W Sejmie debata nad ustawą o wsparciu dla artystów. „Skrajnie niesprawiedliwe”

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przygotowało projekt ustawy, którego – jak wskazuje resort – celem jest włączenie artystów do systemu ubezpieczeń społecznych. Proponowane przepisy mają dotyczyć głównie osób o najniższych i nieregularnych dochodach. W czwartek (18 czerwca) w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu. 

Cienkowska: Istotą ustawy nie jest finansowanie kariery 

– Projekt wprowadza dwa podstawowe rozwiązania. Po pierwsze: status artysty. Osoba ubiegająca się o status będzie musiała wykazać realne, profesjonalne i stałe wykonywanie zawodu artystycznego. Będzie musiała przedstawić udokumentowany dorobek i aktywność zawodową. Status będzie przyznawany na pięć lat, z możliwością przedłużenia do lat ośmiu. To ważny bezpiecznik – tłumaczyła Marta Cienkowska. Ministerka kultury podkreślała również, że ustawa nie obejmuje osób, które prowadzą jedynie „epizodyczną aktywność artystyczną”. – Nie tworzy otwartego mechanizmu dla każdego, kto jednorazowo wystąpił, namalował obraz albo opublikował tekst. Mówimy o osobach, które z kultury żyją – zawodowo, stale i profesjonalnie – dodała. 

Zobacz wideo W Sejmie o emeryturach dla artystów. „To kupowanie ich poparcia”

Przekazała, że drugi element projektu to dopłata do składek, która ma trafiać bezpośrednio do ZUS-u. Jej celem ma być uzupełnienie brakującej części do poziomu minimalnego wynagrodzenia. – To oznacza, że państwo nie płaci za artystę wszystkiego. Państwo dopłaca różnicę wtedy, kiedy dochody artysty są zbyt niskie, aby mógł samodzielnie utrzymać ciągłość składek. Pomoc będzie więc proporcjonalna i zależna od realnych dochodów. Jeżeli twórca zarobi więcej – dopłata będzie niższa albo nie będzie jej wcale. Jeżeli w danym okresie dochód spadnie – system uzupełni brakującą część składki – wyjaśniła.

Podkreśliła, że istotą proponowanej ustawy nie jest „finansowanie kariery, lecz zabezpieczenie ciągłości ubezpieczenia”. – Prawo do dopłaty będzie przysługiwało tylko tym twórcom, których średnie przychody z ostatnich trzech lat nie przekroczą 125 proc. minimalnego wynagrodzenia. (…) Nieprawdą jest, że ustawa będzie wspierała najbogatszych artystów. Nieprawdą jest, że będzie wspierała celebrytów. Nieprawdą jest, że obejmie każdego, kto funkcjonuje w kulturze – mówiła szefowa resortu kultury. Dodała, że koszt funkcjonowania systemu w pełnym roku szacowany jest na 320-380 mln zł.

W Sejmie debata o dopłatach dla artystów. Konfederacja i PiS przeciw

Klub Konfederacji złożył wniosek formalny o odrzucenie projektu ustawy. Bartłomiej Pejo argumentował to tym, że zdaniem jego partii proponowane przepisy są „skrajnie niesprawiedliwe”. – Jeśli czyjaś twórczość nie znajduje odbiorców i nie pozwala na samodzielne utrzymanie, to nie mamy do czynienia z zawodem artysty, lecz z prywatnym hobby, które nie powinno być dotowane przez państwo. Tworzenie dzieł, których nikt nie chce oglądać ani kupować, nie daje nikomu moralnego ani prawnego mandatu do sięgania do kieszeni podatników – powiedział. – Tak uważa ponad 80 procent Polaków – dodał. Sondaż na temat dopłat przeprowadził w dniach 28-29 maja Instytut Badań Pollster na zlecenie „Super Expressu”. Projektu nie poparło 74 proc. uczestników badania, o czym pisaliśmy na next.gazeta.pl.

Podobny wniosek złożyło także PiS. Oświadczenie w imieniu tej partii złożył poseł Norbert Kaczmarczyk, który również powołał się na wspominane badanie. – Przecież w Polsce funkcjonują miliony przedsiębiorców, którzy również mają nieregularne dochody, którzy muszą zadbać o odprowadzanie swoich składek, i trzeba zadać sobie pytanie: czy budżet państwa stać na tego typu finansowanie? Dlaczego o to pytam? Dlatego, że Prawo i Sprawiedliwość ma propozycję, by połowa tego typu projektu mogła być finansowana z opłaty reprograficznej, którą państwo podnieśli rozporządzeniem – mówił.

Według niego rząd dąży do tego, aby obywatele „kolejną daninę odprowadzali na artystów”. Przekonywał także, że z ustawy skorzystają też celebryci. – Twarze bardzo znane w internecie, w artystycznym świecie mediów mówią, że nie zdążyli odłożyć na swoją emeryturę. Każdy polski pracownik, każdy polski obywatel musi odłożyć, a celebryta nie zdążył odłożyć – stwierdził. 

Koalicja rządząca w obronie ustawy

Projekt poparli przedstawiciele koalicji rządzącej. Posłanka KO, Urszula Augustyn przekonywała, że jest on obowiązkiem „wobec ludzi, którzy dzielą się z nami swoimi zdolnościami, inteligencją, kreatywnością, pasjami” oraz „wobec ludzi, którzy wprowadzają w nasze życie piękno, wartości, inspirują i budzą emocje”. – Ustawa, o której rozmawiamy dzisiaj, nie wypłaci pieniędzy żadnym celebrytom – podkreśliła. – Wpłaci pieniądze na fundusz ubezpieczeń (…) tylko wtedy, kiedy artysta, o którym wiemy, że pracuje projektowo (…), nie zawsze ma możliwość płacenia składek. Tym artystom, tym osobom, twórcom, kreatorom będzie państwo dopłacało. Pomagamy rolnikom, duchownym, służbom mundurowym, studentom, nianiom… Dlaczego nie chcemy pomóc artystom? Tym, którzy są w trudnej sytuacji i którym pomóc należy? – dodała. Zaapelowała także o dalszą pracę nad projektem „ponad podziałami”. 

Głos zabrał także Michał Gramatyka z Polski 2050. W swoim wystąpieniu przytaczał wypowiedzi posłów Konfederacji i PiS, m.in. posła Witolda Tumanowicza, który w Radiu ZET narysował obrazek pt. „Tyłek słonia” i przeznaczył go na aukcję. – „Po co nam taka kultura? Po co nam taka nauka? Ja potrafię narysować słonia i sprzedać go za 2,5 tysiąca! Po co tworzyć dzieła oderwane od publicznie uznanej estetyki, lepiej malować jelenie na rykowisku niż obrazki, które nikomu się nie podobają” – zacytował go Gramatyka. – Przecież to są gotowe tezy rewolucji kulturalnej w Chinach w 1966 roku. (…) Pytanie do posła Mateckiego, do posłów Konfederacji – kiedy, na Boga, staliście się marksistami? Kiedy tezy Mao Zedonga stały się tym, o czym wy mówicie – dodał. 

– Wbrew temu, co twierdzą niektórzy, ten projekt nikogo nie dyskryminuje. (…) Już dzisiaj państwo stosuje różne mechanizmy wsparcia dla różnych grup zawodowych – dla rolników, dla mundurowych, dla górników, dla nauczycieli, dla przedsiębiorców, ta lista jest dłuższa. I z tym zazwyczaj nikt na tej sali nie ma problemu, a wściekłe wycie wywołało dopiero wsparcie dla artystów – mówiła z kolei Dorota Olko z Lewicy.

Odniosła się też do zarzutu, że jeśli ktoś nie jest w stanie zarobić choćby płacy minimalnej ze swojej działalności, to powinien zmienić pracę. – Na chłopski rozum to brzmi logicznie. Tylko problem w tym, że sztuka od setek lat słabo poddaje się ocenie rynkowej, a artyści opierają się w swoim działaniu na wsparciu państwa i podmiotów prywatnych. Gdyby z tej rady, żeby zająć się czymś innym, skorzystali np. polscy romantycy, to nie mielibyśmy dzieł ani Słowackiego, ani Norwida, bo, za życia, ich poezja sprzedawała się słabo albo wcale – stwierdziła. 

Udział
Exit mobile version