł), interwencję na rynku obligacji i wsparcie kursu walutowego.

Warunek był jasny: wygrać wybory parlamentarne w październiku, i Milei to zrobił.

Bezpośrednia akcja Waszyngtonu była zaskakująca, nawet biorąc pod uwagę jej pozytywne przyjęcie w kraju, który „tradycyjnie żywi dużą niechęć do amerykańskiego przywództwa w regionie, w kraju bardzo chroniącym swoją autonomię” – jak mówi Mauro.

Bo do tanga trzeba dwojga

Trump zagrał kartą geopolityczną. Czego chce? Tego samego, co Chiny: dostępu do metali rzadkich, rynków zbytu dla swoich produktów i sojusznika w regionie. Nie chodzi o dystansowanie Argentyny od Chin, ale raczej Chin od Argentyny. Jak powiedział Bessent w wywiadzie dla Fox News: „Milei jest zdeterminowany, aby wyprowadzić Chiny z Argentyny”. Co więcej, Stany Zjednoczone i Argentyna podpisały w listopadzie umowę handlową. „Jesteśmy zdecydowani, aby Argentyna znów stała się potęgą” – powiedział Milei podczas spotkania w Corrientes. – Argentyna potrzebuje umów handlowych, a ta z pewnością będzie ważna – mówi Capello.

W ostatnich dekadach chińskie wpływy w regionie wzrosły dzięki inwestycjom, pożyczkom i handlowi. Chiny stały się drugim co do wielkości partnerem handlowym Argentyny, a handel rośnie, szczególnie dzięki wzrostowi chińskiego eksportu do tego kraju. Pekin nie tylko sfinansował, ale także wdrożył i pozyskał aktywa w sektorach, które obecnie napędzają odbudowę Argentyny, od formacji łupkowej Vaca Muerta po kopalnie litu na północy kraju.

Waszyngton dąży do ograniczenia chińskiej obecności w regionie, szczególnie w portach, kopalniach i telekomunikacji. Trump już naciskał na Milei, aby wstrzymał budowę chińskiego radioteleskopu w Andach. Stany Zjednoczone podejrzewają, że może on mieć zastosowanie militarne. To samo stało się w przypadku obserwatorium w Patagonii i projektu portu w Ziemi Ognistej.

– W Ameryce Łacińskiej trwa obecnie proces geopolitycznego równoważenia – mówi Toppi. „Stany Zjednoczone potrzebują silnego sojusznika w Ameryce Łacińskiej, który pomoże im uporządkować sytuację na kontynencie, który przez dziesięciolecia błądził pod wpływem socjalizmu”,  powiedział Milei w przemówieniu do holdingu Corporación América.

Ciemne chmury się rozwiały

Problem Argentyny ma charakter ekonomiczny, a nie polityczny. – To paradoks – mówi Lucca. W porównaniu z krajami regionu takimi jak Chile czy Peru, gdzie panuje pewien stopień stabilności gospodarczej, ale polityka przeżywa wzloty i upadki, w Argentynie sytuacja jest odwrotna. Panuje spokój społeczny, wybory odbywają się rutynowo i istnieje przejrzystość wyborcza. Nie udało się jednak osiągnąć stabilności gospodarczej. – Ani lewica, ani nikt inny nie chciał, żeby Milei odszedł przedwcześnie, ponieważ oznaczałoby to kryzys polityczny i gospodarczy – dodaje Lucca.

Znaczna część społeczeństwa dostrzega, że chociaż dochody jeszcze nie odbiły, ceny nie rosną już tak gwałtownie jak kiedyś. – Z każdym miesiącem można obliczyć, ile pieniędzy wpływa i wychodzi – mówi Lucca. W spolaryzowanej Argentynie ludzie wolą unikać scenariuszy, które mogłyby ponownie wywołać niestabilność. – Wielu obywateli dochodzi do wniosku, że po dekadach niepowodzeń warto dać Milei trochę więcej czasu na rozwiązanie pozostałych problemów – mówi Capello.

Liczy się też stan opozycji. Ta jest mocno podzielona i notuje osłabienie swoich wpływów na szczeblu krajowym. – Najsilniejszą grupą są peroniści, choć z wysokim poziomem głosów sprzeciwu – mówi Toppi. Chociaż rząd zmaga się z napięciami gospodarczymi i skandalami, strach przed powrotem peronizmu przeważył. Wielu z tych, co wstrzymali się od głosu w lokalnych wyborach we wrześniu, głosowało w październiku – z obawy przed tym, co mogłoby się stać, gdyby Milei przegrał te wybory – mówi Mauro.

Wraz z nowym podziałem mandatów, partia Milei będzie miała 101 posłów (na 257 w Kongresie) i 20 senatorów (na 72). To wystarczy, by zablokować ewentualną procedurę impeachmentu oraz bronić weta i prezydenckich dekretów, ale nie wystarczy, by iść naprzód bez negocjacji. – To bardziej sprzyjający kontekst niż wcześniej, ale to za mało, by rząd popchnął swój program – mówi Toppi. – Będzie musiał zabiegać o głosy peronistów.

Bez odwrotu

Priorytet to reforma budżetu, pracy, podatków i częściowa reforma kodeksu karnego. – Milei spełnia swoje obietnice, choć jego propozycje są – dantejskie – mówi Lucca. Dotykają kluczowych interesów politycznych i gospodarczych. W swoim zwycięskim przemówieniu Milei obiecał „najbardziej reformatorski Kongres w historii Argentyny”.

To złożone i niepopularne reformy. Kiedy Macri próbował je przeprowadzić w 2017 roku, wywołał silny konflikt społeczny. Dla niektórych był to początek końca jego rządu – mówi Mauro. Milei o tym wie. Kiedy nadejdzie czas, ulice staną się kluczową areną. – Ulice, bardziej niż parlament i bardziej niż profesjonalna polityka, będą kluczem do reform – dodaje Mauro.

Są też większe wyzwania: niskie rezerwy walutowe i konieczność spłacania długów. – Rezerwy netto są bliskie zeru – mówi Capello. Jednak w perspektywie średnioterminowej eksport energii, minerałów i produktów rolnych powinien zwiększyć dochody. Milei już ogłosił inwestycje w wysokości 100 miliardów dolarów, w tym poszukiwania podmorskich złóż ropy naftowej i gazu YPF-ENI oraz budowę ogromnego centrum danych AI w Patagonii przez OPEN AI-Sur Energy.

Plany Milei nie wszystkich przekonują. Emeryci i pracownicy sektora publicznego żądają godziwych emerytur i podwyżki płacy minimalnej (około 225 dolarów w październiku 2025 r.) w celu pokrycia kosztów koszyka podstawowych zakupów (około 880 dolarów). Inni domagają się aktualizacji zasiłków i reaktywacji programów pomocowych.

Milei 2.0

Milei utrzymuje wysoką popularność i jest faworytem w wyborach w 2027 roku. – Nie ma konkurencji, która mogłaby zagrozić władzy Mileia za dwa lata – mówi Toppi. Nie oznacza to jednak, że się nie pojawi.

Wielu Argentyńczyków niekoniecznie podziela ideologię Milei, ani w odniesieniu do konserwatyzmu kulturowego, ani jego poglądów na temat ograniczonej roli państwa. – Podzielają natomiast nadzieję na uporządkowaną gospodarkę – mówi Mauro.

– Argentyna to kraj, w którym gospodarka zawsze odgrywała ważną rolę –  dodaje Toppi. Pozytywne wyniki mogłyby przynieść Milei kolejną kadencję; jednak każdy błąd może go drogo kosztować. – Argentyńczycy ponieśli już zbyt wiele kosztów. – Przy pierwszym sygnale kryzysu wiedzą, że czas porzucić statek –  podsumowuje Mauro.

Udział