
W ladzie chłodniczej leżą kiełbasa wiejska i krakowska, a także szynka bacy. Za ladą stoi kobieta z przyczepioną do ubrania plakietką, na której jest napisane „Dorota”. Sklepowe półki uginają się od produktów popularnych polskich marek.
Ten sklep nie znajduje się jednak w Polsce, lecz w Wielkiej Brytanii, a konkretniej w mieście Leeds. Nie jest jedyny. W stolicy hrabstwa Yorkshire polskich sklepów jest wiele: Polonez, Syrenka, Bolek i Lolek czy Stokrotka. Większość produktów pochodzi z Polski, podobnie jak większość pracowników i klientów.
– Większość klientów to Polacy, ale przychodzą też Litwini, a nawet Anglicy – mówi pracownica jednego z polskich sklepów.
W samym Leeds mieszka ok. 9 tys. Polaków. Choć to liczba stosunkowo niewielka, gdy weźmie się pod uwagę, że to jedno z największych miast kraju liczące niemal 800 tys. mieszkańców, to jednak Polacy są tu widoczni na każdym kroku. Widać ich na ulicach, w autobusach i sklepach. Stworzyli całą polską społeczność i wielu z nich na co dzień żyje po polsku: otacza się rodakami i rzadko kiedy posługuje się w ogóle językiem angielskim.
– W Leeds można niemal wszystko załatwić po polsku – mówi Interii Piotr, mieszkający tu od 12 lat.
Polacy w Wielkiej Brytanii. Czym są szkoły sobotnie
Większość Polaków wyjechała do Wielkiej Brytanii lata temu, gdy Polska wstąpiła do Unii Europejskiej i zniknęły granice wewnątrz wspólnoty. Wielu z nich założyło tu rodziny: ma żony, mężów i dzieci. Wraz z upływającymi latami dzieci dojrzewały, aż w końcu osiągały wiek, w którym musiały pójść do szkoły.
W Wielkiej Brytanii nie ma pełnoprawnych codziennych szkół polskich. Dzieci muszą więc chodzić do szkół angielskich, funkcjonujących w ramach brytyjskiego systemu edukacyjnego.
Istnieją jednak polskie szkoły sobotnie. W całym kraju jest ich około 180. Również w Leeds przy polskiej parafii pw. Matki Boskiej Częstochowskiej i św. Stanisława Kostki istnieje polskie centrum, w którym funkcjonuje Polska szkoła współfinansowana z polskiego budżetu państwa. Roczne czesne dla jednego dziecka wynosi 360 funtów i dodatkowe 20 funtów na podręczniki.
Zajęcia odbywają się niemal w każdą sobotę przez cały rok z przerwami w okresach świątecznych i wakacyjnych. Dzieci uczą się języka polskiego oraz polskiej historii i kultury.
Na jednej z pierwszych stron podręcznika widnieje hymn Polski. Kilka stron dalej jest zadanie: „Pokoloruj polską flagę. Na mapie Polski zaznacz rzekę Wisłę oraz trzy miasta, które pełniły funkcję stolicy: Gniezno, Kraków i Warszawę”.

W tym samym miejscu, gdzie polska parafia i szkoła sobotnia, znajduje się całe polskie centrum kulturalne. Jest tu restauracja, w której można zjeść dania kuchni polskiej, związek harcerski, odbywają się lekcje gry na gitarze oraz spotkania anonimowych alkoholików i narkomanów – wszystko oczywiście w języku polskim.
„W pracy rozmawiamy po polsku”
Pan Piotr i jego żona Sylwia pracują w firmie zajmującej się m.in. produkcją ubrań, głównie sportowych np. dla klubów piłkarskich takich jak Leeds United czy Wolverhampton Wanderers. Nie są jedynymi Polakami w firmie.
– Większość ludzi w pracy to Polacy, więc rozmawiamy po polsku. Wszystko możemy załatwić po polsku – mówi pani Sylwia.

Do pracy dojeżdżają samochodem lub autobusem, choć komunikacja miejska nie jest mocną stroną Wielkiej Brytanii.
– Nawet niektórzy kierowcy autobusów są Polakami – mówi pani Sylwia. To o tyle istotne, że w Anglii w przeciwieństwie do Polski, do autobusów wchodzi się jedynie przednimi drzwiami, a jednorazowy bilet kupuje się bezpośrednio u kierowcy.
Po polsku w urzędzie i u lekarza
Stereotyp jest taki, że na Wyspy wyjechali jedynie słabo wykształceni pracownicy fizyczni, jednak to nieprawda. Można tu znaleźć również prawników czy lekarzy.
Do polskiego lekarza nie jest się jednak tak łatwo umówić, zwłaszcza jeśli nie chce się iść prywatnie.
Co prawda można się umówić do konkretnego polskiego lekarza, jednak NHS (National Health Service, Narodowa Służba Zdrowia – pol.) w takiej sytuacji nie gwarantuje, że wizyta odbędzie się niedługo. Łatwiej jest więc nie wybrzydzać przy wyborze lekarza. Sama rejestracja w przychodni często jest zautomatyzowana, a na dotykowych ekranach samoobsługowych dostępny jest język polski.
– My na przykład chodzimy do polskiej dentystki. Znamy ją z polecenia mojej koleżanki, też Polki – mówi pani Sylwia. W Leeds działa z resztą cała polska klinika dentystyczna, w której pracuje kilku polskich stomatologów.
Po polsku można również porozumieć się z urzędnikami. Na stronie internetowej urzędu miasta Leeds jest osobna zakładka dotycząca świadczenia usług w językach innych niż angielski. Możemy tam przeczytać, że możliwe jest zamówienie tłumacza zarówno na spotkania w urzędzie jak i podczas załatwiania spraw telefonicznie. Można też przetłumaczyć na język polski dokumenty urzędowe oraz stronę internetową urzędu.
Polacy z Leeds przyznają jednak, że nieczęsto goszczą w brytyjskich urzędach.
– Niedawno musieliśmy wyrobić paszporty. Mamy jednak obywatelstwo polskie, więc wszystko załatwiliśmy w konsulacie po polsku – wspomina pan Piotr.
Krzysztof Ryncarz, Leeds, Wielka Brytania










