
W skrócie
-
36-letni Polak przyznał się do wysyłania brytyjskiej radnej Susan Fricker wiadomości uznanych za groźby śmierci.
-
Prokuratura przygotowuje raport w celu ustalenia odpowiedniej kary, a decyzja o wyroku ma zapaść 31 lipca, do tego czasu oskarżony jest na wolności pod warunkiem braku kontaktu z radną.
-
Radna Susan Fricker poinformowała, że po otrzymaniu gróźb musiała ograniczyć swoja aktywność zawodową i zgłosiła sprawę policji.
W październiku 2025 roku 36-letni Grzegorz G. przesłał do radnej Bingley Susan Fricker dwie wiadomości na Facebooku. Pierwsza zawierała zdjęcie drzewa ze zwisającymi ciałami, natomiast w drugiej napisał tak: „Pewnego dnia to ty będziesz na tym drzewie”.
Brytyjscy śledczy sklasyfikowali wiadomości jako groźbę śmierci. Podczas czwartkowej rozprawy w Sądzie Magistrackim w Bradford oskarżony przyznał się do zarzuconego czynu.
Polak groził śmiercią brytyjskiej radnej. Przyznał się do winy
Podczas przesłuchania G. pomagał polski tłumacz. Mężczyzna przyznał się do winy, więc sąd ma ogłosić wyrok z pominięciem procedury udowadniania przestępstwa.
Prokuraturze polecono przygotowanie raportu w celu ustalenia najodpowiedniejszej kary.
Oskarżony nie ma wcześniejszych wyroków. Choć przyznanie się do winy i czysta kartoteka kryminalna stanowią okoliczności łagodzące, nie wiadomo, czy zostaną w tym przypadku uwzględnione.
36-latkowi grozi kara więzienia. Proces został odroczony do 31 lipca, a sąd zgodził się, by oskarżony pozostał na wolności do czasu orzeczenia wyroku, pod warunkiem, że nie będzie kontaktował się ze wspomnianą radną.
Groźby wobec radnej Susan Fricker. Na ławie oskarżonych Polak
Prokurator odczytała w sądzie oświadczenie Susan Fricker, która zwróciła uwagę, że po otrzymaniu gróźb z obawy o swoje życie nie była w stanie swobodnie sprawować funkcji. Jak podkreśliła radna, sprawę przekazała policji, aby „zadziałała jako środek odstraszający” dla osób, które grożą politykom.
– Ofiara wyznała, że po odkryciu wiadomości natychmiast poczuła strach, że zostanie skrzywdzona – tłumaczył prokurator.
Radna i zatrzymany Polak nie znali się osobiście. – (Fricker -red.) Nie wiedziała, z czego wynikła potrzeba wysłania jej takich wiadomości – nadmieniła pani mecenas.
„Czułam się przerażona, idąc (na publiczne wydarzenia – red.), bo obawiałam się, że ktoś zrobi mi krzywdę. (…) To nadal się na mnie odbija” – przekazała w oświadczeniu Susan Fricker.
Źródła: „The Telegraph & Argus”, BBC












