
-
Na Węgrzech odbywają się wybory, w których głównym rywalem Viktora Orbana jest partia TISZA pod przywództwem Pétera Magyara.
-
Orban ostrzega przed konkurencją, nazywając ją „niebezpieczną” i twierdząc, że jej polityka może wciągnąć Węgry w wojnę.
-
Przed wyborami pojawiły się doniesienia o ryzyku kupowania głosów, szczególnie w najbiedniejszych gminach, co ma wpływać na mobilizację wyborców.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Na ulicach Budapesztu widzimy kartki ze wskazaniem adresów lokali wyborczych dla mieszkańców poszczególnych domów. Lokale zostaną zamknięte o 19.00. Węgierski parlament jest jednoizbowy i składa się ze 199 mandatów. Większość niezależnych sondaży wskazuje na zwycięstwo opozycyjnej Tiszy.
Agencja Median, która w swoich przewidywaniach była bardzo blisko realnego wyniku przy poprzednich wyborach, wskazuje, że TISZA może liczyć na 138-143 mandaty. Partia potrzebuje 133 miejsc w parlamencie, by zrealizować swoje obietnice.
Antysystemowiec Péter Magyar
TISZA pod przywództwem Pétera Magyara w wielu obszarach obiecała odwrócenie polityki Viktora Orbana. To między innymi zapowiedź odblokowania środków unijnych poprzeć zmiany wokół niezależności sądów, walkę z korupcją, uregulowanie niezależności mediów, wspieranie niezależności uniwersytetów.
Opozycja chce też zmian w podatkach, emeryturach, podwyżek w budżetówce, odejścia od rosyjskich surowców. Część z zapowiadanych zmian wymaga zmiany konstytucji lub ustaw związanych silnie z konstytucją. W jednym i drugim przypadku wymagana jest większość konstytucyjna w parlamencie. To wspomniane wcześniej co najmniej 133 mandaty.
Sam Magyar wielokrotnie podkreślał, jak bardzo jego partia różni się od władzy Viktora Orbana. Symbolem tej różnicy są listy wyborcze, na których znalazły się osoby niezwiązane dotychczas z polityką. Magyar natomiast w przeszłości należał do Fideszu – partii Viktora Orbana. Zajmował się między innymi dyplomacją i relacjami z Unią Europejską.
Rozgłos zyskał na początku 2024 roku, po głośnym skandalu z ułaskawieniem osoby skazanej za tuszowanie przestępstw pedofilskich. Pokłosiem tej sprawy była utrata stanowiska przez ówczesną prezydent Węgier i wycofanie się z polityki minister sprawiedliwości Judit Vargi – do 2023 roku żony Magyara.
Polityk opublikował wtedy wpis, w którym pośrednio obarczył winą za wydarzenia Orbana. Zrezygnował z posad w firmach kontrolowanych przez państwo i zaczął tworzyć ruch społeczny przeciwko Orbanowi. Zaczął współpracować z Tiszą, by wystartować w wyborach europejskich. Po sukcesie w głosowaniu z 2024 roku został przewodniczącym partii i ruszył po władzę w całym kraju.
„Są niebezpieczni”. Viktor Orban ostrzega
Z kolei swojej trwającej od 16 lat władzy broni Viktor Orban. W kampanii wyborczej ostrzega przed wpływami zagranicznymi, Magyara nazywa „zdrajcą”. Najczęściej widzianym materiałem wyborczym na ulicach Budapesztu są plakaty z podobizną lidera opozycji oraz Wołodymyra Zełenskiego z hasłem „są niebezpieczni”.
Orban utrzymuje, że polityka Magyara doprowadzi do udziału w wojnie, mimo że TISZA utrzymuje dystans w sprawie wsparcia wojskowego dla Ukrainy. Według premiera konkurenci chcą wciągnąć Węgry w konflikt. Sam zaś podkreśla, że kraj pod jego rządami pozostanie „oazą pokoju”.

Utrzymuje też, że polityka Tiszy zagrozi wsparciu socjalnemu. Sam promuje siebie jako lidera potrafiącego dogadywać się z mocarstwami. Krytykuje Unię Europejską, ale podkreśla rolę współpracy z Chinami i Stanami Zjednoczonymi. Na ostatniej prostej kampanii wsparcie inwestycyjne dla Węgier – w przypadku zwycięstwa Orbana – zasugerował Donald Trump.
Jednocześnie premier Węgier wskazuje, że Bruksela próbuje ingerować w wybory. Zyskuje przy tym poparcie części republikańskich kongresmenów. Do tego Orban podkreśla, jakie znacznie dla cen energii mają dla Węgier rosyjskie surowce.
Głosowanie na Węgrzech i kupowanie głosów
Na Węgrzech nie ma ciszy wyborczej. Nie można jedynie agitować 150 metrów od lokali wyborczych. Natomiast nie ma też sondażowych badań wyników, więc rezultat wyborów będzie znany po przeliczeniu oddanych głosów. Narodowe Biuro Wyborcze Węgier zastrzega, że w przypadku niewielkiej różnicy wyniki mogą być ogłoszone nawet po kilku dniach. Natomiast liczenie zacznie się natychmiast po zamknięciu lokali.
Co do samego głosowania, przed wyborami pojawiły się głosy o ryzyku kupowania głosów. To efekt filmu dokumentalnego grupy niezależnych dziennikarzy, którzy przedstawili proceder szerszej publiczności.
– Na pewno proceder będzie miał miejsce. Sporo mówiło się o tym przy poprzednich wyborach, być może teraz będzie na większą skalę – mówi Interii dr Andrzej Sadecki, kierownik Zespołu Środkowoeuropejskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich. Analityk podkreśla, że problem dotyczy najbiedniejszych gmin w kraju.
– Tam, gdzie w większości mieszka mniejszość romska. To działa tak, że od lokalnego burmistrza czy wójta bardzo wiele zależy. Jego decyzje regulują podstawowe kwestie materialne jak zasiłki, roboty publiczne. Dlatego powstaje cała grupa ludzi zależnych od lokalnej władzy. To szansa dla Fideszu na mobilizację wyborców. Na Węgrzech szacuje się, że może to dotyczyć pół miliona wyborców. Myślę, że to liczba zawyżona, ale na pewno proceder jakąś rolę odegra i nie widać go w sondażach. To oczywiście działa też na mobilizację wyborców Tiszy, bo do takich miejsc będą wysyłani obserwatorzy, którzy mają ograniczać tego rodzaju działania – tłumaczy ekspert.
Z Budapesztu dla Interii,
Jakub Krzywiecki, Marcin Jan Orłowski
-
Wybory na Węgrzech. Ostatnie sondaże, ostatnie przewidywania
-
Wołodymyr Zełenski w ogniu krytyki z Budapesztu. „Polityczny teatr”












