
-
Wenezuela znalazła się w centrum światowej rywalizacji Chin i USA po pojmaniu Nicolasa Maduro, co doprowadziło do wzmożonego napięcia dyplomatycznego.
-
Chiny krytykują działania Stanów Zjednoczonych wobec Wenezueli, widząc w nich zagrożenie dla własnych interesów energetycznych oraz próbując kreować się na obrońcę słabszych państw.
-
Rywalizacja gospodarcza i polityczna między Chinami a USA eskaluje, obejmując także politykę wobec surowców energetycznych, co wpływa na stabilność globalnych rynków.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Wydarzenia w Wenezueli dolewają oliwy do ognia pogłębiającej się rywalizacji Chin i Stanów Zjednoczonych. Jednakże wyjście Pekinu poza znaną już retorykę może być dla Xi Jinpinga niebezpieczne.
Wenezuela a USA. Chiny gołąbkiem pokoju?
Chiny od lat pozycjonują się jako kraj miłujący praworządność, poszanowanie międzynarodowych standardów i niezależność innych państw. To oczywiście spora porcja propagandy.
Ta w ostatnich latach coraz bardziej wylewa się z chińskich mediów – swoimi mackami sięgając także Zachodu. De facto Chiny same są tyranią, która podejmuje działania, nie zwracając uwagi na międzynarodowe normy.
Pojmanie Maduro – najostrzej krytykowane przez Chiny – dało władzom w Pekinie możliwość usadowienia się na pozycji „sprawiedliwego”, który ujął się za słabszym. Przeciwko „tyranii” Stanów Zjednoczonych.
I tu Państwo Środka ma sprzymierzeńców – nie tylko w północnokoreańskiej satrapii. Stanowczo przeciwko działaniom USA wobec Wenezueli protestuje także na przykład rozwinięty Singapur, któremu maskowanie prawdziwej natury reżimu idzie znacznie lepiej niż Korei Płn. czy Wenezueli.
Amerykanie walczą o ropę. W tle rywalizacja z Chinami
– Agresywne stanowisko dyplomacji chińskiej na porwanie prezydenta Wenezueli przez administrację Donalda Trumpa należy rozumieć w szerszym kontekście rywalizacji USA-ChRL – mówi Interii prof. Dominik Mierzejewski, szef Ośrodka Spraw Azjatyckich UŁ.
– Nie dotyczy to tylko wyłącznie postępu technologicznego, ale coraz bardziej zdolności państwa do zapewnienia stabilnych, tanich zasobów energetycznych, które potrzebne są do rywalizacji technologicznej. Po stronie amerykańskiej rozwój AI silnie uzależniony jest od zewnętrznych rynków energii – uważa.
Mierzejewski wskazuje, że Amerykanie, którzy „przespali zieloną transformację” muszą pracować nad koordynacją i rozbudową sieci przesyłowych oraz „pilnować” globalnych cen ropy i gazu.
– Po stronie chińskiej natomiast polityka energetyczna i zielona transformacja w warunkach kapitalizmu państwowego daje większe możliwości koordynacji i łączenia polityki energetycznej, przemysłowej i technologicznej – zaznacza ekspert.
I tłumaczy: – W tym obszarze, co może być odczytywane paradoksalnie, administracja amerykańska będzie się upodabniała do modelu chińskiego, czyli większej kontroli państwa. Zatem polityka energetyczna USA – także wobec Wenezueli – staje się pośrednio elementem rywalizacji z Chinami o przywództwo w czwartej rewolucji przemysłowej.
USA. Chińska dyplomacja coraz mniej dyplomatyczna
W ostatnich latach Pekin coraz bardziej pokazywał swoją naturę „wilczej” dyplomacji. To określenie na – pozostające nawet poniżej sposobu komunikacji słynnej rzeczniczki rosyjskiego MSZ Mariji Zacharowej – wypowiedzi chińskich dyplomatów.
Warto w tym miejscu przypomnieć publiczny wpis chińskiego konsula w Osace. Po wypowiedzi szefowej rządu Japonii o Tajwanie, tenże wzywał publicznie do „ścinania niemytych głów”. Mimo to Xue Jian nadal wbija wizy (coraz radziej) do japońskich paszportów w Osace.
W przypadku USA – przynajmniej na razie – Pekin komunikuje się ostrożniej. Chociaż mocnych słów nie brakuje. – USA bezczelnie użyły siły przeciwko Wenezueli i zażądały, aby przy dysponowaniu własnymi zasobami ropy naftowej władze w Caracas stosowały zasadę „America First” – mówiła na briefingu prasowym rzeczniczka MSZ Chin Mao Ning.
Natomiast jej szef – minister spraw zagranicznych Wang Yi – ocenił, że akcja Stanów Zjednoczonych w Wenezueli to „potężny cios” dla Chin.
Chiny a USA. Trump już raz się przeliczył
Pekin na pewno stać na sprzeciw wobec polityki starego-nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Już podczas pierwszej prezydentury rozpalił on ogień tarć handlowych z Państwem Środka. Wtedy jednak Chińczycy dopiero uczyli się nowego typu przeciwnika. Bo Trump to nie urzędnik. To biznesmen, żonglujący wartościami w imię interesów. Chińczycy rozumieją zaś język handlu.
Widać jednak, że Chińska Republika Ludowa odrobiła lekcję i nauczyła się już „grać w Trumpa”. W ubiegłym roku byliśmy świadkami celnej epopei USA i Chin. Donald Trump przeliczył się – co do przeciwnika – i choć Chiny targane są niepewnością perspektyw rozwoju własnej gospodarki, to po każdym podwyższeniu ceł przez USA wprowadzały cła odwetowe.
Agresywne stanowisko dyplomacji chińskiej na porwanie prezydenta Wenezueli przez administrację Donalda Trumpa należy rozumieć w szerszym kontekście rywalizacji USA-ChRL
W szczytowym momencie wymiany ciosów cła na niektóre chińskie towary w USA sięgały prawie 250 proc. Chińczycy zatrzymali się na 125 proc. Ministerstwo Handlu w Pekinie wydało wówczas pamiętne oświadczenie, po którym w pośpiechu USA obniżyły cła na „chińską elektronikę”. Bo trudno byłoby też wytłumaczyć wyborcom Trumpa, że ich flagowe, „amerykańskie” smartfony z logo nadgryzionego jabłka z dnia na dzień podrożeją o 100 proc.
Chińskie tankowce zmieniają szlaki
I w tym miejscu należy zaznaczyć, że Chiny kupowały dotychczas około 80 proc. wenezuelskiej ropy. Jeszcze przed pojmaniem Maduro tankowce, dostarczające z Wenezueli ropę do Chin, zostały objęte amerykańskimi sankcjami.
Nie pływały one jednak pod banderą ChRL. Te z czerwoną flagą i pięcioma żółtymi gwiazdkami które zmierzały do Wenezueli, teraz płyną w stronę Afryki.
Zatrzymanie przez USA statków z wenezuelską ropą Chiny uznały za poważne pogwałcenie prawa międzynarodowego. Jednak Ministerstwo Handlu w Pekinie oświadczyło, że zamierza nadal handlować z Wenezuelą.
Teraz, w przypadku tankowca, który zmierzały do Rosji, jest podobnie. „Działania USA, mające na celu przejęcie tankowca, przewożącego wenezuelską ropę, rażąco naruszają prawo międzynarodowe” – przekazało Ministerstwo Spraw Zagranicznych Chin.
W podobnym tonie wypowiedziało się także chińskie Ministerstwo Handlu, podkreślając naruszenie prawa międzynarodowego, którego w ocenie chińskich władz dopuściły się Stany Zjednoczone.
Eksperci zajmujący się Chinami są zgodni, że prócz „wilczej” i mało dyplomatycznej retoryki na razie Chiny nie podejmą żadnych innych działań. Stawką w grze jest m.in. ugaszony niedawno na chwilę pożar wojny handlowej z Amerykanami. Rozejm – o ile przetrwa – obowiązuje do października 2026 roku.
Chińczycy na pewno obawiają się tego, że kryzys w Wenezueli rykoszetem uderzy w ich własną gospodarkę. Władze w Caracas chętnie zadłużały się w Pekinie, a chińskie władze chętnie Wenezueli pożyczek udzielały. Wszak zawsze mogły dostać zwrot w wenezuelskiej ropie.
Szacuje się, że Wenezuela jest winna Chinom ponad 16,5 mld dolarów amerykańskich. Kraj z prezydentem w nowojorskim więzieniu ma też wielu innych wierzycieli. Jeśli Amerykanie zmuszą Wenezuelę do rozpoczęcia spłaty zobowiązań, naiwnym byłoby myśleć, że pieniądze najpierw dostaną Chińczycy.
Tomasz Sajewicz, Denpasar










