-
Przyrodnicy wskazują, że obecna susza w Polsce wynika ze zmian klimatycznych i nieprawidłowego gospodarowania wodą.
-
Coraz więcej gmin wprowadza ograniczenia w zużyciu wody z powodu utrzymującej się suszy i niskich stanów wód.
-
Rekordowo niskie poziomy w polskich rzekach prowadzą do problemów środowiskowych oraz ograniczeń dla przemysłu i transportu.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Od tygodni gminy w Polsce wprowadzają ograniczenia zużycia wody. Takie decyzje podjęło już 625 na 2479 samorządów w kraju – informuje ekohydrolog Sebastian Szklarek. Apele i zakazy spowodowane są postępującą suszą i zmniejszającymi się zasobami wodnymi. W ostatnich latach podobne ograniczenia pojawiały się w wielu regionach kraju, zwłaszcza tam, gdzie lokalne wodociągi nie były w stanie pokryć bardzo dużego zapotrzebowania w okresach upałów i suszy.
Ograniczenia najczęściej dotyczą używania wody z sieci gminnej do podlewania trawników, ogródków, działek i pól, napełniania basenów, mycia samochodów, kostki brukowej czy elewacji. Nie chodzi o zakaz korzystania z wody z kranu, ale o ograniczenie dodatkowego zużycia, które gwałtownie rośnie latem i uświadomienie, że zapasy wody także mogą się kurczyć.
Ograniczenia zużycia wody w Polsce. Alarm w 625 gminach
Obecnie aż 625 gmin wystąpiło z apelami do mieszkańców dotyczącymi ograniczenia poboru wody wodociągowej lub zakazem wykorzystania jej na cele inne niż socjalno-bytowe. Pobory wody rosły 2-3 razy w okresach upałów, stąd konieczność ograniczania jej zużycia – argumentują samorządy.
Gminy takie jak Bukowiec, Radzymin, Wałcz czy Mokobody wprowadzały lub ogłaszały tego typu ograniczenia, gdy pojawiały się problemy z wydajnością ujęć i spadkami ciśnienia w sieci – to główne przyczyny problemu, które może regulować limit poboru wody. Ograniczenia zużycia wody działają, ale nie na dłuższą metę.
Ekohydrolog Sebastian Szklarek mówi, że problem nie dotyczy pojedynczych miejsc ani jednego regionu Polski. „Lokalne wodociągi w wielu częściach kraju nie są projektowane na jednoczesne, masowe podlewanie ogrodów i napełnianie basenów podczas upałów. Woda w kranie musi być dostępna przede wszystkim do picia, przygotowania żywności i celów sanitarnych” – uważa ekspert.
– Ograniczenia zużycia wody wprowadzane przez samorządy są działaniem prewencyjnym, mającym na celu zabezpieczenie zasobów wody w okresach największego zapotrzebowania, szczególnie podczas upałów. Najczęściej dotyczą one wykorzystania wody z sieci wodociągowej do celów innych niż bytowe, np. podlewania ogrodów, napełniania basenów czy mycia pojazdów. Takie działania pozwalają zmniejszyć chwilowe obciążenie systemów wodociągowych i ograniczyć ryzyko problemów z dostępnością wody – tłumaczy w rozmowie z Zieloną Interią Paweł Staniszewski, hydrolog i klimatolog z IMGW.
Dlaczego miasta i wsie w Polsce ograniczają zużycie wody?
Przyczyną problemów z wodą w Polsce jest przede wszystkim pogłębiająca się susza hydrologiczna. W wielu częściach Polski opady są coraz bardziej nierównomierne: zamiast regularnych deszczy występują krótkie, intensywne ulewy, po których woda szybko odpływa, a gleba i zasoby podziemne nie zawsze zdążą się uzupełnić.
Jednocześnie rosną temperatury, zwiększa się parowanie, a mieszkańcy podczas upałów zużywają znacznie więcej wody. Wody Polskie wskazują, że w kraju mogą jednocześnie występować gwałtowne zjawiska pogodowe oraz rozległe obszary suszy hydrologicznej.
– Obecnie w Polsce obserwowana jest susza hydrologiczna, która obejmuje zdecydowaną większość kraju. Jest ona związana z utrzymującym się deficytem opadów oraz niskimi stanami wody i przepływami w rzekach. Aktualnie obowiązują 72 ostrzeżenia hydrologiczne przed suszą – dodaje w rozmowie z Zieloną Interią Paweł Staniszewski.
Hydrolog nadmienia, że obecna susza jest wynikiem przede wszystkim czynników naturalnych – długotrwałego deficytu opadów i wysokich temperatur, ale dochodzi do tego czynnik antropogeniczny, ludzki.
Są konkretne działania, które przyczyniają się do zachwiania równowagi wodnej i jej odbudowy. – Jednocześnie działalność człowieka, m.in. zmiany zagospodarowania terenu, uszczelnianie powierzchni czy przekształcanie naturalnej retencji, może zwiększać podatność obszarów na skutki suszy i ograniczać możliwości zatrzymywania wody w środowisku – mówi ekspert.
W kranach brakuje wody, a polskie rzeki wysychają
Wyraźnie niższy, a w niektórych miejscach wręcz rekordowo niski, poziom wód odnotowuje się w polskich rzekach. Hydrolog nie ma wątpliwości: to moment krytyczny.
– W wielu miejscach notowane są bardzo niskie przepływy, a na niektórych rzekach, m.in. na Sanie, Bugu, Wiśle czy Warcie, obserwowane są wartości zbliżone do absolutnych minimów. Przyczyną obecnej sytuacji jest przede wszystkim deficyt opadów od początku roku, szczególnie widoczny w centralnej, południowej i zachodniej Polsce. Lokalnie suma opadów od początku roku osiągnęła zaledwie około 30-50 proc. normy opadowej – mówi hydrolog.
Wcale nie będzie lepiej, bo prognozowane wysokie temperatury dodatkowo pogłębiają problem. – Zwiększone parowanie powoduje szybszą utratę wody zarówno z gleby, jak i z rzek oraz zbiorników wodnych. W efekcie może dochodzić do dalszego pogłębiania się suszy hydrologicznej – zaznacza Paweł Staniszewski.
W wielu miejscach notowane są bardzo niskie przepływy, a na niektórych rzekach, m.in. na Sanie, Bugu, Wiśle czy Warcie, obserwowane są wartości zbliżone do absolutnych minimów
– Niskie przepływy w rzekach wpływają na funkcjonowanie całych ekosystemów wodnych. Spada jakość wody, zwiększa się jej temperatura, a zmniejszone natlenienie negatywnie oddziałuje na organizmy wodne. Susza zwiększa również zagrożenie występowania pożarów lasów, torfowisk i terenów trawiastych. Wpływa także na gospodarkę – ogranicza możliwości żeglugi śródlądowej i transportu wodnego, utrudnia funkcjonowanie przepraw promowych, a w przypadku długotrwałego utrzymywania się niskich zasobów może stanowić wyzwanie dla przemysłu o dużym zapotrzebowaniu na wodę – konkluduje hydrolog i klimatolog.
Taka sytuacja ma już miejsce w Sanie – w Stalowej Woli wstrzymano dostawy wody przemysłowej dla 65 odbiorców, a Wisła zbliża się do rekordowo niskiego stanu wód. Niskie przepływy wpływają na całą przyrodę. Niebezpieczeństwo grozi wielu zwierzętom, ale i ludziom.
Fundacja WWF nadmienia, że wielkim problemem w Polsce jest także niewłaściwe zarządzanie zasobami wodnymi kraju. „Pokłosiem kryzysu klimatycznego jest zmienny charakter opadów i zmienność ich występowania (dłuższe okresy bezdeszczowe i intensywniejsze, ale krótkotrwałe ulewy, zamiast dłuższych okresów średniego, ale długo trwającego i nawadniającego deszczu)” – podaje organizacja, zwracając jednocześnie uwagę, że masowe wycinki nad polskimi rzekami pogłębiają już i tak trudną sytuację.














