
34-latek słynie ze swoich wyczynów w dyscyplinie zwanej slackliningiem. Polega ona na chodzeniu i wykonywaniu tricków na taśmie o szerokości rzędu 2,5-5 cm.
Dwa lata temu Jaan Roose został pierwszym człowiekiem, który przeszedł Cieśninę Mesyńską – z Kalabrii na Sycylię. Po kolejny historyczny wyczyn przyjechał do Warszawy.
Warszawa. Jaan Roose przejdzie po linie nad centrum miasta. „Chłodna kalkulacja ryzyka”
W niedzielę około godziny 9 Estończyk rozpocznie spacer po linie rozpiętej między pomiędzy Pałacem Kultury i Nauki a Varso Tower. Taśma wyznacza dystans około 500 metrów. Umiejscowiono ją aż 180 metrów nad ziemią.
O przygotowaniach do wyzwania Roose opowiadał w rozmowie z „Faktem”.
„Dzięki temu, że czuję strach, od razu kalkuluję, jak zrobić to bezpiecznie, jak się odpowiednio przypiąć i zabezpieczyć, żeby nic nie spadło. Wtedy mózg zaczyna pracować na najwyższych obrotach. Nie ma tam myślenia w stylu: 'Dobra, idziemy, jakoś to będzie’. To jest nieustanna, chłodna kalkulacja ryzyka. To pozwala nam działać w pełni profesjonalnie” – tłumaczył sportowiec.
Spacer po linie nad Warszawą. Estończyk podejmie próbę po drobnej kontuzji
Nie obyło się jednak bez drobnych przeciwności losu. 34-latek wyznał, że w piątek – tuż przed wielkim dniem – doznał lekkiej kontuzji stopy.
„W hotelu próbowałem bardzo, ale to bardzo cicho zamknąć drzwi do pokoju, żeby nie obudzić mojego dziecka. Nagle drzwi zatrzasnęły się z ogromną siłą, a moja stopa utknęła między nimi. I to na dzień przed tym wielkim przejściem!” – opisywał.
Roose przyznał, że o poranku „trochę czuł” skutki przytrzaśnięcia nogi. „Na szczęście wygląda na to, że nie wpłynie to na mój niedzielny spacer nad Warszawą. Właśnie takie sytuacje są najbardziej niebezpieczne – te, których zupełnie się nie spodziewasz, a one po prostu się dzieją” – skwitował.
„Spacer” ma potrwać 25-35 minut.












