Jak pisaliśmy na Gazeta.pl., o takie rozstrzygnięcie zawnioskowała prokuratura, która wskazywała, że osoby te same zgłosiły swój błąd, przyznały się do zarzutów, wyraziły skruchę i nie były dotychczas karane. Podczas posiedzenia oskarżeni przychylili się do wniosku. Wcześniej „Wyborcza” jako jedna z pierwszych opisała sprawę „cudu nad urną” w obwodowej komisji wyborczej nr 95 w Krakowie.
W piątek (25 września) Sąd Rejonowy dla Krakowa-Krowodrzy warunkowo umorzył postępowanie na roczny okres próby i orzekł wobec każdego z oskarżonych od 500 do 700 zł na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Sędzia: Do błędu by nie doszło, gdyby oskarżeni „nie wyłączyli wszystkich wentyli bezpieczeństwa”
W ustnym uzasadnieniu sędzia Michał Kucharski wskazał, że członkowie komisji tylko do pewnego momentu dochowali standardów pracy w komisji wynikających z Kodeksu wyborczego i uchwały PKW, co sprawiło, że pod sam koniec procesu wyborczego popełnili błąd. Zaznaczył, że do błędu by nie doszło, gdyby oskarżeni „nie wyłączyli wszystkich wentyli bezpieczeństwa”. Chodzi m.in. o pominięcie niektórych opisanych mechanizmów weryfikacji danych służących do zapobiegania takim błędom.
– W przestrzeni retorycznej posługujemy się sformułowaniem, zachęcając do uczestnictwa w wyborach: każdy głos ma znaczenie. (…) Chcemy poznać dokładne wyniki wyborów, chcemy wiedzieć, dla celów choćby statystycznych, jak to głosowanie w poszczególnych obwodowych komisjach przebiegało, żeby móc ferować na ten temat jakieś jednoznaczne wnioski również na przyszłość, co dla określenia dyskursu w demokratycznym państwie prawa też ma odpowiednie znaczenie – podkreślił sędzia.
Zaznaczył, że ostatecznie jednak błąd nie miał wpływu na ustalenie końcowych wyników głosowania w skali ogólnopolskiej, co przemawiało za umorzeniem postępowania. Na korzyść oskarżonych, dodał, przemawiało także samo zaangażowanie w prace komisji, świadczące o poczuciu odpowiedzialności za stan państwa i uczestnictwie w życiu publicznym, a także ich młody wiek – przewodniczący komisji miał wówczas 22 lata.
Oskarżeni tłumaczyli błąd m.in. zmęczeniem
Przed sądem prokuratorka Anna Kowalik-Jeleń z Prokuratury Okręgowej wskazywała, że członkowie obwodowej komisji wyborczej nie zastosowali się do uchwały PKW, którą określiła „instrukcją postępowania” dla prac komisji. Szczególnie, jej zdaniem, niewystarczająco zweryfikowali wpisywane wyniki wyborów. Nie odczytywali na głos danych z protokołu i nie porównali ich do danych z ręcznie sporządzonego dokumentu, co doprowadziło do opublikowania wadliwych danych.
– Wprawdzie ta nieprawidłowość, która zaistniała, nie zmieniła wyników wyborów w taki sposób, żeby wpłynęła na to, kto wygrał, ale chcę podkreślić, że w jakiś sposób zniekształciła wynik wyborów – mówiła prokuratorka. Zwróciła uwagę, że oskarżeni tłumaczyli błąd m.in. zmęczeniem, ale, jak oceniła to „nie wyłącza winy”. Dodała, że „lekarz, który wytnie prawą nerkę zamiast lewej, nie może się tłumaczyć zmęczeniem”.
Oskarżeni członkowie komisji w rozmowie z PAP przed salą rozpraw podkreślali, że od razu po zauważeniu błędu zgłosili tę nieprawidłowość. Nie chcieli jednak szerzej komentować postępowania, przyznając, że cała sprawa była dla nich stresująca i wyczerpująca.
Wątpliwości wzbudziła niespodziewani duża liczba głosów na Nawrockiego
Obwodowa komisja wyborcza numer 95 przy ul. Stawowej w Krakowie odwrotnie przypisała głosy oddane w II turze wyborów prezydenckich na Karola Nawrockiego i Rafała Trzaskowskiego. Prokuratura dopatrzyła się też nieuwzględnienia w protokole informacji, że 24 wyborcom karty do głosowania wydano na podstawie zaświadczeń o prawie do głosowania.
Pomyłkę w podanych wynikach przedstawiciele komisji zgłosili urzędowi miasta i komisji okręgowej. Prokuratura przedstawiła im zarzuty z paragrafu Kodeksu karnego mówiącego o nadużyciu uprawnień lub niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariusza publicznego.
Według danych PKW w I turze wyborów w komisji nr 95 w Krakowie zwyciężył Rafał Trzaskowski, który uzyskał 550 głosów, kolejny był Sławomir Mentzen z 221 głosami, a po nim Karol Nawrocki, którego poparło 218 wyborców. Natomiast po głosowaniu w II turze komisja podała, że najwięcej – 1132 głosów uzyskał Nawrocki, a Trzaskowski zdobył ich 540. Lokalne media wskazywały wtedy na wątpliwości, które wzbudziła nagła zmiana poparcia.
Błędy w innych komisjach
Komisja w Krakowie nie jest jedyną, w której doszło do błędnego policzenia głosów podczas wyborów prezydenckich. W czwartek (24 września) informowaliśmy, że przed sądem stanie dziewięcioro członków jednej z komisji obwodowych w Ostrowi Mazowieckiej, w której Trzaskowski otrzymał ponad sto głosów więcej, niż powinien.
Na początku października ubiegłego roku pisaliśmy, że dziewięciu członków komisji wyborczej w Otwocku usłyszało zarzuty w związku z błędami przy liczeniu głosów. Prokuratura wskazuje, że doszło m.in. do odwrotnego przypisania głosów kandydatom.
Do nieprawidłowości doszło m.in. również w Obwodowej Komisji Wyborczej numer 4 w Wieńcu (woj. kujawsko-pomorskie). Podczas liczenia głosów doszło do zamiany głosów oddanych na Trzaskowskiego i Nawrockiego. Kandydatowi wspieranemu przez PiS przypisano wynik polityka Koalicji Obywatelskiej – zamiast 331 głosów, otrzymał 466.
Źródło: PAP













