Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podpisał w poniedziałek nowelizację ustawy o edukacji mniejszości narodowych, przyjętą wcześniej przez Radę Najwyższą. To jeden z aktów prawnych niezbędnych do otwarcia kolejnych klastrów w negocjacjach akcesyjnych z Unią Europejską. Teoretycznie oznacza to, że w ciągu kilkudziesięciu godzin Budapeszt powinien wycofać weto blokujące ten proces. Przed posiedzeniem Rady ds. Zagranicznych w Luksemburgu wicepremier Anita Orbán podkreśliła, że projekt został wynegocjowany podczas rozmów eksperckich w maju i czerwcu.
Jednego relacjom węgiersko-ukraińskim odmówić nie można – dynamiki.
Jedną ze zmian widać gołym okiem
„Zostajemy w Kijowie!” – ogłosiła węgierska ambasada w odpowiedzi na rosyjskie groźby nasilenia ostrzałów ukraińskiej stolicy, obejmujące również personel dyplomatyczny. Warto przypomnieć, że dotychczas to właśnie węgierski ambasador bywał jedynym, który uciekał z Kijowa pod wpływem rosyjskich ostrzeżeń.
Dziś placówką kieruje chargé d’affaires ad interim po tym, jak w lipcu szefa misji odwołała wicepremier i minister spraw zagranicznych Anita Orbán. Decyzja o pozostaniu w Kijowie oraz poparcie wspólnego oświadczenia zachodnich dyplomatów (w tym polskiego ambasadora Piotra Łukasiewicza) wyznaczają symboliczną cezurę.
Kluczowym sygnałem było także wydalenie 8 września 10 rosyjskich dyplomatów – krok w ostatnich latach na Węgrzech niewyobrażalny. Od momentu objęcia resortu przez Anitę Orbán węgierska dyplomacja konsekwentnie potępia rosyjskie ataki na Ukrainę, w tym ostatnie uderzenie w Kramatorsku, w którym zginęło co najmniej 30 osób.
Węgry-Ukraina. Niezrozumiała gra Magyara
Zmiana u sterów władzy w Budapeszcie nie oznacza jednak automatycznego przewrotu. Choć Ukraińcy wyczekiwali zwycięstwa Pétera Magyara, już na finiszu kampanii wyborczej nawet ukraińscy eksperci studzili optymizm. Wielu liczyło na przełamanie wieloletniego impasu, zakładając, że nowy premier – dążąc do porozumienia z Brukselą – wykaże większą elastyczność.
Dlatego nie dziwiło pytanie ukraińskiego dziennikarza podczas majowej konferencji prasowej w Brukseli, gdzie Magyar, stojąc u boku Ursuli von der Leyen, ogłaszał odblokowanie unijnych funduszy. Pytanie dotyczyło powiązania wypłat z ewentualnym odblokowaniem przez Węgry rozmów akcesyjnych Kijowa. Szefowa Komisji Europejskiej zaprzeczyła, pozbawiając Ukrainę kluczowego lewara nacisku na Budapeszt.
Węgierska dyplomacja konsekwentnie sygnalizowała plan normalizacji dwustronnych stosunków z Ukrainą. W uroczystym otwarciu negocjacji grup eksperckich uczestniczyli ministrowie spraw zagranicznych obu państw, a sam proces zainaugurowano w maju, w trakcie pierwszej zagranicznej wizyty nowej węgierskiej delegacji w Polsce.
Na początku czerwca premier Magyar obwieścił przełom, twierdząc, że Budapeszt wynegocjował wycofanie niemal wszystkich spornych przepisów uderzających w prawa mniejszości węgierskiej.
Sytuacja była paradoksalna: skoro wówczas doszło do porozumienia, dlaczego w lipcu Węgrzy zablokowali dalsze rozmowy z Ukrainą w sprawie przystąpienia do UE?
Krok ten wywołał konsternację w Kijowie, ale i w samym Budapeszcie. Skoro premier ogłosił sukces bez podawania szczegółów, a niedługo potem zablokował rozmowy, trudno było zrozumieć, o co toczy się gra.
Przez ostatnie trzy miesiące w relacjach węgiersko-ukraińskich obserwowaliśmy zwroty akcji świadczące o obopólnym zagubieniu. „Kijów nie rozumie, czego oczekują teraz Węgrzy” – pisał niegdyś prorządowy portal Origo, dziś krytyczny wobec partii TISZA.
Dziś jednak Węgrzy znów potakują z zadowoleniem, obwieszczając kolejny dyplomatyczny sukces.
Co faktycznie zmieniło się w relacjach Budapesztu z Kijowem?
Przede wszystkim Węgry odblokowały unijną pożyczkę w wysokości 90 mld euro. Co niezwykle istotne z perspektywy Polski – będącej bezpośrednim beneficjentem tych funduszy – rząd w Budapeszcie wycofał również weto wobec 6,6 mld euro z Europejskiego Instrumentu na rzecz Pokoju (EPF).
Ponadto gabinet Pétera Magyara zerwał z dotychczasową, agresywną propagandą antyukraińską. Zmiany w krajobrazie medialnym, wynikające z decyzji nowej większości parlamentarnej, wyraźnie ograniczyły w krajowej infosferze obecność narracji zbieżnych z linią Kremla.
Huraoptymizm? Bynajmniej. Węgry wciąż nie zrewidowały swoich fundamentalnych, wręcz dogmatycznych założeń wobec wojny na wschodzie. Powtórzył je niedawno Péter Magyar w wywiadzie dla fińskiego dziennika „Helsingin Sanomat”. Premier zaznaczył, że Budapeszt nie zamierza dostarczać Kijowowi broni ani zezwalać na jej bezpośredni tranzyt przez węgierskie terytorium. W tej kwestii Magyar odpowiada na nastroje społeczne – niechęć do militarnego angażowania się w konflikt łączy Węgrów ponad wszelkimi podziałami politycznymi.
Spięcia podczas Karpackiej Ósemki. Zełenski był wściekły
Do najostrzejszego spięcia między Budapesztem a Kijowem doszło na marginesie szczytu nowego formatu – Karpackiej Ósemki (K8). Wydarzenie odbyło się między 18 a 20 września. Choć Węgry, poza ambasadorem, nie przysłały tam żadnych przedstawicieli, zamieszanie wokół spotkania szybko przeniosło się do sieci.
Na platformie X wybuchła otwarta awantura między politykami z obu stolic. Wszystko zaczęło się od niespodziewanej zapowiedzi, że węgierski koncern naftowy MOL ma wybudować bazę paliwową dla swojego ukraińskiego odpowiednika – Naftohazu.
Wiadomość brzmiała niemal nieprawdopodobnie, a w komentarzach natychmiast okrzyknięto ją dowodem na nowy kurs partii TISZA i przełomowe otwarcie w relacjach dwustronnych. Reakcja premiera była jednak jednoznaczna: Péter Magyar oświadczył, że za jego rządów żaden magazyn nie powstanie, a zarząd spółki działał bez odpowiedniego mandatu. Jednocześnie wyszło na jaw, że rozmowy toczyły się jeszcze za kadencji Viktora Orbána. Sprawa ucichła. Ostateczny bilans jest jasny: wspólna inwestycja paliwowa nie dojdzie do skutku.
Co jednak z samym formatem K8? Choć na liście zaproszonych znaleźli się m.in. polski premier Donald Tusk czy prezydent Rumunii Nicușor Dan, otwiera się w nowym oknie, kulisy spotkania budzą spore kontrowersje. Sprawę na łamach portalu „Válasz Online” prześwietlił Szabolcs Vörös. Jak relacjonował, w węgierskim MSZ usłyszał, że szczyt K8 był kompletnie nieprzygotowany – miało brakować zarówno programu, jak i potwierdzonych gości.
Z kolei źródła ukraińskie przekonywały, że wydarzenie celowo zorganizowano na Zakarpaciu. Wizyta w Kijowie mogłaby bowiem ściągnąć na niego krytykę w kraju, podczas gdy obecność na Zakarpaciu wpisywałaby się w narrację o trosce o prawa węgierskiej mniejszości.
Ukraińcy ujawnili Vörösowi także, że na marginesie obrad zaproponowali dwustronne spotkanie prezydenta z węgierskim premierem. Zamieszanie wokół nieobecności Węgrów miało wywołać wściekłość Wołodymyra Zełenskiego – po letnich deklaracjach o przełomie Kijów liczył na domknięcie nowego otwarcia. Według strony ukraińskiej Budapeszt otrzymał zaproszenie na bardzo wczesnym etapie, lecz do ostatniej chwili nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi.
Kancelaria premiera Węgier zignorowała pytania dziennikarza, a źródło w węgierskim MSZ przyznało, że Ukraińcy o tym, iż Magyar nie przyjedzie do zakarpackiej Huty, dowiedzieli się najpewniej z… Facebooka.
Węgry-Ukraina. Punkty zapalne
Węgry podchodzą do relacji z Ukrainą w sposób pragmatyczny i czysto transakcyjny – podobnie zresztą jak za czasów Viktora Orbána. Zasadniczy przewrót dotyczy podejścia do Moskwy oraz jednoznacznego potępienia rosyjskiej agresji – i tu rzeczywiście mamy do czynienia ze zmianą o 180 stopni.
W bieżącej polityce dwustronnej warto jednak pamiętać, że nawet jeśli węgierskie weto wobec negocjacji akcesyjnych zostanie wycofane, Kijów i Budapeszt załatwią zaledwie pierwszą z długiej listy spornych kwestii. Na horyzoncie pozostają inne punkty zapalne, choćby ustawa językowa – Węgrzy wciąż domagają się swobodnego używania swojego języka również w sferze urzędowej.
Ponieważ czerwcowa lista uzgodnień nadal nie została ujawniona, Budapeszt zachowuje pole manewru, by szachować Kijów wetem przy otwieraniu i zamykaniu każdego kolejnego klastra negocjacji Ukrainy z UE.
Do bezpośredniego spotkania Magyar-Zełenski do tej pory nie doszło. Okazją do przełamania lodów może być natomiast zbliżający się szczyt Rady Europejskiej. Tak przynajmniej sugeruje Péter Magyar.
Dominik Héjj













