
Rosną emocje przed kwietniowymi wyborami na Węgrzech, w których – według wielu ostatnich sondaży – Viktor Orban może ponieść klęskę. W analizie Wirtualnej Polski czytamy, że również wewnętrzne sondaże wskazują, że lider opozycyjnej partii TISZA, Péter Magyar, ma przewagę dającą mu szansę na pokonanie Fideszu i uzyskanie większości bezwzględnej. Tak realne widmo utraty władzy sprawiło, że Orban zmienił strategię i objeżdża kraj w poszukiwaniu nowych wyborców.
„Problem polega na tym, że elektoraty zarówno TISZY, jak i Fideszu są już maksymalnie zmobilizowane przed wyborami zaplanowanymi na 12 kwietnia. Odsetek chętnych do głosowania w obu obozach przekracza 90 proc. To w praktyce oznacza, że własne rezerwy głosów są już całkowicie wyczerpane” – pisze dalej politolog Dominik Héjj na łamach WP.
Analitycy studzą entuzjazm opozycji
Choć krajowe sondaże wskazują na wyraźne zwycięstwo TISZY, to jednak inaczej sprawa wygląda na poziomie lokalnym. A to kluczowy aspekt, bo wybory na Węgrzech odbywają się w systemie mieszanym, częściowo proporcjonalnie i częściowo w okręgach jednomandatowych. Jak zauważa Héjj, badacze z 21 Research Center wyliczyli, że po przełożeniu wyników z poszczególnych okręgów na skalę całego kraju przewaga TISZY nad Fideszem maleje z 10 do 6,5 pkt. proc. Okazuje się bowiem, że opozycja nieco gorzej wypada w bezpośrednich starciach w okręgach jednomandatowych niż w skali kraju.
Jak czytamy dalej, najbardziej zacięty pojedynek toczy się będzie w 28 „okręgach bitewnych”, w których o wyniku przesądzić może nawet kilkadziesiąt głosów. Wszystko wskazuje, że to właśnie tam rozstrzygnąć się może pojedynek o władzę. „Ponieważ rezerwy twardego elektoratu po obu stronach zostały już wyciśnięte do absolutnego maksimum, o przyszłości kraju przesądzą niezdecydowani oraz pragmatyzm wyborców mniejszych partii. To w ich rękach leżą dziś klucze do bezpiecznej większości w Zgromadzeniu Krajowym” – dodaje Héjj na łamach WP.












