Rząd zaoferował po ponad 5800 zł (50 000 bahtów) na pokrycie kosztów instalacji dla nawet miliona gospodarstw domowych, obiecując jednocześnie niskooprocentowane pożyczki i korzyści podatkowe dla osób montujących panele na swoich domach lub działkach.
„Obecnie importujemy znaczną część naszej energii, jesteśmy jednym z największych nabywców na świecie” – powiedział dziennikarzom minister finansów Ekniti Nitithanprapas. Dodał jednak, że „nie jest to zrównoważone rozwiązanie”.
Oczekuje się, że dotacja na panele słoneczne zostanie zatwierdzona na posiedzeniu rządu we wtorek, a przyjmowanie wniosków rozpocznie się wkrótce potem – powiedział Ekniti.
Zostanie ona sfinansowana z pakietu pożyczek awaryjnych o wartości 400 mld bahtów, ogłoszonego wcześniej w tym roku w celu złagodzenia skutków gospodarczych wojny na Bliskim Wschodzie.
Ok. 60 proc. produkcji energii elektrycznej w Tajlandii pochodzi z gazu ziemnego, a odnawialne źródła energii stanowią prawie 11 proc. – wynika z danych rządowych od stycznia do lipca 2026 r.
Większość gazu historycznie pochodziła z produkcji przybrzeżnej lub rurociągiem z Mjanmy, ale spadek produkcji zmusił Bangkok do zwiększenia importu skroplonego gazu ziemnego (LNG).
Importowany LNG stanowił 32 proc. zużycia gazu ziemnego w okresie od stycznia do lipca.
Katar był głównym dostawcą, ale jego infrastruktura gazowa ucierpiała w wyniku wojny USA i Izraela z Iranem, podobnie jak produkcja energii w całym regionie.
Tajlandia dąży do tego, aby do 2037 r. 51 proc. energii elektrycznej w kraju było wytwarzane ze źródeł odnawialnych.


