
Viktor Orban oficjalnie ma mniejsze oszczędności niż przeciętny Węgier. Przyjaciele i rodzina szefa węgierskiego rządu obracają jednak miliardami. WP udała się pod Budapeszt do posiadłości Hatvanpuszta. Formalnie to „projekt rolno-gospodarczy” ojca Orbana, a w praktyce luksusowy dwór. Okoliczni mieszkańcy nie chcą zabierać głosu ws. premiera Węgier. – Tu o pewnych rzeczach po prostu się nie rozmawia. Chcecie mieć problemy? My nie chcemy – rzucił jeden z mężczyzn.
O posiadłości głośno było m.in. w sierpniu 2025 r. niezależny węgierski poseł opublikował zdjęcia i nagrania. Za wysoki murami można było zobaczyć prywatne zoo, baseny, potężną bibliotekę i winiarnię, czy ogród palmowy. Kompleks ma się także składać z podziemnych garaży u bunkrów. Na czołówki mediów trafiły zwłaszcza zebry i antylopy. Jeśli ktoś zdecyduje się wyłamać ze zmowy milczenia, zazwyczaj nie ma do powiedzenia nic pozytywnego o Orbanie.
Viktor Orban tematem tabu wśród jego sąsiadów. Wymowna reakcja na nazwisko premiera Węgier
Ojciec szefa rządu Węgier przekonywał, że wszystko wyremontował sam, bo jest lokalnym patriotą. Hatvanpuszta ma służyć jako miejsce spotkań liczącej ponad 50 osób rodzinie. Dwór jest ściśle kontrolowany. Przejazd polną drogą wzdłuż ogrodzenia i zwolnienie prędkości sprawia, że z zaparkowanego w oddali auta wysiada ochroniarz, który stanowczym krokiem rusza w stronę nieoczekiwanego pojazdu. Kilka minut od posiadłości w Hatvanpuszcie jest ogromny klub golfowy.
Należy on do najbogatszego Węgra, z którym Orban zna się z od dzieciństwa. Z węgierskim premierem są ściśle powiązane też inne miejscowości: rodzinne Felcsut i Bicske, gdzie Orban chodził do szkoły i grał w piłkę. Mieszkańcy drugiego miasta również nie są rozmowni, kiedy usłyszą, że temat dotyczy szefa rządu Węgier. Ci, którzy zdecydują się zabrać głos liczą na zmianę władzy. Są jednak tacy, którzy zamierzają głosować na Fidesz „z paraliżującego lęku przed zmianą i odwetem”.













